Andi Cristea: Wstrzymanie unijnego finansowania dla Mołdawii byłoby katastrofalnym sygnałem politycznym

Andi Cristea źródło: oficjalny profil na Facebooku

Rumuński europoseł z frakcji Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów Andi Cristea powiedział w rozmowie z EURACTIV, że unijne fundusze, jakie trafiają do Mołdawii nie były nigdy defraudowane i służą głównie projektom skierowanym do obywateli. Cristea, oświadzył również, że ewentualne wstrzymanie tej pomocy byłoby dobrą wiadomością dla Rosji.

 

EURACTIV: We wtorek, 3 października, na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego omówiono sytuację w Mołdawii. W czasie debaty socjaliści i chadecy, zwłaszcza z Rumuni, mieli na ten temat bardzo różne opinie.

Andi Cristea: Po pierwsze, ostatnio sytuacja polityczna w Mołdawii uległa zmianie. 2-3 lata temu mieliśmy tam koalicję rządzącą składająca się z najważniejszych partii, należących do frakcji europejskich partii politycznych, to znaczy Europejskiej Partii Ludowej (EPP), Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (S&D) oraz Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE). Obecnie większość w mołdawskim parlamencie, a co za tym idzie także rząd stworzone są wokół Demokratycznej Partii Mołdawii (PDM), która jest siostrzanym ugrupowaniem europejskich socjaldemokratów. Zarówno partia spokrewniona z europejskimi chadekami, jak i partia spokrewniona z liberałami, nie są już obecne w rządzie. Właśnie stąd bierze się ich frustracja. To zrozumiałe. Podobnie krytycznie patrzą zatem na sytuację w Mołdawii ich europejscy koledzy.

Dla mnie ważne jest, aby po następnych mołdawskich wyborach parlamentarnych, te siły, które chcą kontynuować zbliżenie kraju do europejskich wartości demokratycznych, mogły same utworzyć rząd. Mam na myśli mołdawskich przedstawicieli EPP, czyli przede wszystkim partii, którym przewodzą Maia Sandu i Andrea Nastase oraz przedstawicieli obecnej partii rządzącej – PDM. Nie sądzę jednak, że jest to niemożliwe. Myślę natomiast, że jeżeli jest się prawdziwym przyjacielem Mołdawii, to chce się, aby zbliżała się ona do Europy. Dlatego potrzebny jest konstruktywny dialog lewicy i prawicy.

EURACTIV: Czy pomoc finansowa powinna być przyznawana bez żadnych warunków wstępnych?

Andi Cristea: Warunki są niezbędne. To dobrze, że stosunki UE z Mołdawią są jakoś warunkowane. Wiem, że rząd mołdawski pod wodzą Pavla Filipa rozumie to. Rzeczywistość ostatnich dwóch lat pokazała nam, że mamy do czynienia z rządem poważnym, który wdrożył wszystko, co obiecał w europejskim partnerom. Dlatego nie mam wątpliwości, że nie będą oni mieli trudności z realizacją podjętych przez siebie zobowiązań. Przekazywanie europejskich funduszy dla Mołdawii powinno być kontynuowane, ponieważ wstrzymanie tego finansowania byłoby katastrofalnym sygnałem politycznym o odsuwaniu się Unii Europejskiej od Mołdawii oraz w ogóle od Partnerstwa Wschodniego. A to by oczywiście była dobra wiadomość dla Moskwy.

EURACTIV: Niektórzy eurodeputowani obawiają się jednak, że pieniądze mogą trafiać do kieszeni prorosyjskiego prezydenta Igora Dodona lub najbogatszego człowieka w Mołdawii i założyciela rządzącej partii PDM Vlada Plahotniuka.

Andi Cristea: Staram się myśleć dobrze o kolegach, którzy oświadczyli te rzeczy. Ja mam inne zdanie. Mówiło się kiedyś o słynnych słowach prezydenta Dodona, który miał powiedzieć, że połowa europejskich funduszy, która trafiła do Mołdawii, została rozkradziona. Nic bardziej mylnego. Mówię tak, bo osobiście przeprowadziłem kontrolę razem z szefem Komisji kontroli budżetowej PE. Dodatkowo z wypowiedziach przedstawicieli Komisji Europejskiej i szefa delegacji UE w Kiszyniowie, którym był w tym czasie Pirkka Tapiola, wynika jasno, że nie ma potwierdzenia, iż prezydent Dodon kiedykolwiek udzielił takiej wypowiedzi.

Ponadto, kiedy Dodon został poproszony o przedstawienie wyjaśnień w tej sprawie, w ogóle odmówił w odpowiedzi. Pamiętamy oczywiście głośną sprawę miliarda dolarów, który niedawno dzięki niesamowitej inżynierii finansowej wyparował z mołdawskiego systemu bankowego, ale należy odróżnić tą kwestię od tego co dzieje się z europejskimi funduszami. Mówię z całą świadomością: europejskie pieniądze dla Mołdawii są uważnie monitorowane. Ponadto, europejskie fundusze dla Mołdawii są przekazywane dopiero po wypełnieniu zobowiązań i warunków, a także reform podejmowanych przez rząd w Kiszyniowie aby otrzymać konkretne finansowanie.

Kolejnym faktem jest, że od 2015 r. europejskie fundusze trafiają tylko do projektów skierowanych bezpośrednio do obywateli. Taka właśnie jest najnowsza zmiana w tej kwestii: pieniądze unijne nie są kierowane bezpośrednie do budżetu państwa, aby uniemożliwić mołdawskim władzom używanie ich do innych niż oczekiwane celów. Unijna pomoc finansowa trafia bezpośrednio do projektów mających na celu poprawę warunków życia obywateli. Głosy o rozkradaniu unijnych pieniędzy w Mołdawii to skomplikowana manipulacja i przykład antyeuropejskiej propagandy.

EURACTIV: Czy obawia się pan zmian w mołdawskim prawie wyborczym?

Andi Cristea: Faktem jest, że parlament w Kiszyniowie przyjął, większością ponad 60 ze 101 głosów, zmianę systemu wyborczego. To bardzo duża większość. Dam przykład: Umowa o stowarzyszeniu UE z Mołdawią została zatwierdzona w 2014 r większością 51 lub 52 głosów ze 101. To jest przecież suwerenne prawo każdego państwa do decydowania o tym, który system wyborczy jest odpowiedni. Prawdą jest jednak, że w krajach Partnerstwa Wschodniego, mówię tutaj przede wszystkim o Gruzji i Ukrainie, mieliśmy mniej korzystne doświadczenia ze zmianami systemu głosowania. W efekcie zwykle to najpotężniejsze zdobywały większą liczbę parlamentarzystów niż miały przedtem.

Nie jest to oczywiście scenariusze, którego realizacji życzyłbym sobie w przypadku Mołdawii. Uważam jednak, że proeuropejskie mołdawskie partie wyciągną wnioski z tego jak ważne jest, aby dojść do porozumienia w celu utworzenia przyszłego wspólnego proeuropejskiego rządu w Kiszyniowie.

EURACTIV:Co mogłaby zrobić UE, aby zapobiec wyborowi prorosyjskiego prezydenta Mołdawii?

Andi Cristea: Uważam, że Unia Europejska musi nieustannie wspierać Mołdawię, wysyłać jasny sygnał nie pozostawiający wątpliwości mołdawskim obywatelom oraz władzom. Jednak ta decyzja o dalszym losie integracji europejskiej należy przede wszystkim do Kiszyniowa. Władze w Kiszyniowie muszą rządzić w interesie obywateli i pozostawić pewne praktyki wypracowane kilka lat temu.

Wierzę, że rząd Filipa działa sprawnie. Dowodem jest rozwijająca się gospodarka czy poprawienie się szeregu wskaźników makroekonomicznych. Wszystko jest na dobrej drodze.

EURACTIV: Jakie ma Pan oczekiwania od nadchodzącego szczytu Partnerstwa Wschodniego?

Andi Cristea: Pragnę, aby UE zrozumiała, że te wschodnie sąsiednie kraje powinny zostać włączone w przyszły proces rozszerzenia.