Premier Rajoy: Możemy zawiesić autonomię Katalonii

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy, źródło Flickr

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy, źródło Flickr [c5.staticflickr.com/4/3810/93071…]

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy spotkał się z dziennikarzami w siedzibie rządu – Pałacu Moncloa. Zapowiedział, że Madryt formalnie zwróci się do władz Katalonii z pytaniem o to, czy ogłosiły one niepodległość regionu. Wczorajsze przemówienie przewodniczącego Generalitat de Catalunya Carlesa Puidgemonta przyniosło bowiem więcej pytań niż odpowiedzi.

 

Premier Mariano Rajoy wyjaśnił, że oficjalna prośba do władz Katalonii o wyjaśnienia, czy ogłosiły niepodległość, czy też nie, to formalny wymóg dla uruchomienia artykułu 155 konstytucji. Umożliwia on czasowe zawieszenie autonomii któregoś z regionów. „W ten sposób chcielibyśmy dać obywatelom pewność sytuacji” – wyjaśniał premier w rozmowie z dziennikiem „El Pais”, oskarżając przy tym Barcelonę o celowe wprowadzanie chaosu. Jak dodawał, w związku z ostatnimi wydarzeniami „nie wyklucza niczego co jest zgodne z prawem”. „W idealnej sytuacji nie powinna zaistnieć konieczność zastosowania rozwiązań ekstremalnych, lecz aby nie trzeba było ich wprowadzać, stan rzeczy musi się zmienić” – mówił Rajoy o planach lokalnych władz Katalonii. Do tej pory w Hiszpanii nie użyto jednak artykułu 155 i nie ma w Madrycie zgody co do ostatecznych skutków jego zastosowania.

Wczoraj wieczorem prezydent regionu i jednocześnie przywódca secesjonistów Carles Puigdemont ogłosił, że wynik referendum z 1 października pokazał, że mieszkańcy regionu chcą jego samostanowienia. Dodał, że daje to przywódcom Katalonii prawo do ogłoszenia niepodległości i zaapelował do światowych przywódców o jej uznanie. Chwilę potem zastrzegł jednak, że prosi kataloński parlament o zawieszenie formalnego ogłoszenia niepodległości do czasu osiągnięcia porozumienia z Madrytem. Chwilę potem razem z innymi katalońskimi przywódcami podpisał akt o ogłoszeniu niepodległości, ale nie wiadomo czy dokument posiada, w związku z prośbą o zawieszenie jego obowiązywania, moc prawną.

Niepodległość Katalonii zawieszona

Szef rządu Katalonii Carles Puigdemont zwrócił się wczoraj (10 października) wieczorem do katalońskiego parlamentu o mandat do ogłoszenia niepodległości, ale jednocześnie zaproponował deputowanym zawieszenie skutków deklaracji niepodległości i rozpoczęcie rozmów z rządem Hiszpanii. Madryt uznał tę decyzję za niedopuszczalną, skrytykowali ją także opozycyjni politycy w katalońskim parlamencie.

Co dalej?

Mimo wystąpień przywódców Hiszpanii oraz Katalonii, niewiele się w sytuacji regionu zmieniło. Członkowie hiszpańskiego parlamentu – jak doniosło BBC – otrzymali prośbę o to, aby byli gotowi do natychmiastowego przegłosowania użycia artykułu 155. konstytucji. Jednocześnie Madryt poinformował, że poczeka najpierw na formalną odpowiedź Barcelony. Decyzję o czasowym zawieszeniu autonomii Katalonii musi zaaprobować Senat. Rządząca konserwatywna Partia Ludowa ma w nim odpowiednią większość. Premier Mariano Rajoy jest jednak zobowiązany przedstawić senatorom dokładny plan działań, jakie rząd podejmie po uruchomieniu artykułu 155. Na razie rząd poinformował, że 4 tys. dodatkowych policjantów, których skierowano do Katalonii tuż przed referendum, pozostanie jeszcze na terenie regionu.

Tymczasem rzecznik katalońskich władz Jordi Turull wyjaśniał dziś dziennikarzom znaczenie wczorajszych wydarzeń w katalońskim parlamencie. Według niego podpisanie aktu o niepodległości było wydarzeniem symbolicznym, które miało podkreślić wolę władz regionu do spełnienia tego, co zatwierdzili uczestnicy referendum. „Ostateczną deklarację niepodległości musi zatwierdzić cały kataloński parlament” – podkreślił.

Ponad 90 proc. głosujących poparło 1 października odłączenie się Katalonii od Hiszpanii, ale frekwencja wyniosła niecałe 43 proc. Władze w Barcelonie uznały jednak, że skoro hiszpańska policja utrudniała przeprowadzenie głosowania zamykając lokale oraz konfiskując karty do głosowania i urny wyborcze, nie można było osiągnąć progu 50 proc. głosujących. W wyniku brutalnych akcji policji, która pacyfikowała pro-niepodległościowych obrońców lokali wyborczych, poszkodowanych zostało prawie 900 osób.