Słowacja stawia na kompromis z Brukselą ws. migrantów i z coraz większą rezerwą podchodzi do Grupy Wyszehradzkiej

Uchodźcy w Europie

Uchodźcy // Źródło: IOM

Premier Robert Fico chce, by Słowacja trzymała się jak najbliżej centrum integracyjnego Unii Europejskiej. Bruksela widzi w nim nowego lidera Europy Środkowej.

Słowacja pod kierownictwem centrolewicowego rządu Roberta Fico coraz bardziej oddala się od reszty państw Grupy Wyszehradzkiej. W odróżnieniu od Polski, Węgier, ale i Czech chce pozostać jak najbliżej Niemiec i Francji, czyli w jądrze Unii Europejskiej.

– Bycie jak najbliżej integracyjnego jądra Unii Europejskiej to najważniejsze zadanie Słowacji – powtarza Fico.

Słowacja przyjmuje uchodźców

Słowacja jako jedyny kraj z Grupy Wyszehradzkiej ma wspólną walutę europejską. Wejście do strefy euro na początku 2009 r. wyraźnie podniosło tamtejszy poziom życia i zbliżyło go do czeskiego. Przyczyniło się do szybszego wzrostu gospodarczego i nieobserwowanego wcześniej napływu inwestycji zagranicznych.

Pod różnymi względami Słowacji powodzi się dziś lepiej niż Polsce. Mimo obaw przed koniecznością spłacania długów Grecji czy Włoch słowacki wkład w rozwiązywanie kryzysu w strefie euro jak do tej pory był raczej niewielki.

Oprócz członkostwa w strefie euro, które już dziś daje Słowacji – w odróżnieniu od Polski, Czech i Węgier – głos w wielu kluczowych decyzjach ekonomicznych podejmowanych przez jądro UE, Bratysławie udaje się rozwiązywać spór wokół kwot migrantów, jaki toczyła z Brukselą. Co prawda Słowacja, tak jak reszta Grupy Wyszehradzkiej, odrzuca kwoty (Polska zajęła tak ostre stanowisko dopiero po przejęciu władzy przez PiS), jednak poszukuje równocześnie innych rozwiązań.

Kiedy sąsiednia Austria w czasie szczytu kryzysu migracyjnego musiała radzić sobie z ponad 100 tys. uchodźców występujących o azyl, Słowacja zaoferowała im swój ośrodek dla uchodźców w położonym na południu kraju Gabcikovie. Znalazło tam schronienie ponad 1,2 tys. migrantów.

Mimo że Słowacja, razem z Węgrami złożyła zażalenie przeciwko przyjęciu kwot, dobrowolnie przyjęła kilkudziesięciu uchodźców z Grecji i Włoch. W odróżnieniu od Czech, Polski czy Węgier udało jej się w ten sposób uniknąć oskarżenia Komisji Europejskiej o niedotrzymywanie obowiązków płynących z przyjętych zobowiązań. Reszcie państw Grupy Wyszehradzkiej, w przypadku niekorzystnego dla nich wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, grożą olbrzymie kary.

Niedawne negocjacje w Brukseli, gdzie Robert Fico pojechał z upoważnienia Grupy Wyszehradzkiej, aby rozmawiać na temat problemu „podwójnej jakości artykułów spożywczych” – czyli gorszej jakości produktów, jakie globalne koncerny sprzedają we wschodniej części UE – premier Słowacji wykorzystał również do poszukiwania rozwiązań w kwestii kwot migrantów. Fico zobowiązał się w rozmowie z Jean-Claude’em Junckerem, że w najbliższych tygodniach Słowacja przyjmie kolejnych kilkudziesięciu uchodźców z Grecji czy Włoch i spróbuje wypracować kompromis w tej sprawie między Wyszehradem a UE.

„Fico zgodził się na kompromis w kwestii migracji i Unia zrobi z niego główną postać w Europie Środkowej” – napisał po negocjacjach portal Politico.

Pod naciskiem ksenofobicznej opozycji

Taką interpretację Bratysława jednak odrzuciła. Twierdzi, że migrantów przyjmie dobrowolnie, a nie w ramach kwot, z którymi nadal się nie zgadza. Fico znajduje się bowiem pod naciskiem ksenofobicznej opozycji ze stojącą na czele zdecydowanie eurosceptyczną partią Wolność i Solidarność Richarda Sulika, który zasiada w Parlamencie Europejskim w tej samej frakcji co PiS. Presję wywiera też na premiera neofaszystowska Partia Ludowa podobna do węgierskiego Jobbiku, którą wedle sondaży popiera 10 proc. społeczeństwa.

– Robert Fico położył uszy po sobie i obiecał, że już będzie się słuchał – krytykował premiera Sulik, dodając, że „zawsze będzie zdecydowanie przeciwny przyjmowaniu uchodźców”.

Dlatego Fico i jego minister spraw wewnętrznych Robert Kalinák, który forsuje tę sprytną politykę względem uchodźców, muszą być bardzo ostrożni i grać na dwa fronty. Z jednej strony popierając Brukselę, a z drugiej – wsłuchując się w słowacką opinię publiczną nieprzychylną przyjmowaniu uchodźców.

Przyjmują więc dziesiątki uchodźców, ale twierdzą, że robią to dobrowolnie, a nie w związku z kwotami. Bruksela patrzy na posunięcia Fico przez pryzmat jednego z jego ulubionych powiedzeń, którym kieruje się w polityce: „Wszystko mi jedno, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, że łapie myszy”.

Pewne jest jednak to, że jeśli chodzi o „najważniejsze zadania Słowacji”, premier Fico jest przekonany, że „twarde jądro UE” jest dla Bratysławy znacznie bardziej cenne niż izolujący się w ramach UE Wyszehrad, o polskim rządzie nie wspominając.

Od polityki PiS Fico jasno już się dystansował w latach 2012-16, kiedy jego partia Smer miała większość w słowackim parlamencie. Premier nie wykorzystał wówczas tej sytuacji do osłabiania demokracji w kraju. Odwrotnie – na ważne stanowiska państwowe powołał bezpartyjnych ekspertów czy nawet kandydatów opozycji. Nie atakował mediów i utrzymał niezależność publicznej telewizji oraz radia.

Artykuł publikowany w ramach współpracy medialnej Gazety Wyborczej z EURACTIV.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza