Z końcem lipca w okolicach tureckiego Bodrum zatrzęsła się ziemia, po początkowej panice zaczęły się żarty.

„Mnie na geografii uczyli, że trzęsienia ziemi spowodowane są ruchami płyt tektonicznych, ale dziś dowiaduję się, że przyczyną jest cudzołóstwo. Rozumiem, że tak zapisano w nowej podstawie programowej?” – napisała na swoim Facebooku Betul, nauczycielka muzyki z Izmiru.

Nawiązała w ten sposób do awantury, jaka wywiązała się na Twitterze. Jak na zawołanie pojawiły się tam wpisy (głównie młodych ludzi) łączące ostatnie trzęsienia ziemi nawiedzające ostatnio liberalne, egejskie wybrzeże kraju z grzechem.

„Allah was tak karze, bezbożne psy” – pisali internauci, wpisując się w rządową retorykę. Politycy rządzącej od 15 lat Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) nie jeden raz przecież wypowiadali się w ten sposób, więc Betul jest przyzwyczajona. Ale żeby myśleli tak młodzi ludzie?

Nauczycielka uważa, że to efekty prania mózgu, jakie robi im się w szkołach. Przekonuję ją, że przesadza. Chwilę później razem czytamy oficjalną wypowiedź członka parlamentarnej komisji edukacji dla Habertürk. Ahmet Hamdi Çamli uważa, że…nie ma sensu uczyć matematyki uczniów, którzy nie wiedzą, czym jest dżihad. Betul przewraca oczami.

– Najpierw muszą ściąć głowy niewiernym, a dopiero potem je policzyć! – kwituje. – A nie mówiłam? – mówi, ale bez śladu satysfakcji.

Ewolucja dżihadysty

Turecki minister edukacji, który w połowie lipca zaprezentował nową podstawę programową (w niektórych klasach będzie obowiązywać od września, w innych od następnego roku), która wprowadza nauczanie o dżihadzie do szkół, zarzeka się, że nie chodzi o wychowywanie małych Turków na islamskich bojowników.

– Czym według proroka Mahometa jest dżihad? To służba naszemu społeczeństwu, powiększanie jego dobrobytu, zapewnienie pokoju – tłumaczył na konferencji prasowej w Ankarze. – Dżihad jest ważnym elementem naszej religii, ale często mylnie rozumianym. Obowiązkiem resortu jest uczyć o nim jak o każdej innej koncepcji oraz wyjaśniać wątpliwości i nieporozumienia – przekonywał nieco obłudnie minister.

Opozycja się nie nabrała.

– Rząd próbuje oprzeć edukację na koncepcjach, przez które Bliski Wschód tonie we krwi – powiedział Bülent Tezcan z Partii Republikańskiej – Próbują skazić tymi koncepcjami umysły naszych dzieci.

Wygląda na to, że może mieć rację, bo okazuje się, że według tureckich władz „kontrowersje” związane z dżihadem muszą być wyjaśnione, ale te związane z teorią ewolucji już nie.

Ledwie kilka tygodni wcześniej ten sam minister mówił, że „kłamliwa, szkodliwa i niezgodna z Koranem” teoria ewolucji Karola Darwina została usunięta z nowego programu nauczania, bo jest zbyt kontrowersyjna, za trudna i niezrozumiała dla uczniów. W obronie koncepcji Darwina stanęły czołowe tureckie instytucje zrzeszające naukowców: Stowarzyszenie Biologii Ewolucyjnej, Towarzystwo Biologii Molekularnej, Stowarzyszenie Biologów, ale ani ich oświadczenie, ani apele opozycji nie wzruszyły ministerstwa. Nic dziwnego. Wyrzucenie ewolucji z programów nauczania to zwieńczenie wieloletnich starań prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, który od lat powtarzał (również w wywiadach telewizyjnych), że skoro niektórzy wierzą, że pochodzą od małpy, to trudno, on jednak uważa, że człowiek jest odbiciem Allaha na ziemi.

– Zakaz nauczania o ewolucji, zmuszanie szkół do tworzenia pokojów do modlitwy, wprowadzenie do programów nauczania dżihadu i wiele innych zmian, które właśnie zaakceptowano, to kolejny krok w złym kierunku – uważa Mehmet Balik z Unii Pracowników Edukacji (jeden z licznych w Turcji związków zawodowych nauczycieli). Jego zdaniem to działanie przeciw naczelnej zasadzie, jaką dotąd rządziły się tureckie szkoły – sekularyzmowi. W rozmowie z gazetą ‚Deutche Welle’ przewodniczący zapowiedział, że jego organizacja zaskarży nowe przepisy edukacyjne do sądu.

Szkoły magii i czarodziejstwa

– Za późno. Ta nowa podstawa programowa to tylko oficjalne „przyklepanie” tego, co od dawna już funkcjonuje w tureckim szkolnictwie – mówi Vahide, matematyczka z Menemen pod Izmirem. – Jeszcze zanim zmienili programy nauczania, zredukowali przecież godziny biologii z trzech do dwóch tygodniowo. W tym samym czasie liczba obowiązkowych lekcji religii zwiększyła się z dwóch do trzech tygodniowo.

Sąd w Alanyii uznał co prawda w marcu, że rację mają rodzice – ateiści, którzy zażądali, by ich córki zostały zwolnione z religii (do sądu zwrócili się, gdy szkoła odmówiła), twierdząc, że lekcje sunnickiego islamu nie powinny być obowiązkowe w świeckiej szkole, ale rząd w żaden sposób nie odniósł się do tego wyroku.

– Z tego, co wiem, ci ludzie należeli do związku zawodowego nauczycieli, mają wiedzę i wsparcie prawników. Co z pozostałymi? Oni nie będą protestować – uważa Vahide.

Gdyby nawet chcieli, to turecki rząd znalazłby sposób, żeby sobie z tym poradzić. Bo o ile z religią w szkołach świeckich można jeszcze jakoś walczyć, o tyle w religijnych już nie. W efekcie od lat publiczne gimnazja i licea zamieniane są w tzw. Imam Hatip – szkoły religijne. One również pozostają pod ścisłą kontrolą rządu, ale od świeckich szkół odróżnia je rozbudowany program zajęć z religijnych.

Z raportu przygotowanego przez naukowców ankarskiego Uniwersytetu Yildirim wynika, że liczba uczniów szkół religijnych zwiększyła się w ostatnich 15 latach (czyli odkąd rządzi AKP) ponad siedmiokrotnie: z 71 tys. do 517 tys. Podczas gdy w 2002 r. takich liceów było nad Bosforem mniej niż 500, dziś jest ich 1,5 tys.

Badacze „uspokajają”, że szkoły typu Imam Hatip nie przypominają dawnych medres – szkół religijnych z czasów osmańskich. Uczniowie mają takie same lekcje, jakie ich rówieśnicy ze świeckich liceów, uczą się dodatkowo islamskiego prawa i historii, języka arabskiego i studiują Koran. Ich nauczyciele, programy, podręczniki i dyrektorzy podlegają ministerstwu edukacji, a nie Radzie ds. Religii.

Raport podkreśla, że dzięki szkołom religijnym edukację na średnim poziomie odbiera więcej dziewcząt niż wcześniej (bywało, że religijne rodziny nie posyłały córek do zwykłych liceów). „Krytycy wskazują na ograniczenie wyboru rodziców poprzez zamienianie instytucji świeckich w religijne” – uczciwie przyznają jednak we wnioskach końcowych naukowcy.

Rząd nic sobie z tego nie robi, przekonuje, że to jest właśnie liberalizacja edukacji, bo wcześniej były tylko szkoły świeckie, więc społeczeństwo nie miało wyboru. Od kilku lat absolwenci szkół religijnych mogą zasilać szeregi armii (wcześniej religia pozostawała poza koszarami), uzyskali dokładnie takie same prawa i możliwości rozwoju kariery, jak ich koledzy ze zwykłych szkół.

Z przedszkola do Mekki

Na efekty nie trzeba było czekać. Pierwsze pokolenia „nowych, religijnych Turków” już dorosły. Dziś to właśnie oni zostają nauczycielami czy wychowawcami w ciągle jeszcze świeckich (przynajmniej z nazwy) przedszkolach czy szkołach.

– Któregoś dnia 4-letnia córka oburzyła się, że nie wyłączam telewizora, gdy muezin nawołuje do modlitwy – opowiada Marta, Polka mieszkająca i pracująca w Alanyii. – Ja jestem chrześcijanka, a mąż nie jest zbyt religijny, więc zaciekawiona zapytałam, skąd jej przyszło do głowy, że powinnam to zrobić. Okazało się, że pani w przedszkolu przerywa zabawę na czas modlitwy.

Ale to i tak nie najgorzej, Marta czytała, że w jednym ze stambulskich przedszkoli dzieci wystawiły teatrzyk. Uczyły Królewnę Śnieżkę i Siedmiu Krasnoludków jak odprawiać namaz – muzułmańską modlitwę, a następnie „wybrały” się na pielgrzymkę do Mekki.

Kilkukrotnie w ostatnich miesiącach media obiegły historie z placówek Imam Hatip – nawet przedszkoli – gdzie m.in. inscenizowano śluby uczniów z uczennicami.

– Taki rodzaj „zabawy” w kraju, który wciąż walczy z problemem wydawania za mąż dziewczynek?! – denerwuje się Marta i dodaje, że w jednym przypadku opiekunowie zorganizowali przedszkolakom zabawę w ślub religijny (takie są w Turcji nielegalne). „Pan młody” siedział przy stole w otoczeniu trzech wystrojonych dziewczynek – „żon”. – To już jest otwarta walka z sekularyzmem – uważa Feray Aytekin ze związku zawodowego Unia Pracowników Edukacji.

Całość zmian w tureckim szkolnictwie podsumowuje równie dosadnie: – Ostatnie okruchy świeckiej edukacji i nauki zostały zniszczone.

Zarzeka się, że nauczyciele się nie poddadzą. Dalej będą uczyć o ewolucji, Ataturku (całe fragmenty życia założyciela republiki tureckiej wypadły z programów nauczania na rzecz islamskich duchownych, naukowców i historii osmańskiej).

– Jesteśmy to winni naszym uczniom – stwierdziła w specjalnym oświadczeniu.

Betul nie jest taką optymistką: – W ciągu roku wyrzucili kilkadziesiąt tysięcy nauczycieli. Myślisz, że ci, co zostali, naprawdę będą ryzykować utratę pracy albo gorzej, więzienie? Ja w to wątpię.

Artykuł publikowany w ramach współpracy medialnej Gazety Wyborczej z EURACTIV.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza