Rosjanie mieszają się we francuskie wybory?

Emmanuel Macron// Źródło: En Marche

Francuzi przygotowują się do kwietniowych wyborów prezydenckich. Emmanuel Macron, czyli jedyny nieprorosyjski kandydat, oskarżył Moskwę o próby zniesławienia jego kandydatury.

 

Wybory prezydenckie we Francji odbędą się 23 kwietnia i 7 maja – kolejno pierwsza i druga tura. Mimo że do wyborów pozostały jeszcze dwa miesiące, przebieg kampanii wyborczych obfituje w niespodzianki.

Kampania zaskoczeń

Najpierw w listopadzie 2016 r. zaskoczyła główna partia opozycyjna, Republikanie. W partyjnych prawyborach 27 listopada niespodziewanie wygrał François Fillon, pokonując faworyzowanych Alaina Juppé i Nicolasa Sarkozy’ego.

Drugim zaskoczeniem był wynik prawyborów u rywali Republikanów, rządzącej Partii Socjalistycznej (PS). I w tym przypadku zwycięzcą okazał się mało znany kandydat, Benoît Hammon, który pokonał m.in. b. premiera Manuela Vallsa (który by wziąć udział w prawyborach zrezygnował z premierostwa).

Najnowszy zwrot akcji wywołał do niedawna główny pretendent na fotel prezydencki – Fillon. Mimo że w prawyborach partyjnych przedstawiał się jako jedyny z kandydatów bez problemów z prawem, to w ostatnich tygodniach wyszły na jaw niejasności z powodu zatrudniania przez niego swojej żony jako asystentki parlamentarnej, co miało jej dać zarobki o łącznej wysokości ponad pół miliona euro.

Samo w sobie nie jest to nielegalne zgodnie z francuskim prawem. Problemem natomiast jest to, że nie ma dowodów, że żona Penelope Fillon faktycznie wykonywała jakąkolwiek pracę za pobierane wynagrodzenie. Fillon broni się przed zarzutami i na razie, mimo wezwań do rezygnacji, wciąż kandyduje, ale sprawa odbiła się na jego popularności.

>> Czytaj więcej o sprawie Fillona

Kandydaci

Najnowsze sondaże (z 11-13 oraz 9-13 lutego / TUTAJ i TUTAJ) przewidują, że nie będzie zwycięzcy w pierwszej turze. Do drugiej natomiast mają wejść Emmanuel Macron oraz Marine Le Pen, niewiele w tyle pozostaje Fillon: mają otrzymać, odpowiednio, 22, 27 i 20 proc. W drugiej turze wygrać ma Macron ze zdecydowaną przewagą nad Le Pen.

Le Pen jest szefową skrajnie prawicowego i populistycznego Frontu Narodowego. Otrzymywał on wsparcie finansowe z Rosji, a sama Le Pen jest przychylnie nastawiona wobec rosyjskiego prezydenta Władimira Putina.

>> Czytaj więcej o poglądach Le Pen

Macron z kolei jest byłym bankierem inwestycyjnym i byłym doradcą prezydenta François Hollande’a. Przez dwa lata był także ministrem gospodarki w obecnym rządzie, ale nigdy nie należał do PS. W zeszłym roku założył własne ugrupowanie En Marche i prowadzi kampanię skierowaną do centrowych wyborców.

>> Czytaj więcej o kandydaturze Macrona

Z trójki kandydatów mających największe szanse na drugą turę – Le Pen, Macron i Fillon – tylko Macron nie wypowiadał się przychylnie wobec Rosji i jej prezydenta. I, według sekretarza generalnego En Marche Richarda Ferranda, jego szef ma ponosić za to konsekwencje.

Rosyjskie ingerencje

Ferrand stwierdził wczoraj (13 lutego), że Macron jest obiektem nagonki ze strony rosyjskich mediów oraz ataków internetowych mających na celu obniżenie jego popularności. Sekretarz generalny podkreślił, że Moskwa przychylnym okiem patrzy na Fillona i Le Pen. Dodał także, że podobną ingerencję Rosjan w swoje wybory prezydenckie „dostrzegli Amerykanie, ale zbyt późno”.

Według Ferranda, rosyjskie media, takie jak Russia Today i Sputnik, rozprzestrzeniają fałszywe wiadomości (fake news) wymierzone także w Macrona. „Jasne jest to, że skrajna prawica i prawica, jak również ich kandydaci, są dobrze odbierani w Rosji, podczas gdy my dążymy do wzmocnienia Europy, do silnej Europy. Jest oczywistym, że pewne media rosyjskie tego nie chcą” – tłumaczył. Przykładowo, materiał Sputnika z początku miesiąca przywoływał wypowiedzi posła Republikanów Nicolasa Dhuicqa, który twierdzi, że Macron jest kontrolowany przez Amerykanów.

Dziś (14 lutego) rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow zaprzeczył doniesieniom Ferranda. Nazwał je „absurdalnymi” i stwierdził, że są elementem „histerycznej, antyputinowskiej kampanii”. Sputnik także odciął się od tych oskarżeń.