Zwrot Turcji w stronę autorytaryzmu

Źródło: tccb.gov.tr

Turecka Najwyższa Komisja Wyborcza podała, że w niedzielnym (16 kwietnia) referendum konstytucyjnym zwyciężyli zwolennicy prezydenckiego systemu rządów. Zastąpi on dotychczasowy system parlamentarny. Komisja potwierdziła też ważność referendum odrzucając skargi opozycji. Misja OBWE i Rady Europy uznała jednak, że plebiscyt nie spełniał międzynarodowych standardów.

 

Frekwencja w niedzielnym głosowaniu wyniosła 85 proc.

Za przekształceniem Turcji w kraj o ustroju prezydenckim zagłosowali przede wszystkim mieszkańcy Anatolii i Turcy mieszkający poza granicami kraju. Przeciw tym zmianom opowiedzieli się natomiast mieszkańcy większych miast, w tym Stambułu i Ankary, a także zamieszkałe przez Kurdów prowincje na południowym wschodzie kraju.

Według przewodniczącego państwowej komisji wyborczej Sadiego Guvena, choć jeszcze nie wszystkie karty do głosowania zostały policzone, to już „można stwierdzić, że zmiany, których dotyczyło referendum, zostały przyjęte”. Oficjalne wyniki wyborów zostaną podane w ciągu najbliższych 10 dni.

Wzmocnienie władzy prezydenta

Zatwierdzona w referendum nowelizacja konstytucji przewiduje zmianę systemu politycznego z parlamentarnego na prezydencki: znacząco wzmacnia władzę prezydenta (uzyskuje prawo wydawania dekretów, mianowania ministrów i rozwiązywania parlamentu, a także większy wpływ na wymiar sprawiedliwości), likwidując jednocześnie urząd premiera. Dzięki wprowadzonym zmianom Recep TayyipErdoğan będzie mógł być prezydentem aż do 2029 r., a także pozostawać członkiem partii, co obowiązująca konstytucja dotychczas wykluczała. Rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju już zaproponowała Erdoğanowi przywrócenie członkostwa.

>> Czytaj więcej o dążeniu Erdoğana do wzmocnienia swojej władzy

Ponadto – jak przekazał wicepremier Nurettin Canikli – o kolejnych dziewięć miesięcy może zostać wydłużony stan wyjątkowy, wprowadzony w Turcji po lipcowej próbie puczu (wprowadzony początkowo na trzy miesiące, był już dwukrotnie przedłużany).

Erdoğan nie wyklucza kolejnego referendum

Prezydent Erdoğan ogłosił w niedzielę wieczorem, że przewaga zwolenników przekształcenia systemu rządów w Turcji z parlamentarnego na prezydencki wyniosła 1,3 mln głosów.  Według niego za zmianami ustrojowymi opowiedziało się tego dnia w referendum 25 mln obywateli. Występując w swoim rodzinnym mieście, Stambule, prezydent powiedział, że Turcy podjęli „historyczną decyzję” i podziękował wszystkim obywatelom za zwiększenie uprawnień głowy państwa. „Wreszcie naprawdę staliśmy się jednością, dobrem, staliśmy się braćmi. Wszyscy razem staliśmy się Turcją” – przekonywał.

Turecki prezydent zapowiedział ponadto podjęcie „natychmiastowej debaty” ws. przywrócenia w kraju kary śmierci i oświadczył, że nie wyklucza przeprowadzenia kolejnego referendum właśnie w tej sprawie. Zadeklarował też, że jeśli parlament przyjmie ustawę o przywróceniu kary śmierci, to bez wahania ją podpisze. Tymczasem szef KE Jean-Claude Juncker ostrzegł w marcu, że przywrócenie kary śmierci uniemożliwi kontynuowanie rozmów o tureckiej akcesji.

Erdoğan oświadczył także, że niektóre europejskie kraje bardziej sprzeciwiały się zmianom konstytucyjnym w Turcji niż opozycja w tym kraju. Zapewnił przy tym, że dla Turcji nie jest ważne, czy UE zerwie z nią rozmowy na temat członkostwa w UE.

Yildirim: To najlepsza odpowiedź dla przeciwników

Szef tureckiego rządu Binali Yildirim ogłaszając zwycięstwo w referendum jeszcze na podstawie nieoficjalnych wyników głosowania oświadczył, że „Turcja otwiera nową kartę w swej demokratycznej historii”. „Ostatnie słowo należy do narodu, a naród powiedział `tak` w referendum” – podkreślił w siedzibie Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w Ankarze. Przyznał jednak, że głosy na „nie” mają taką samą wartość, jak głosy tych, którzy opowiedzieli się za zmianami w konstytucji.

W ocenie tureckiego premiera wynik niedzielnego plebiscytu jest najlepszą odpowiedzią dla tych, którzy stali za nieudaną próbą zamachu stanu z 15 lipca zeszłego roku, dla kurdyjskich bojowników i wszystkich zagranicznych sił żywiących niechęć do Turcji. Yildirim zapowiedział także, że przystąpi teraz do koniecznych przygotowań wyborów prezydenckich w 2019 r.

Natomiast zwolennik zmian w systemie rządów w Turcji, przywódca opozycyjnej Nacjonalistycznej Partii Działania (MHP) Devlet Bahceli, który nie ukrywał poparcia dla ambicji Erdoğana, oświadczył, że wynik referendum jest „niezaprzeczalnym osiągnięciem” i powinien być respektowany.

Tymczasem po ogłoszeniu wstępnych wyników mieszkańcy Stambułu wyszli na ulice domagając się ponownego przeliczenia głosów i oskarżając władze o fałszerstwa.

Protest opozycji

Turecka opozycja obawia się połączenia w jednym ręku władzy wykonawczej, ustawodawczej i możliwości wpływu na władzę sądowniczą. Domaga się też ponownego przeliczenia głosów twierdząc, że wątpliwości budzi znaczna część kart do głosowania.

Główne opozycyjne ugrupowanie w Turcji, Partia Ludowo-Republikańska (CHP) wezwała państwową komisję wyborczą do unieważnienia niedzielnego referendum i ponownie zgłosiła nieprawidłowości, które wystąpiły podczas głosowania. Dzień wcześniej politycy tej partii zwracali uwagę, że w referendum podejmowano nielegalne działania na rzecz rządu, m.in. dopuszczono niepodstemplowane karty do głosowania. CHP nie wyklucza też, że zwróci się w tej sprawie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i innych instytucji międzynarodowych.

Wcześniej prokurdyjska lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) oświadczyła, że wynik referendum w Turcji pozostaje niejasny do czasu rozpatrzenia nieprawidłowości mających miejsce podczas głosowania, które zgłosiła do państwowej komisji wyborczej. „Wynik referendum jest jasnym sygnałem, że nie można było uzyskać porozumienia społecznego. Nasi współprzewodniczący są w więzieniu, referendum przebiegało w warunkach stanu wyjątkowego, co wraz z innymi opresyjnymi środkami rzuca cień na głosowanie i podaje w wątpliwość jego prawomocność” – powiedział dziennikarzom rzecznik HDP Osman Baydemir.

Tymczasem już w poniedziałek (17 kwietnia) komisja wyborcza potwierdziła ważność głosowania ws. zmian w konstytucji. Zdaniem przewodniczącego państwowej komisji wyborczej Sadiego Guvena, skargi opozycji na wykorzystanie nieostemplowanych kart do głosowania są bezzasadne, a podobne sytuacje miały już miejsce w przeszłości.

>> Czytaj więcej o referendum w Turcji

Negatywna ocena misji OBWE i Rady Europy

Niedzielne referendum w Turcji ws. zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki nie spełniało międzynarodowych standardów – uznała jednak tego samego dnia misja obserwatorów z Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz Rady Europy. „Referendum odbyło się na nierównych zasadach, dwa obozy kampanii nie korzystały z takich samych możliwości” – powiedział szef misji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Cezar Florin Preda. Zwrócił przy tym uwagę na zdecydowaną przewagę kampanii na „tak” w przestrzeni publicznej i mediach.

Podkreślił także, że późne zmiany w procedurze liczenia głosów (turecka komisja wyborcza zaakceptowała nieostemplowane karty do głosowania) usunęły ważne zabezpieczenie przed oszustwami. W ocenie Predy „ramy prawne są niewystarczające” do uzyskania „procesu prawdziwie demokratycznego”.

W odpowiedzi tureckie MSZ oświadczyło, że ocena misji monitorującej referendum w Turcji jest nie do przyjęcia. Resort zarzucił obserwatorom, że przy opracowywaniu tego dokumentu zabrakło im obiektywizmu i bezstronności.

Sam Erdoğan powiedział natomiast międzynarodowym obserwatorom, że powinni „znać swoje miejsce”. Przemawiając do zgromadzonego tłumu ze schodów pałacu prezydenckiego w Ankarze oświadczył, że Turcja „nie widziała, nie słyszała i nie uznaje” doniesień misji obserwacyjnej OBWE.