Plastikowe morze problemów – odpady z tworzyw sztucznych w środowisku morskim

Konik morski u wybrzeży Indonezji, fot. Justin Hofman // źródło: https://www.instagram.com/p/BY8iyqxHx4r/?taken-by=justinhofman

Konik morski u wybrzeży Indonezji, fot. Justin Hofman // źródło: https://www.instagram.com/p/BY8iyqxHx4r/?taken-by=justinhofman

Jeśli nie zaczniemy działać na poważną skalę, w połowie obecnego stulecia plastik stanie się drugim po wodzie najważniejszym elementem morskiego ekosystemu. Do oceanów trafiło już tyle śmieci z tworzyw sztucznych, że powstają śmieciowe wyspy „plastikowej zupy” wielkie jak kontynenty. Samo posprzątanie globalnych wód nie wystarczy, musimy przede wszystkim zmienić myślenie o gospodarowaniu odpadami, ale również nasze zachowania jako konsumentów.

 

Świat bez wątpienia ma wielki problem. Jak oszacowano w zaprezentowanym podczas ubiegłorocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos raporcie przygotowanym na zlecenie Fundacji Ellen MacArthur w oceanach pływa ok. 150 mln ton plastikowych odpadów. W ogromnej masie wód oceanicznych (masa wszystkich zasobów wodnych w morzach i oceanach to trylion – 1018 ton) to niewiele, ale odpady te nie są rozłożone równo i koncentrują się w niektórych obszarach oceanów (na powierzchni mórz, w strefie przybrzeżnej lub w obszarach tzw. wirów oceanicznych).

Jeśli mieszkańcy Ziemi utrzymają obecne tempo zaśmiecania mórz tworzywami sztucznymi, około 2025 r. na każde 3 tony pływających w światowych oceanach ryb przypadać będzie 1 tona plastiku. Około 2050 r. szala może przechylić się nawet na korzyść odpadów z tworzyw sztucznych. Jeśli nie zostaną podjęte działania na odpowiednią skalę, to od tego momentu ryb będzie w oceanach mniej niż plastiku. Na szczęście podejmowanych jest już coraz więcej działań, które mają zmienić tę sytuację. Coraz częściej mają one charakter systemowy. Jednym z najważniejszych z nich jest wdrażanie zasad gospodarki o obiegu zamkniętym, w myśl których ilość odpadów będzie coraz bardziej minimalizowana. Podejmowany jest także szereg inicjatyw na poziomie globalnym oraz unijnym.

Skąd plastik w oceanach?                           

Szacuje się, że ok. 80 proc. wszystkich stałych zanieczyszczeń obecnych w środowisku morskim pochodzi z lądu, tylko 20 proc. to skutek działalności człowieka już na morzach i oceanach, czyli pochodzi ze statków czy platform wiertniczych. Odpady z tworzyw sztucznych to tylko część tych zanieczyszczeń, za to dość widoczna, bo unosząca się na powierzchni. Bardzo trudno jest też ostatecznie oszacować, jak wiele ląduje ich w środowisku morskim.

Jak wyliczył w opublikowanej w 2015 r. na łamach magazynu „Science” pracy zespół naukowców z amerykańskiego University of Georgia pod kierunkiem dr Jenny Jambeck, rocznie do samych oceanów i mórz trafia z lądu prawie 9 mln ton odpadów z tworzyw sztucznych. Fundacja Ellen MacArthur szacuje ich roczną ilość na 8 mln ton. Z kolei amerykańskie Narodowe Centrum Ekologicznej Analizy i Syntezy (NCEAS) ostrożnie oszacowało w 2010 r., że jest to od 4,8 mln to do 12,7 mln ton.

W skali globalnej 82 proc. tworzyw sztucznych w morzach i oceanach pochodzi z Azji, tylko 2 proc. z Europy i USA, a 16 proc. z pozostałych części świata. Za ponad połowę wszystkich plastikowych odpadów, jakie trafiają do środowiska morskiego odpowiada zaledwie pięć bardzo gęsto zaludnionych azjatyckich krajów: Chiny, Filipiny, Wietnam, Indonezja i Sri Lanka. Z samych Chin pochodzi aż 2,4 mln ton rocznie nowych plastikowych śmieci w morzach. To ponad 1/4 wszystkich. W pierwszej dwudziestce najbardziej śmiecących do morza państw jest tylko jeden kraj Zachodu – USA. Stany Zjednoczone wyrzucają jednak rocznie do morza tylko ok. 77 tys. ton plastiku. To mniej niż 1 proc. rocznej sumy dla całego świata. Państwa członkowskie Unii Europejskiej (liczone osobno) są poza pierwszą dwudziestką. Takie wyliczenia zespół dr Jambeck przedstawił po przeanalizowaniu obiegu śmieci w 192 krajach świata.

Circular economy, czyli ekonomia zrównoważonego rozwoju

Circular economy, tłumaczone oficjalnie na język polski jako gospodarka o obiegu zamkniętym (GOZ), to pojęcie, które przebojem wdarło się do słownika europejskiego biznesu, coraz bardziej wypierając przy tym znany, ale już nieco spowszedniały „zrównoważony rozwój”. Zyskujący na popularności GOZ ma być odpowiedzią na wyzwania współczesnego świata, zarówno te ekonomiczne i środowiskowe, jak i społeczne.
 

Jedni powiedzą, …

Zagrożenie dla zwierząt morskich

Plastik w oceanach to przede wszystkim ogromne zagrożenie dla morskich ekosystemów. Profesor Jan Marcin Węsławski, kierownik Zakładu Ekologii Morza w Instytucie Oceanologii PAN wskazuje na dwa zagrożenia. „Są to po pierwsze tak zwane mikroplastiki (mikrogranulki i nici), które są tak małe, że zooplankton morski może je połykać. Przez to nie dostarcza sobie pokarmu i przestaje rosnąć. Drugie zagrożenie to bezpośrednie, mechaniczne działanie makroplastiku – głównie folii i taśm, które są zjadane przez duże zwierzęta morskie, powodując mechaniczne uszkodzenia przewodu pokarmowego i fałszywe poczucie wypełnienia żołądka” – mówi prof. Węsławski. W efekcie zjadania śmieci przez morskie zwierzęta, wiele z nich umiera.

Ludzie na razie nie są bezpośrednio zagrożeni przez to, że morska fauna coraz częściej żywi się plastikiem – tym dużym i tym mikroskopijnym. „Nie ma danych wskazujących na to, że z mikrocząstek plastiku wydobywają się substancje chemiczne, które mogłyby wnikać w tkanki organizmu i gromadzić się tak jak to dzieje się na przykład z pestycydami” – wyjaśnia prof. Węsławski. Nie ma także na razie dowodów na to, że szkodliwe substancje z pospolitych plastikowych śmieci mogą oddziaływać na człowieka. „Większość plastiku w środowisku naturalnym pochodzi z odpadów przeznaczonych do kontaktu z żywnością, np. opakowań. Z założenia są to trwałe produkty o małej reaktywności, a więc nie emitują szkodliwych substancji i nie wchodzą w reakcje z wodą” – podkreśla prof. Węsławski.

Ponieważ ryby patroszy się przed przyrządzeniem, nie zjadamy ich układów trawiennych. Nie skonsumujemy zatem plastiku dosłownie. Ale śmieci w oceanach to jedna z przyczyn spadania populacji ryb czy morskich ptaków. Kalifornijska organizacja „Turtle Island Restoration Centre”, która zajmuje się ochroną morskich żółwi, oszacowała w swoim raporcie z 2010 r., że rocznie w wyniku zaśmiecenia plastikiem oceanów i mórz ginie ok. 100 tys. morskich gadów i ssaków. Licząc razem z ptakami, rybami czy mięczakami cała liczba zwierząt, które ponoszą rocznie śmierć w wyniku dostawania się tworzyw sztucznych do ekosystemów morskich opiewa na ok. 1 miliona.

Morskie śmieci generują także poważne koszty dla regionów przybrzeżnych. Komisja Europejska szacuje, że w samej tylko UE sprzątanie wybrzeża i plaż z tego co fale wyrzuciły na brzeg pochłania 630 mln euro. Straty dla rybołówstwa wynoszą zaś rocznie 60 mln euro.

Plastikowy kontynent na Pacyfiku

W północnej części Oceanu Spokojnego, mniej więcej między Kalifornią a Hawajami, unosi się na powierzchni prawie 3,5 mln ton plastiku. Wielka Pacyficzna Plama Śmieci w 90 proc. składa się z tworzyw sztucznych. Większość z nich to materiały fotodegradowalne. Pod wpływem światła słonecznego rozpadają się na drobny pył. Ten mikroplastik miesza się z wodą, tworząc gęstą zawiesinę. Powstaje zatem coś w rodzaju plastikowej zupy. W tych warunkach zaczynają się rozwijać bakterie (m.in. z rodzaju Bacillus). Naukowcy nazwali już tę część ekosystemu plastisferą. Wielką Pacyficzną Plamę Śmieci odkrył w 1997 r. żeglarz i oceanograf Charles Moore, choć badacze już wcześniej podejrzewali jej istnienie. Utworzyły ją oceaniczne prądy występujące w tej części Pacyfiku. Te ogromne wiry potrafią przenosić na ogromne odległości plankton, wodorosty, a także to, co trafia do morskich wód z winy człowieka. Wielkość tej pacyficznej plamy plastiku jest bardzo trudna do oszacowania, według różnych źródeł rozciąga się ona na obszarze od 700 tys. do nawet 3,4 mln kilometrów kwadratowych.

O sytuacji na północnym Pacyfiku jest w ostatnich latach najgłośniej, ale to nie znaczy, że gdzie indziej problemu nie ma. Bardzo dużo plastikowych odpadów pływa także w wodach morskich u wybrzeży Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. Plastikowe śmieci obecne są także w wodach Bałtyku. Szczególne zanieczyszczenie oceanicznych okolic Azji wynika nie tylko z tego, że nadmorskie tereny na tym kontynencie są bardzo gęsto zaludnione i stanowią jedne z najludniejszych obszarów na świecie.

Circular Economy: Projektowanie wyrobów ważnym elementem gospodarki o obiegu zamkniętym – kolejny artykuł z cyklu #GOZ

Jak sobie zaprojektujesz, tak sobie potem przetworzysz. Ta parafraza słynnego powiedzenia o ścieleniu łóżka i wygodnym śnie bardzo dobrze opisuje rolę jaką w gospodarce o obiegu zamkniętym odgrywa projektowanie produktów czy ich opakowań. Na szali jest nie tylko czystsza Ziemia i zdrowsi jej mieszkańcy, ale także wymierne oszczędności.
 
Etap projektowania produktu jest z punktu widzenia gospodarki o obiegu …

Nieuczciwy handel śmieciami

Dyrektor generalny warszawskiego biura UN Global Compact Kamil Wyszkowski przekonuje, że może też dochodzić do sytuacji, w której odpady z Zachodu trafiają do Azji w celu przetworzenia lub składowania, ale nieuczciwi azjatyccy odbiorcy amerykańskich czy europejskich śmieci nie zamierzają wypełniać warunków zawartej umowy. „Mówimy tutaj o szarej strefie i nielegalnych działaniach. Bywa, że dla odbiorcy odpadów najtaniej jest je zatopić w morzu” – tłumaczy Wyszkowski. Podaje też przykład: „Ktoś w Nowym Jorku kontraktuje firmę, która odbiera odpady i w porcie przy rzece Hudson dokonywany jest załadunek na statek. A później nikt nie sprawdza, gdzie dokonał się rozładunek.”.

Poważnym problemem jest zatem zatapianie odpadów przez kraje biedne, które dokonują tego procederu na swoich wodach terytorialnych. Nawet pobieżna analiza listy krajów-sygnatariuszy obowiązującej od 1975 r. „Konwencji o zapobieganiu zanieczyszczeniu mórz przez zatapianie odpadów i innych substancji”, zwanej potocznie Konwencją Londyńską, pozwala zrozumieć, gdzie leży problem. Większość krajów afrykańskich, duża część krajów Ameryki Południowej i Azji Południowo-Wschodniej nie jest w ogóle stronami tej konwencji.

Sprzątanie oceanów

Naukowcy snują plany posprzątania mórz i oceanów. „Z makroplastiku możemy oceany oczyścić. Posprzątać można w znacznym stopniu wybrzeża i wody powierzchniowe. O wiele trudniej jest niestety z głębinami” – mówi prof. Jan Marcin Węsławski. Mikroplastik, czyli wyżej już opisana oceaniczna plastikowa zupa to jeszcze większy problem. W wodach przybrzeżnych oraz zatokach i portach w USA pracują już specjalne łodzie zbierające z powierzchni wody śmieci (tzw. skimmer boats). Eksperci z Institut Superieur de Design we francuskim Valenciennes opracowali natomiast projekt specjalnych „automatycznych śmietników morskich”, które będą zbierać z powierzchni wody (a także do 20 metrów w głąb oceanu) plastikowe torebki czy pojemniki. Kiedy się wypełnią, na statek-śmieciarkę poczekają w specjalnych pływających dokach. Inny pomysł mają Amerykanie, Hongkończycy oraz Japończycy zaangażowani w „Project Kaisei”, którzy dzięki specjalnie przebudowanemu żaglowcowi starają się przerabiać natychmiastowo zebrany z wody plastik na olej napędowy. Cała sprawa ma dodatkowo polski akcent. Okręt „Kaisei” powstał bowiem w stoczniach w Elblągu i Gdańsku. Tu był też przebudowywany. Niestety statek ten jest w stanie przerobić tylko 2 tys. ton morskiego plastiku rocznie. Na razie wszystko ma więc raczej charakter eksperymentu naukowego i kampanii społecznej jednocześnie.

Z plastikiem w globalnych wodach nie uda nam się zatem sobie poradzić bez wdrożenia kompleksowych zmian. Przede wszystkim edukacji społecznej. „Widzę ogromną rolę dla nas społeczeństw. Decyzje konsumenckie mogą zmieniać cały rynek. Sortowanie śmieci, recykling, nieśmiecenie i moda na ekoopakowania – to wszystko może bardzo pomóc” – przekonuje prof. Węsławski. Ale, jak dodaje ekspert, być może po prostu zużywamy plastiku zbyt dużo. Stąd coraz częstsze pomysły na ograniczenie jego użycia lub obłożenie foliowych toreb dodatkowymi opłatami.

Kamil Wyszkowski przekonuje, że „decyzje konsumenckie to jedynie część złożonego problemu.”. „Plastik sam w sobie nie jest zły. Oczywiście warto prowadzić badania w kierunku opracowania substancji biodegradowalnych i rozpuszczających się w wodzie morskiej. Tymczasem trzeba zarządzić narastającym problemem. Obecnie brakuje regulacji systemowych i mądrej polityki poszczególnych krajów w zakresie recyklingu odpadów. Indywidualne wybory konsumenckie mogą wesprzeć trend zmierzający do redukcji plastików w strumieniu odpadów, ale decydująca jest wydajność systemów przerobu i zarządzania odpadami. Tutaj kluczowa rola przypada poszczególnym rządom i samorządowi lokalnemu” – mówi ekspert ONZ.

Na świecie podjęto już szereg przedsięwzięć, które mają na celu ograniczenie liczby morskich śmieci. Bardzo aktywna na tym polu jest też UE. W tych morzach i oceanach w sąsiedztwie Europy, które dotknięte są problemem zaśmiecenia, KE zobowiązała się do 2020 r. zapewnić tzw. Dobry Stan Środowiska (Good Enviromental Status – GES), co znalazło się w przyjętej w czerwcu 2008 r. dyrektywie ramowej w sprawie strategii morskiej (Marine Strategy Framework Directive 2008/56/WE, MSFD).

Działania producentów plastiku

Także branża producentów plastiku stara się przeciwdziałać problemowi obecności tworzyw sztucznych w oceanach. W tym celu w Honolulu na Hawajach przyjęto w 2011 r. specjalną deklarację dotyczącą kwestii morskich śmieci („The Declaration of the Global Plastics Associations for Solutions on Marine Litter”), nazywaną też potocznie „Wspólną Deklaracją”. Do dziś przyłączyło się do niej 69 organizacji reprezentujących 35 krajów świata. Także Polskę. „Nikt z nas nie chce, aby nasze produkty, czy jakiekolwiek inne śmieci, trafiały do oceanów” – zadeklarowali sygnatariusze dokumentu. Podjęli także sześć zobowiązań:

Po pierwsze, angażować się w partnerstwo publiczno-prywatne na rzecz zapobiegania powstawaniu morskich śmieci. Po drugie, współpracować ze środowiskiem naukowym i badaczami, aby lepiej zrozumieć i ocenić źródła, skalę oraz wpływ problemu na środowisko, z uwzględnieniem możliwych rozwiązań. Po trzecie, promować spójną, wielkoobszarową i opartą na wiedzy naukowej politykę ustawodawczą wraz z wzmacnianiem przestrzegania obowiązującego już prawa dotyczącego zapobiegania zaśmiecaniu środowiska morskiego. Po czwarte, pomóc szerzyć wiedzę na temat ekoefektywnego zarządzania odpadami oraz dobrych praktyk, w szczególności w krajach, które leżą nad brzegami mórz i oceanów. Po piąte, wzmocnić zaangażowanie w kierunku zwiększenia odzysku odpadów z tworzyw sztucznych poprzez recykling i odzysk energii. I wreszcie po szóste, zapewnić odpowiedni nadzór nad transportem i dystrybucją wyrobów przemysłu tworzyw sztucznych – zarówno granulatu, jak i półproduktów wśród swoich klientów i promować takie działania wśród innych uczestników łańcucha dostaw.

Sygnatariusze deklaracji z Honolulu powołali do życia także specjalny serwis internetowy – www.marinelittersolutions.com – na którym dokumentują wszystkie inicjatywy i wydarzenia, które mają na celu zmniejszenie obecnego morskiego zaśmiecenia lub zapobieganie powstawaniu nowego. Od 2011 r. zrealizowano już (lub realizacja właśnie trwa) ponad 260 różnego rodzaju projektów. Jednym z tych projektów jest zaangażowanie branży tworzyw sztucznych w pełną kontrolę nad granulkami tworzyw (w takiej postaci zwykle produkuje się, przewozi i przetwarza tworzywa sztuczne). W ramach światowego programu Operation Clean Sweep, począwszy od producentów tworzyw, firmy deklarują wprowadzenie wewnętrznych procedur, których celem jest zapobieżenie niepożądanym i przypadkowym wyciekom granulatu do środowiska.

Tworzywa sztuczne w planie działania UE dot. gospodarki o obiegu zamkniętym

Jakie miejsce w gospodarce o obiegu zamkniętym (GOZ) zajmują tworzywa sztuczne? W jaki sposób skutecznie i efektywnie je przetwarzać? Jaki zyski płyną z wdrażania zasad GOZ dla przemysłu, a jakie dla konsumentów? I jakie wreszcie zadania stają przed ustawodawcami, zarówno tymi na szczeblu krajowym, jak i unijnym? Na te pytania szukali odpowiedzi uczestnicy zorganizowanego w Warszawie przez EURACTIV.PL okrągłego stołu na temat tworzyw sztucznych w GOZ.

Gospodarka o obiegu zamkniętym może bardzo pomóc

Ponieważ, jak już wspomniano, 80 proc. zanieczyszczeń, które znajdują się w środowisku morskim ma swoje źródło na lądzie, trzeba działać jeszcze zanim odpady trafią do wody. Główną przyczyną ich gromadzenia się w środowiskach morskich jest nieefektywne gospodarowanie odpadami oraz śmiecenie. Parasolowym rozwiązaniem problemu tworzyw sztucznych w morzach i oceanach, uwzględniającym wszystkie wyżej zalecane i wdrażane rekomendacje ekspertów jest Gospodarka o Obiegu Zamkniętym (GOZ), w ramach której wartość produktów, materiałów i zasobów ma być utrzymywana w gospodarce tak długo, jak to możliwe, by w efekcie ograniczyć wytwarzanie odpadów do minimum.

Inaczej plastikowych wysp na oceanach będzie więcej. Oprócz Wielkiej Plamy Śmieci, na Pacyfiku powstaje już kolejna między Hawajami a Japonią. W lutym władze Tajlandii przeprowadziły też wielką operację usuwania wyspy śmieci, która rozciągała się na obszarze kilometra kwadratowego. Cztery statki, pracując bez przerwy przez 10 dni, usunęły jednak tylko 300 ton odpadów, które trafiły do Zatoki Syjamskiej w wyniku powodzi, jakie nawiedziły południe kraju. Takie tempo sprzątania mórz i oceanów nie wystarczy. Nie od dziś wiadomo też, że problemom o wiele lepiej (i taniej) jest zapobiegać, niż potem się z nimi mierzyć.

Artykuł ten jest trzecim tekstem cyklu poświęconego gospodarce o obiegu zamkniętym (GOZ).