Europejski Nakaz Aresztowania byłych przywódców Katalonii wycofany

Zwolennicy niepodległości Katalonii na wiecu w Barcelonie, źródło Wikipedia

Zwolennicy niepodległości Katalonii na wiecu w Barcelonie, źródło Wikipedia

Hiszpański Sąd Najwyższy wycofał wydany miesiąc temu Europejski Nakaz Aresztowania (ENA) wobec byłego przewodniczącego lokalnych władz Katalonii Carlesa Puigdemonta oraz czterech eks-ministrów jego rządu. Cała czwórka przebywa obecnie na terenie Belgii, po tym jak katalońskie władze pod wodzą Puigdemonta jednostronnie proklamowały secesję regionu od Hiszpanii.

 

O wycofaniu ENA wobec Carlesa Puigdemonta oraz czwórki jego współpracowników poinformował we wtorek (5 grudnia) jeden z sędziów Sądu Najwyższego w Madrycie Pablo Llareno. Dodał jednak, że nie oznacza to jednocześnie oddalenia ciążących na byłych członkach katalońskiego rządu zarzutów o wszczęcie rebelii i podburzanie do niej oraz o sprzeniewierzenie publicznych środków. Chodzi o przeprowadzenie 1 października referendum ws. niepodległości Katalonii, które za nielegalne uznał hiszpański Trybunał Konstytucyjny. Za wszczęcie rebelii lub podburzanie do niej grozi w Hiszpanii wyrok do 30 lat więzienia. To jedno z najsurowiej karanych w tym kraju przestępstw, co jest skutkiem buntu jaki w 1936 r. podniósł gen. Francisco Franco, co z kolei skończyło się trzyletnią krwawą wojną domową, a potem niemal czterema dekadami brutalnej wojskowej dyktatury.

Sędzia Llareno oświadczył również, że władze Hiszpanii liczą, iż przebywający obecnie na terytorium Belgii byli członkowie katalońskich władz pojawią się w Hiszpanii jeszcze przed zaplanowanymi na 21 grudnia przedterminowymi wyborami lokalnymi w Katalonii. Zastrzegł jednak, że głównym powodem wycofania wobec nich ENA było „usprawnienie czynności śledczych w sprawie organizacji referendum i umożliwienie hiszpańskiemu wymiarowi sprawiedliwości sprawowania pełnej kontroli nad przebiegiem całego śledztwa.”

Hiszpania ostrzega UE, że Rosja wtrąca się w kryzys wokół Katalonii

Członkowie rządu w Madrycie nie oskarżają wprost władz w Moskwie, ale wskazują, że duża część kampanii dezinformacyjnej dotyczącej wydarzeń wokół katalońskiego referendum niepodległościowego prowadzona była z terytorium Rosji. Chodzi zarówno o oficjalny przekaz medialny, jak i działalność tzw. trolli internetowych.
 
Hiszpańska minister obrony Maria Dolores de Cospedal wypowiadała się przed dziennikarzami na temat sytuacji w Katalonii. W …

Jedni na wolności, drudzy wciąż w areszcie

Carles Puigdemont oraz czwórka byłych członków w ubiegłym miesiącu oddała się w ręce belgijskich władz. Zostali zatrzymani na kilka godzin, ale po złożeniu wyjaśnień pozwolono im czekać na decyzję belgijskiego sądu na wolności. Decyzja w sprawie ich ewentualnej ekstradycji do Hiszpanii miała zostać podjęta 14 grudnia, ale piątka Katalończyków, która wynajęła prawników specjalizujących się w takich zagadnieniach, starała się tę decyzję odsunąć, przekonując, że ich ewentualny proces przed hiszpańskimi sądami nie byłby uczciwy. Sam Puigdemont oświadczył natomiast, że powróci do Barcelony, jeśli zostanie mu zagwarantowane, że na wszystkie zarzuty będzie odpowiadał z wolnej stopy. Takiej gwarancji Madryt wydać jednak nie chce.

W poniedziałek hiszpański Sąd Najwyższy zgodził się natomiast na wypuszczenie z aresztu sześciu zdymisjonowanych członków katalońskich władz, którzy zostali aresztowani w Barcelonie. Każdy z nich musiał jednak wnieść kaucję w wysokości 100 tys. euro. Dwójka innych eks-ministrów pozostała za kratami. Chodzi o byłego zastępcę Puigdemonta Oriola Junquerasa oraz byłego szefa katalońskiego MSW Joaquima Forna. Decyzja w tej sprawie zapadła na dzień przed oficjalnym początkiem kampanii wyborczej w Katalonii.

Madryt chce „odzyskać” Katalonię

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy zapowiedział wczoraj (12 listopada) w Barcelonie odzyskanie demokratycznej i wolnej Katalonii. Szef hiszpańskiego rządu, który był w stolicy tego regionu po raz pierwszy od zawieszenia autonomii Katalonii i przejęcia nad nią bezpośrednich rządów przez Madryt, zaapelował również do firm, by nie opuszczały tego regionu Hiszpanii.

Kampania wyborcza ruszyła

Rząd w Madrycie, który przejął bezpośredni nadzór nad Katalonią, liczy na to, że przyspieszone wybory lokalne zmniejszą napięcie w tym autonomicznym regionie. Może jednak stać się odwrotnie. Kampania prawdopodobnie będzie pełna emocji. Carles Puigdemont, który dzięki połączeniu wideo przemówił do swoich zwolenników zgromadzonych w poniedziałkowy wieczór na wiecu w Barcelonie, oświadczył, że będzie to wybór między „narodem a uległością”, a wyborcy wybiorą w istocie pomiędzy „katalońskimi urzędnikami a mrocznymi postaciami z Madrytu”. Jego dawny fotel z sali obrad katalońskiego parlamentu stał demonstracyjne pusty, udekorowany jedynie żółtą wstążką. Takie wstążki stały się w ostatnim czasie symbolem solidarności z aresztowanymi członkami zdymisjonowanych przez Madryt lokalnych władz. Gabinet Puigdemonta liczył 13 ministrów. 12 z nich zgłosiło swoje kandydatury w przyspieszonych wyborach.

Najnowsze sondaże pokazują jednak, że głosowanie może zakończyć się całkowitym patem w nowowybranym parlamencie. Ugrupowania opowiadające się dotąd za secesją Katalonii i które wygrały zdecydowanie poprzednie wybory, prawdopodobnie nie zdobędą wymaganej do rządzenia większości głosów. Opublikowany w poniedziałek sondaż centrum CIS pokazuje, że w 135-miejscowym parlamencie zwolennikom niepodległości zabraknie do zdobycia większości 1-2 mandatów. Większości nie zdobędą jednak także partie przeciwne oderwaniu się od Hiszpanii. Wiele zależeć będzie zatem od katalońskiego oddziału mocno lewicowej partii Podemos, która z jednej strony apelowała do rządu w Madrycie o zgodę na referendum w Katalonii, ale z drugiej nie poparła secesjonistów w ich działaniach, skoro nie uzyskali oni na nie zgody władz centralnych.

Partiom pro-niepodległościowym nie udało się wystawić w tych wyborach wspólnej listy, tak jak to było przed poprzednim głosowaniem.

Puigdemont wzywa katalońskie partie do wspólnego startu w wyborach

Były szef katalońskiego rządu Carles Puigdemont zaapelował wczoraj (7 listopada) w Brukseli do partii regionu o zjednoczenie się przeciw władzom w Madrycie przed zaplanowanymi na 21 grudnia wyborami do parlamentu w Barcelonie.