Mustafa Dżemilew: Krym będzie wolny

Mustafa Dzemilew // Źródło: Euromaidan Press

Totalitarne i okupacyjne reżimy mogą utrzymać swoją władzę tylko za pomocą represji i strachu – powiedział EurActiv.pl lider Narodowego Ruchu Tatarów Krymskich i były dysydent rosyjski Mustafa Dżemilew.

 

EurActiv.pl: Jak wygląda dziś sytuacja na Krymie?

Mustafa Dżemilew: Jest bardzo trudna. Jest źle i robi się tylko gorzej. Totalitarne i okupacyjne reżimy mogą utrzymać swoją władzę tylko za pomocą represji i strachu. Dlatego trudno się spodziewać innej postawy ze strony Rosji.

Czy Tatarzy Krymscy reagują na opresję inaczej niż reszta społeczności Krymu?

My byliśmy zawsze przeciwni wszelkim najeźdźcom, nie mówiąc o okupantach. Dziś jednak nie tylko Tatarzy, ale i cała ludność Krymu czuje złość i sprzeciwia się status quo.

Jednak jeśli przyjedzie Pani na Krym, np. do Sewastopolu, i zapyta o sytuację kogokolwiek na ulicy – czy to Tatar, czy Rosjanin – gdy tylko zobaczą mikrofon będą wychwalać swoje szczęśliwe życie i wygłaszać peany na rzecz Putina.

Czują się zastraszeni?

Tak, bo jeśli ktoś się wypowie przeciwko siłom okupacyjnym, przeciw Putinowi, od razu zostanie oskarżony w świetle prawa Federacji Rosyjskiej zgodnie z art. 280 – zbrodnia przeciw integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej. A to oznacza karę co najmniej pięciu więzienia. Nawet jeśli byśmy opowiedzieli się za drugim referendum.

W poprzednim – 16 marca 2014 r. – mieszkańcy Krymu opowiedzieli się za stroną rosyjską. W opisywanej przez Pana sytuacji trudno uznać ich wybór za wolny.

Teraz nawet zająknięcie się o możliwości organizacji kolejnego byłoby ukarane z tego samego paragrafu.

W rosyjskiej telewizji można zobaczyć głównie ludzi wyrażających swoją radość z tego, co się stało na Krymie i pełne poparcie dla Putina. Wszystko słodko, ale to nieprawda. Biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo oskarżenia na podstawie art. 280, staje się jasne, że nikt po prostu nie chce się narażać.

Ilja Ponomariew, były deputowany rosyjskiej Dumy, powiedział mi, że na Krymie „nie ma żadnych silnych patriotycznych uczuć” i że tamtejsi mieszkańcy wybiorą Ukrainę tylko jeśli zaoferuje im lepsze warunki niż Putin. Czy to powielanie narracji kreowanej przez rosyjską machinę dezinformacji, czy może to prawda?

Przede wszystkim myślę, że pan Ponomariew nigdy nie pofatygował się na Krym i z tego powodu nie może się wypowiadać na temat “lepszych warunków”.

Kiedy zaczęła się okupacja Krymu, ludzie rzeczywiście nagle zaczęli lepiej zarabiać. Otrzymywali sumy, jakich wcześniej nigdy nie widzieli, myśląc, że już tak zostanie. Ale trwało to tylko dwa-trzy miesiące. Potem wszystko wróciło do złej normy.

Ludzie są zadowoleni, jak się im płaci 12 tys. rubli miesięcznie, co odpowiada mniej więcej kwocie 900 złotych. To mniej więcej poziom zarobków w całej Ukrainie, ale trzeba pamiętać, że w Rosji ceny są dużo wyższe. Dlatego de facto obserwujemy radykalne obniżenie standardów życia.

Z jakimi problemami muszą się dziś zmagać mieszkańcy Krymu na co dzień?

Weźmy na przykład służbę zdrowia: w zasadzie ludzie nie mają jak z niej korzystać, bo lekarze mogą przepisywać tylko lekarstwa produkowane w Rosji. Gdy ktoś z mojej rodziny na Krymie idzie do doktora, słyszy „Muszę przepisać taki lek, ale lepiej go kupić na Ukrainie”.

Trwa też problem związany ze statusem języka rosyjskiego, ale on poprzedził inwazję. Spośród 596 szkół, tylko w siedmiu naucza się po ukraińsku, w 14 po krymskotatarsku, a w całej reszcie – po rosyjsku.

W przeszłości Ukraina dostarczała na Krym żywność, elektryczność i wodę (w ok. 25 proc.). Teraz to oczywiście ustało, dostawy zostały przejęte przez Rosję, co dużo drożej kosztuje, a co za tym idzie pociąga za sobą obniżenie standardów życia. Rosja przeznacza na Krym ok. 3-5 mld euro rocznie – za takie pieniądze nie ma szans na poprawę jakości egzystencji, dopóki ten kraj jest pod okupacją.

Wcześniej, poza wsparciem Ukrainy, ludzie przynajmniej mogli żyć z turystyki. Dzisiaj turystyka praktycznie zamarła.

A turyści z Rosji?

Problem z rosyjską turystyką jest taki, że komunikacja między Rosją kontynentalną a Krymem jest skomplikowana. A to bardzo ogranicza napływ rosyjskich turystów.

Dziś Rosjanie przyjeżdżają na Krym, ale podobnie, jak w czasach sowieckich – czyli nie dlatego, bo chcą, ale bo muszą. Wybuchł nawet raz skandal z zastępcą szefa rosyjskiej Dumy, który rzekomo spędził wakacje na Krymie. Swój pobyt potwierdził nawet za pomocą odpowiednich dokumentów. Jednak dziennikarze odkryli, że tak naprawdę pojechał do Monako.

Proszę powiedzieć na koniec, czego oczekuje Pan od Europy i Zachodu względem Krymu. Temat wydaje się obecnie zamrożony.

Wiemy, że Krym będzie pewnego dnia wolny. Ale to co nas niepokoi, to to, że w międzyczasie sytuacja przerodzi się tam w zamrożony konflikt – podobnie jak np. w Górskim Karabachu.

Potrzeba nam bardziej proaktywnej postawy Europy. Za dużo się dziś mówi o znoszeniu sankcji, przy argumentacji, że Zachód traci na nich za dużo pieniędzy. Myślę, że jest to bardzo krótkowzroczne podejście.