Wybory we Francji. Gospodarcze wizje kandydatów: rewolucja, zaciskanie pasa i ekonomiczny patriotyzm

Jean-Luc Mélenchon, europoseł i lider Francji Niepokornej// Źródło: Parlament Europejski

Rynki finansowe najchętniej widziałyby w Pałacu Elizejskim centrystę Macrona lub konserwatystę Fillona, obawiają się zwycięstwa Melenchona. Robotnicy wolą jednak Le Pen, która kusi ich programem „ekonomicznego patriotyzmu”.

 

Artykuł gazety Wyborczej publikowany w ramach partnerstwa medialnego z EurActiv.

Monika Rębała

Pracownicy fabryki Whirlpool w Amiens na północy Francji czekają z niecierpliwością na niedzielne wybory. Firma ogłosiła niedawno, że zamyka francuski zakład i przenosi produkcję do Polski. Robotnicy zamierzają więc „odwdzięczyć” się politykom w Paryżu za to, że nie potrafili przekonać Whirlpoola do pozostania we Francji i niedługo stracą pracę. Wielu pracowników we wcześniejszych wyborach głosowało na socjalistów, teraz jednak w ramach protestu zamierzają poprzeć Marine Le Pen, liderkę Frontu Narodowego.

Według sondażu Cevipof/Ipsos dla France 3 w przemysłowym regionie Hauts-de-France na północy Francji Le Pen może liczyć na 35 proc. głosów. Na Emmanuela Macrona, kandydata centrowego, chce zagłosować 24 proc. W drugiej turze Macron wygrałby jednak z Le Pen, ale tylko 10-procentową przewagą (w całym kraju 30-procentową). Według opublikowanego w środę sondażu BVA dla „Sud-Ouest” w ogólnokrajowym głosowaniu w pierwszej turze na prowadzeniu jest Emmanuel Macron z 24 proc., na drugim miejscu Le Pen z 23 proc., lider konserwatystów Francois Fillon i popierany przez skrajną lewicę Jean-Luc Melenchon mają po 19 proc.

Marine Le Pen kusi hasłem „ekonomicznego patriotyzmu”

– Na litość boską, oddajcie nam Francję! – grzmiała kilka dni temu podczas wiecu w Paryżu. Liderka FN obwinia globalizację i imigrację o problemy gospodarcze Francji, która boryka się z wysokim, 10-proc. bezrobociem i nikłym wzrostem PKB. Le Pen chce obciążyć 10-proc. podatkiem pensje cudzoziemców (również z państw UE), by firmy wolały zatrudniać Francuzów. Firmy francuskie byłyby też preferowane w przetargach państwowych. Ponadto zamierza wyjść z UE, porzucić euro i wrócić do waluty narodowej.

– Robotnicy, którzy czują się porzuceni przez polityków głównych partii, sądzą, że populistyczne ugrupowania znajdą receptę na ich problemy. Tyle że ich obietnice będą trudne lub wręcz niemożliwe do spełnienia – mówi „Wyborczej” Famke Krumbmüller z paryskiej firmy konsultingowej OpenCitiz. – Preferowanie własnych pracowników i firm jest niezgodne z unijnym prawem, Marine Le Pen dobrze o tym wie. Gdy Unia będzie ją próbowała powstrzymać, to będzie pewnie mówiła ludziom, że Bruksela ogranicza niepodległość i działa wbrew prezydentowi, którego wybrali w demokratycznych wyborach Francuzi – dodaje.

Marine Le Pen odpowiadała niedawno w telewizji krytykom, że jej program chwalą nobliści. W poniedziałek 25 laureatów ekonomicznego Nobla, m.in. Joseph Stiglitz i Jean Tirole, opublikowało w dzienniku „Le Monde” list, w którym ostrzegają przed polityką Frontu Narodowego. „Antyeuropejski program zdestabilizuje Francję” – piszą. Wcześniej Deutsche Bank ostrzegał, że Frexit będzie miał większe skutki niż upadek banku Lehman Brothers w 2008 r., który był początkiem kryzysu finansowego.

– W kwestii wyjścia z UE nowy prezydent będzie musiał zwołać referendum, by zmienić konstytucję, w której jest zapis, że Francja jest częścią Unii. Z sondaży wynika, że większość Francuzów jest za pozostaniem we Wspólnocie. Ponadto wybory we Francji różnią się od głosowania w sprawie Brexitu przede wszystkim tym, że są dwie tury. W pierwszej ludzie często nie myślą strategiczne, a ich głos jest wyrazem protestu, wysłaniem sygnału do Paryża. Przed drugą turą są dwa tygodnie na zastanowienie i przemyślenie decyzji. Później wybiera się już kogoś, kto jest w stanie rządzić krajem – mówi Famke Krumbmüller.

Macron i Fillon to nie są kandydaci robotników

W Amiens urodził się Emmanuel Macron i tutaj właśnie rok temu zainaugurował działalność swojego ruchu En Marche! (Naprzód!). Były bankier inwestycyjny i absolwent prestiżowej ENA, w której kształcą się elity, nie jest jednak ulubieńcem robotników.

Macron chce zreformować rynek pracy i zmniejszyć wpływy związków zawodowych. Jako minister gospodarki napotkał w tej kwestii opór nie tylko skrajnie lewicowych posłów Partii Socjalistycznej, ale też ulicy. Macron chce też jednocześnie zachować politykę socjalną i zasiłki dla najbiedniejszych.

– Nie wiadomo jednak, z jakim rządem i parlamentem musiałby współpracować po czerwcowych wyborach parlamentarnych. Nie ma zaplecza, by uzyskać większość – mówi Famke Krumbmüller.

Podobny program ma lider konserwatystów Francois Fillon. Zapowiada w nim mocne zaciskanie pasa – zmniejszenie zatrudnienia w sektorze państwowym, reformę kodeksu pracy, likwidację 35-godzinnego tygodnia pracy i osłabienie wpływów związków zawodowych.

– Zapowiada terapię szokową. Pytanie jednak, jak daleko będzie mógł się posunąć. Jak wiadomo, Francja nie jest krajem, w którym można łatwo wprowadzić reformy – mówi Krumbmüller.

Ponadto wiele osób będzie się domagało, by zaczął przede wszystkim od siebie. Fillon miał zatrudniać członków rodziny i płacić im z państwowych pieniędzy za pracę, której prawdopodobnie nigdy nie wykonywali. W tej sprawie toczy się formalne śledztwo.

Niebezpieczny Melenchon

Gdyby jednak wyścig do Pałacu Elizejskiego wygrywał kandydat z najbardziej szalonym programem gospodarczym, to kandydat skrajnej lewicy Jean-Luc Melenchon byłby liderem.

– On chce zrobić z Francji Kubę, tyle że bez słońca, albo Wenezuelę, ale bez ropy – mówił niedawno Macron. Dziennik ekonomiczny „Les Echoes” określił plan gospodarczy Melenchona – który zakłada dramatyczny wzrost wydatków państwowych, 32-godzinny tydzień pracy, obniżenie wieku emerytalnego i podwyższenie podatków dla najbogatszych, renegocjację traktatu lub wyjście z UE – „niebezpiecznym”. Sondaże przewidują, że jeśli dojdzie w drugiej turze do pojedynku Melenchon – Le Pen, wygra lider skrajnej lewicy.

Źródło: Gazeta Wyborcza