Premier May ogłasza program wyborczy

Londyn, autor: Alexander Burkhardt via Flickr.com

Radykalnie mniej imigrantów, niskie podatki, krajowy fundusz wspólnego dobrobytu dzięki pieniądzom, które po Brexicie nie będą już wpłacane do Brukseli – to główne hasła manifestu wyborczego torysów. Wybory już za trzy tygodnie.

– Czy zgodzi się pani z nowym określeniem „czerwona toryska”? – zapytał wczoraj brytyjską premier Theresę May jeden z dziennikarzy.

Scenka rozegrała się w Halifaksie, gdzie May ogłaszała program przed wyborami parlamentarnymi 8 czerwca. Sala wybuchła śmiechem, ale w pytaniu było ziarno prawdy. Torysi, jak zwykle, obiecali niskie podatki, ale i wyrównywanie szans (np. firmy zatrudniające ponad 250 pracowników będą musiały publikować raporty o różnicach płac kobiet i mężczyzn, wzmocnione zostaną gwarancje konsumenckie, podniesiona płaca minimalna, zmniejszone dysproporcje w finansowaniu szkół, a prawa pracownicze mają być lepiej chronione).

– Partia Konserwatywna zawsze była w centrum sceny politycznej – odpowiedziała premier. Jednak ci, którzy pamiętają bolesne neoliberalne reformy Margaret Thatcher, mają zapewne inne zdanie.

Bardzo prawdopodobne, że ogłoszony wczoraj manifest stanie się programem następnego rządu, bo May i spółka są na najlepszej drodze do utrzymania władzy: w najnowszym sondażu YouGov mają 45 proc., opozycyjna Partia Pracy 32 proc. Typowani na czarnego konia liberalni demokraci, którzy obiecują drugie referendum ws. Brexitu, mają tylko 8 proc., a przeżywająca kryzys Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) – 6 proc.

May podtrzymała wczoraj uważaną przez wielu za nierealną obietnicę zmniejszenia bilansu migracji do dziesiątek tysięcy rocznie (według najnowszych danych do Wielkiej Brytanii przyjeżdża rocznie 273 tys. osób więcej, niż z niej wyjeżdża). Po wyjściu z UE torysi chcą ograniczyć migrację, ale utrzymać otwarte drzwi dla wykwalifikowanych pracowników. May nie podała jednak żadnych szczegółów co do losu pracujących już na Wyspach imigrantów z UE, w tym niemal miliona Polaków.

Manifest powtarza za to tezy lutowej „białej księgi” Brexitu: brak umowy z UE byłby lepszy niż zła umowa, celem jest „głębokie i specjalne partnerstwo”, choć Zjednoczone Królestwo będzie poza unijnym wspólnym rynkiem i unią celną (we wtorek laburzyści obiecali w swoim programie przekreślenie „białej księgi” i walkę o utrzymanie zalet unijnego rynku).

Dzięki pieniądzom, które po Brexicie nie będą już dokładane do unijnego budżetu, powstanie fundusz wspólnego dobrobytu, mający zmniejszyć nierówności w poszczególnych regionach w Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej. „A co z 350 mln funtów tygodniowo na służbę zdrowia?”, odezwali się od razu na Twitterze spin doktorzy laburzystów (przeznaczanie takiej „odzyskanej” sumy z Brukseli na szpitale obiecywali przed referendum brexitowcy).

Kontrowersyjnie brzmi zapowiedź zmian w uprawnieniach osób starszych zapewniających im darmową opiekę w domu. Torysi podwyższą limit środków finansowych, jakie można posiadać, by się na nią załapać, z 23 tys. funtów do 100 tys. Ale wliczą do nich także wartość domu. Premier zapewnia, że nikt nie będzie musiał go sprzedawać, by zapłacić za opiekę. Ale po śmierci osoby starszej i sprzedaży jej domu gmina odliczy sobie jej koszty.

Manifest May zawiera jednak mniej konkretów niż ten Partii Pracy. We wtorek jej lider Jeremy Corbyn zapowiedział m.in. nacjonalizację kolei i wodociągów, podniesienie do 2020 r. płacy minimalnej do 10 funtów za godzinę, zniesienie opłat za studia wyższe oraz wyższe podatki dla najbogatszych i firm.

Artykuł publikowany w ramach współpracy medialnej Gazety Wyborczej z EURACTIV.

Źródło: Gazeta Wyborcza