W Holandii zwycięża partia urzędującego premiera Marka Ruttego

tvnewsroom.consilium.europa.eu/photos

Centroprawicowa Partia Ludowa na Rzecz Wolności i Demokracji (VVD) premiera Marka Ruttego zdobyła najwięcej głosów w wyborach do niższej izby parlamentu w Holandii – wynika z sondażu exit poll. VVD ma uzyskać 31 ze 150 mandatów. Drugie miejsce zajęła populistyczna i eurosceptyczna Partia Wolności Geerta Wildersa (PVV), zdobywając 19 miejsc.

 

„Holandia po Brexicie i wyborach w USA powiedziała `stop` złemu populizmowi. Teraz naszym głównym zadaniem jest to, by sukces gospodarczy Holandii w skali makro zaczęli odczuwać obywatele. Dziś świętujemy, ale od jutra zabieramy się do pracy na rzecz naszego kraju” – zapowiedział Mark Rutte w czasie wieczoru wyborczego.

Geert Wilders zadeklarował natomiast gotowość do budowania koalicji, jednak zapowiedział także, że jeśli jego partia nie będzie jej częścią, to stanie się silną opozycją. Liderzy liczących się ugrupowań już wcześniej stanowczo odcinali się od możliwości współpracy z Patrią Wolności.

Po obliczeniu połowy głosów VVD z wyraźną przewagą

Na zwycięstwo VVD wskazują też oficjalne wyniki wyborów podane po obliczeniu połowy oddanych głosów – partia Ruttego zdobyła już 21,5 proc. głosów. Drugie miejsce partii Wildersa (13 proc. głosów) może być zagrożone, bo coraz bliżej jest Apel Chrześcijańsko-Demokratyczny (CDA) z 12,5 procentowym poparciem. Wolnorynkowi Demokraci 66 (D66) zdobyli 11,9 proc, a powody do radości ma też Zielona Lewica (GL), ponieważ dotychczasowe poparcie (9,3 proc.) gwarantuje jej aż 16 mandatów.

Frekwencja w Holandii osiągnęła w tym głosowaniu rekordowy poziom 82 proc. Dla porównania, w 2012 r. do urn wyborczych poszło 74,6 proc. uprawnionych do głosowania obywateli. W 17-milionowej Holandii do udziału w głosowaniu uprawnionych jest ok. 13 mln osób.

Wyniki sondaży przedwyborczych wskazywały co prawda na niewielką przewagę centroprawicowej VVD premiera Ruttego nad antyunijną, antyimigrancką i antyislamską Partią Wolności Wildersa, jednak różnice między kilkoma ugrupowaniami zajmującymi czołowe miejsca w sondażach pozostawały na poziomie błędu statystycznego.

>> Czytaj więcej o sytuacji przedwyborczej w Holandii

Jaka koalicja?

Ponieważ w Holandii nie obowiązuje próg wyborczy, a zgodnie z tamtejszą ordynacją wyborczą mandat można zdobyć uzyskując co najmniej 1/150 wszystkich oddanych głosów – do zdobycia mandatu parlamentarnego wystarczy uzyskać mniej niż 1 proc. poparcia – w tamtejszym parlamencie zwykle zasiadają przedstawiciele kilkunastu partii (w obecnym reprezentowanych jest 16 ugrupowań). Holenderski system wyborczy skazuje więc zwycięską partię na szukanie koalicjantów, gdyż samodzielnie nie jest w stanie zdobyć większości. Obserwatorzy przewidują, że nowy rząd utworzą co najmniej cztery partie. Są zgodni, że będzie to VVD, CDA i D66, ale nie wiadomo, które jeszcze ugrupowanie wejdzie do koalicji. Negocjacje w tej sprawie rozpoczną się już dziś, ale formalny proces tworzenia nowego rządu – dopiero po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów.

Holandia pierwsza

Wczorajsze (15 marca) wybory parlamentarne w Holandii są pierwszymi z serii trzech ważnych głosowań w tym roku. Kolejne będzie miało miejsce we Francji, gdzie w przyszłym miesiącu odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich (druga tura wyznaczona jest na maj). Natomiast we wrześniu odbędą się  wybory parlamentarne w Niemczech. W obu tych państwach UE eurosceptyczne i antyimigranckie partie (we Francji Front Narodowy Marine Le Pen, a w Niemczech Alternatywa dla Niemiec) liczą na dobre wyniki w związku z kryzysem migracyjnym i obawami o bezpieczeństwo.

Konflikt z Turcją

Obserwatorzy zwracają uwagę, że do zwycięstwa partii Ruttego mógł się przyczynić dyplomatyczny konflikt Holandii z Turcją. Holendrzy pozytywnie ocenili bowiem zdecydowaną reakcję premiera na działania tureckich władz. Spór powstał na tle braku zgody rządów państw UE na prowadzenie na ich terytorium kampanii przed tureckim referendum ws. zmian w konstytucji. Mają one umożliwić wprowadzenie w Turcji systemu prezydenckiego, co przeciwnicy prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana uważają za antydemokratyczne. Referendum to odbędzie się  16 kwietnia.

>> Czytaj więcej o holendersko-tureckim sporze

Reakcja UE

W ocenie szefa KE Jean-Clauda Junckera zarzut nazizmu, jaki tureckie władze stawiają Holandii, Niemcom czy innym państwom UE jest działaniem skandalicznym. Wtórował mu szef Rady Europejskiej Donald Tusk, wyrażając solidarność UE z Holandią.

„To skandaliczne co w Turcji zarzuca się Holandii, Niemcom i innym. Nigdy nie zaakceptuję porównań z nazizmem” – oświadczył w środę Juncker w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Przypomniał, że jego kraj – Luksemburg – był okupowany przez nazistów w czasie II wojny światowej. „Społeczeństwo cierpiało, mój ojciec musiał walczyć w armii hitlerowskiej. Jest nie do zaakceptowania, gdy porównuje się współczesną sytuację z nazizmem” – podkreślił szef KE. Zwrócił przy tym uwagę, że tego typu działania oddalają Turcję od UE. „To przecież nie Unia Europejska chce wstąpić do Turcji, ale odwrotnie” – dodał Juncker.

Występując w PE Tusk przypomniał natomiast, że Rotterdam, gdzie w miniony weekend doszło do starć między tureckimi demonstrantami a policją, ucierpiał w czasie wojny z rąk nazistów. Zwrócił też uwagę, że jest to miasto Erazma, niderlandzkiego filozofa, humanisty. „Jeżeli dziś ktoś widzi faszyzm w Rotterdamie, jest całkowicie oderwany od rzeczywistości” – ocenił szef Rady Europejskiej.

Podczas swego sprawozdania z zeszłotygodniowego szczytu UE Donald Tusk zwrócił się do Holendrów w ich języku. „Europa to Holandia, Holandia to Europa, to miejsce demokracji i wolności. Rotterdam to miasto Erazma, które naziści zniszczyli. Wszyscy jesteśmy solidarni z Holendrami. Jesteśmy Europejczykami” – powiedział przewodniczący Rady Europejskiej (prezydent Turcji nazwał tymczasem Holandię krajem „niedobitków nazizmu”).