Zakaz noszenia burek i nikabów wszedł w życie 1 października za sprawą Sebastiana Kurza, ministra spraw zagranicznych, który odpowiada również za integrację imigrantów.

31-letni Kurz od początku kryzysu uchodźczego opowiadał się za tym, by ograniczać napływ cudzoziemców, a żyjących w Austrii muzułmanów traktować bez żadnej taryfy ulgowej, na zasadzie: albo się z nami integrujecie, albo wracajcie do siebie.

Nieasymilującym się uchodźcom, których nie można deportować, Kurz groził obcięciem świadczeń socjalnych. Domagał się, by dzieci przybyszów obowiązkowo szły do przedszkola i by rozliczać je z postępów w nauce niemieckiego. Uczniów zaś, których bardziej niż szkoła interesował radykalny islam, zamierzał karać pracami społecznymi. O zasłanianiu przez muzułmanki twarzy mówił, że to „ewidentnie utrudnia integrację”.

I przeforsował zakaz.

Są już jego polityczne efekty. Kierowana przez Kurza Austriacka Partia Ludowa (ÖVP) według sondaży wygra za tydzień przyspieszone wybory parlamentarne, on sam zaś zostanie kanclerzem. Nikt jednak nie spodziewał się, że forsowany zakaz noszenia burek i nikabów (parlament przegłosował nowe prawo w czerwcu) przyniesie takie efekty.

150 euro kary za szalik

Rankiem 4 czerwca, powołując się na nowe przepisy, policjant zatrzymał pod wiedeńskim ratuszem rowerzystkę, która z powodu chłodu owinęła szczelnie twarz szalem.

– Proszę to zdjąć z twarzy – polecił.

Kobieta protestowała, że to tylko szal, że jest zimno. Jak pisze dziennik „Der Standard”, funkcjonariusz był nieugięty i wlepił mandat.

Inna sprawa o mały włos nie skończyła się zatrzymaniem. Policjanci zauważyli w ścisłym centrum Wiednia człowieka przebranego w kostium rekina, z odpowiednią maską na głowie (reklamował nowo otwarty sklep). Gdy kazali mu ściągnąć maskę, odparł, że „tylko tu pracuje” – cytuje tłumaczenia młodego człowieka portal Heute.at. Policjantów to nie przekonało. Kiedy chłopak usłyszał, że grozi mu pobyt w celi (nowe prawo przewiduje przewożenie opornych do komisariatu), ściągnął maskę.

Ale mandat dostał i tak. Kara za zakrywanie twarzy w miejscu publicznym wynosi 150 euro.

Maska tylko z zaświadczeniem lekarskim

Tak samo policja potraktowała demonstrantów, którzy w zeszłym tygodniu, protestując przeciwko przepisom, założyli maski klaunów. Mandaty dostali nawet ci, którzy założyli maseczki chirurgiczne. Od tych, którzy próbowali wykręcić się od kar, twierdząc, że założyli maseczki, bo dentysta wyrwał im zęba i chcą w ten sposób chronić się przed zakażeniem, policjanci żądali zaświadczenia lekarskiego.

To efekt tego, że ustawa jest sformułowana bardzo ogólnie. By uniknąć zarzutu o dyskryminację muzułmanów, nie ma w niej słowa o burkach czy nikabach, a tylko o zasłanianiu twarzy.

Za pomocą tych przepisów politycy zamierzali rozwiązać problem agresywnych demonstrantów, którzy podczas rozrób zakrywają twarze, by nie dało się ich rozpoznać.

1 października policjanci ruszyli pod wiedeński port lotniczy pilnować, czy zakazu nie lekceważą przybysze z krajów muzułmańskich; dla turystów przygotowano wielojęzyczne ulotki. Okazało się, że ta mobilizacja na niewiele się zdała, na lotnisku nie wlepiono żadnego mandatu.

Austriaków zaskoczyło jednak to, że kary dostają owinięci szalami rowerzyści czy przebierańcy. A mandaty wkrótce się posypią, bo idzie zima. No i niebawem Halloween…

Trzeba będzie iść do sądu

Rzecznicy austriackiej policji twierdzą, że w mroźne dni policjanci nie będą zatrzymywać owiniętych szalem rowerzystów, jednak przy temperaturach powyżej zera nie wolno im zasłaniać twarzy. Zapewniają też, że funkcjonariusze odpuszczą dzieciom przebranym z okazji Halloween czy dorosłym podczas karnawału.

Nie wiadomo jednak, jak zostaną potraktowani zimą ludzie noszący maski przeciwsmogowe. Czy będzie potrzebne zaświadczenie od lekarza, czy aktualne dane dotyczące zanieczyszczenia powietrza?

Podobny zakaz obowiązuje we Francji od 2010 r. Tam jednak pozwala się zasłaniać twarz podczas ćwiczeń sportowych lub ze względów zdrowotnych czy artystycznych. Policjanci nie czepiają się więc przebierańców ani rowerzystów.

Austriaccy prawnicy radzą z kolei obywatelom, by nie przyjmowali mandatów i szli do sądów, które dokładnie określą, kiedy wolno owinąć twarz szalikiem.

Artykuł publikowany w ramach współpracy medialnej Gazety Wyborczej z EURACTIV.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza