Grecy protestują – trudne warunki w ośrodkach dla uchodźców

Namioty uchodźców na jednej z greckich wysp, źródło Flickr

Namioty uchodźców na jednej z greckich wysp, źródło Flickr

Organizacje humanitarne alarmują, że pogarsza się sytuacja w ośrodkach dla uchodźców na greckich wyspach na Morzu Egejskim. Są one dramatycznie przepełnione, a w te rejony Grecji niedługo nadciągnie zima. Tymczasem mieszkańcy pięciu egejskich wysp protestowali w Atenach, domagając się, aby rząd przygotował rozwiązania tej sytuacji.

 

W sumie na turystycznych greckich wyspach we wschodniej części Morza Egejskiego utknęło ponad 15 tys. uchodźców, którzy przedostali się tam z terenu Turcji. Przebywają w specjalnie utworzonych ośrodkach dla uchodźców (tzw. hotspotach). Każdy z nich jest mocno przepełniony. Na największej z okolicznych wysp – Lesbos, przez którą przewinęło się od chwili wybuchu kryzysu migracyjnego w Europie ok. 800 tys. migrantów, obecnie przebywa ponad 7 tys. uchodźców. Tamtejsze ośrodki przewidziane są jednak na maksimum 2,3 tys. osób. Równie trudna sytuacja panuje na wyspach Chios, Samos, Leros czy Kos. Przepełnienie ośrodków sprawia, że wielu nowych uchodźców musi spać w namiotach rozbitych pomiędzy budynkami. Przez to ma ograniczony lub nawet uniemożliwiony dostęp do czystej wody czy sanitariatów. Jak alarmują organizacje humanitarne, niemal normą jest oczekiwanie w dwu-trzy godzinnych kolejkach w celu skorzystania z toalety.

Mimo wciąż obowiązującej unijno-tureckiej umowy o odsyłaniu nielegalnych migrantów, na greckie wyspy wciąż docierają nowe osoby. Nie są to już setki czy nawet tysiące dziennie jak niemal dwa lata temu, ale w ostatnim czasie liczba nowych przybyszów znów rośnie. Na Lesbos, Chios czy Samos przybywa teraz czterokrotnie więcej mężczyzn, kobiet i dzieci niż jeszcze kilka miesięcy temu. Najwięcej wśród nowych uchodźców jest Syryjczyków, Irakijczyków i Afgańczyków.

„Stłoczenie ich na małej przestrzeni niemal bez dostępu do podstawowych udogodnień wywołuje w nich bardzo wiele negatywnych emocji. Nasza poradnia zdrowia psychicznego przeżywa ostatnio prawdziwe oblężenie. Dziennie trafia do nas średnio dziesięciu nowych pacjentów z zaburzeniami psychicznymi wywołanymi poważnym stresem. Mamy tu niedoszłych samobójców czy też osoby, które dokonywały samookaleczeń. Jeszcze niedawno sytuacja była straszna. Teraz jest już dramatyczna” – opowiadała brytyjskiemu „Guardianowi” koordynatorka Lekarzy Bez Granic na wyspie Lesbos Aria Danika.

Dodatkowo w obozach na Wyspach przebywają głównie osoby, które mają nie tylko nieustalony status prawny, ale często także słabo zbadaną historię. To powoduje, że tuż obok siebie stłoczeni są przedstawiciele różnych grup religijnych czy etnicznych (np. zwaśnionych ze sobą w Syrii czy w Iraku), co wywołuje kolejne napięcia i konflikty w ośrodkach.

Grecja: Syryjscy uchodźcy rozpoczęli protest głodowy

Kilkadziesiąt osób, głównie kobiety i dzieci, rozbiło namioty na placu Syntagma w centrum Aten, tuż obok budynku parlamentu. Część z nich rozpoczęła strajk głodowy. Domagają się umożliwienia im podróży do innych krajów członkowskich UE, przede wszystkim do Niemiec. Chcą w ten sposób połączyć się z innymi członkami ich rodzin.

Mieszkańcy wysp protestują w stolicy

Tymczasem w Atenach w ostatni wtorek protestowali mieszkańcy Lesbos, Chios i Samos. Alarmowali, że ciężka sytuacja w ośrodkach dla uchodźców bardzo źle odbija się na całych społecznościach wysp. Podczas manifestacji pod Ministerstwem Imigracji domagali się, aby grecki rząd rozwiązał sprawę przepełnionych ośrodków. „Nie pozwolimy, aby Lesbos i pozostałe wyspy z przykładów człowieczeństwa i solidarności przekształciły się w więzienia dla tysięcy ludzi” – mówił burmistrz największej z egejskich wysp Spyros Galinos. „Nasi mieszkańcy przybyli tu, aby przekazać ministrowi, że nie stać nas na to wszystko. To dla nas za dużo, aby tylu ludzi przybywało do nas na tak długi okres i przebywało tu bez podstawowej infrastruktury. I to nie tylko tej materialnej. Chodzi mi także o ramy prawne czy zasoby ludzkie, konieczne aby wdrożyć skutecznie unijną politykę migracyjną” – dodawał burmistrz Chios Manolis Vournous. Podkreślił także, że w rozwiązanie sytuacji musi się również zaangażować UE, a unijnej polityki migracyjnej nie można wdrażać „kosztem wysp lub samych uchodźców”.

Manifestanci wręczyli ministrowi imigracji Yannisowi Mouzalasowi deklarację podpisaną przez burmistrzów pięciu najmocniej dotkniętych kryzysem migracyjnym wysp. Domagają się oni nie tylko podjęcia natychmiastowych działań i udzielenia im błyskawicznego wsparcia, ale także sprzeciwiają się utworzeniu na wyspach kolejnych hotspotów. „To głos w obronie praw człowieka i swobód obywatelskich. Jeśli będzie trzeba, pojedziemy protestować do Brukseli” – mówił burmistrz Samos Michalis Angelopoulos.

Protestujących samorządowców przyjął na rozmowę także premier Grecji Aleksis Tsipras. Później burmistrzowie relacjonowali dziennikarzom, że szef rządu zgodził się z ich postulatami i obiecał podjąć natychmiastowe działania. Premier miał nawet zapytać swoich gości o to, co ma w ich imieniu przekazać prezydentowi Turcji Recepowi Tayyipowi Erdoganowi, który dziś i jutro (7-8 grudnia) będzie z wizytą w Atenach. Burmistrzowie zgodnie odpowiedzieli, unijno-turecka umowa nie spełnia z ich punktu widzenia swojej roli, ale „nie są oni w żaden sposób odpowiedzialni za kształtowanie europejskiej polityki wobec Turcji”.

Samotny Sami płynie do Europy

Okręt włoskich aktywistów społecznych uratował na Morzu Śródziemnym mężczyznę, który próbował pokonać drogę z libijskiego wybrzeża do Włoch samodzielnie na malutkim pontonie z przyczepionym do niego elektrycznym silniczkiem oraz chałupniczo zamontowanymi akumulatorami. Uratowany przedstawił się ratownikom jako Sami i wyjaśnił, że jest Syryjczykiem, który uciekł z Libii przed prześladowaniami, jakie spotykają tam uchodźców.
 
Statek ratowniczy włoskiej organizacji pozarządowej Proactiva …