Po referendum Turcja daleka od jedności

Flaga Turcji

Turecka opozycja złożyła wczoraj (18 kwietnia) wniosek o unieważnienie i powtórzenie niedzielnego referendum. Premier Binali Yildirim wykluczył jednak taką możliwość powtarzając, że wynik głosowania kończy debatę nt. zmiany systemu rządów w kraju.

 

Tymczasem UE zaapelowała do władz w Ankarze o zbadanie domniemanych nieprawidłowości i wezwała do poszukiwania możliwego konsensusu narodowego po niedzielnym referendum, które głęboko podzieliło Turcję.

Według wstępnych danych za zmianami umożliwiającymi zmianę parlamentarnego systemu rządów na prezydencki opowiedziało się bowiem 51,4 proc. głosujących. Zwolenników tego rozwiązania było o 1,25 mln więcej niż głosujących przeciwko wprowadzaniu zmian, tymczasem według opozycji co najmniej 2,5 mln kart do głosowania bezpodstawnie uznano za ważne.

>> Czytaj więcej o wynikach referendum w Turcji

Wniosek opozycji o unieważnienie referendum

Wynik niedzielnego referendum kwestionuje zarówno główne tureckie ugrupowanie opozycyjne – Partia Ludowo-Republikańska (CHP), jak i lewicowa, prokurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna (HDP). CHP formalnie zażądała wczoraj powtórzenia niedzielnego referendum ws. zmiany systemu rządów w Turcji. Według niej podczas liczenia głosów doszło do nieprawidłowości. Wiceszef tej partii Bulent Tezcan oświadczył po złożeniu tego wniosku, że głosowanie jest nieważne. „Aby zakończyć z tymi nielegalnymi działaniami, zwracamy się do Najwyższej Komisji Wyborczej, aby anulowała referendum” – powiedział.

W ocenie socjaldemokratycznego polityka, za ważne uznano karty do głosowania bez obowiązkowej pieczęci. Tezcan zarzucił centralnej komisji wyborczej, że nie zrezygnowała z nieostemplowanych kart, tylko zmieszała ważne z nieważnymi i policzyła wszystkie. Jego zdaniem teraz już niemożliwe jest ich rozdzielenie.

Jednak Najwyższa Komisja Wyborcza już dzień wcześniej uznała za niemożliwe, by niepodstemplowane karty mogły być fałszywe. Jej szef Sadi Guven oświadczył, że podjęta w ostatniej chwili decyzja o wykorzystaniu tych kart nie była czymś nadzwyczajnym, a władze w przeszłości dopuszczały taką praktykę.

Opór władz

„Pogłoski o nieprawidłowościach podczas niedzielnego referendum to puste wysiłki mające na celu przyćmienie wyników plebiscytu, w którym większość opowiedziała się za zmianą systemu rządów na prezydencki” – oświadczył we wtorek premier Binali Yildirim. Powtórzył, że „wola narodu jest jasna i została odzwierciedlona w urnach wyborczych” oraz wezwał opozycję do uszanowania wyników plebiscytu. Premier podkreślił ponadto, że „opozycja nie powinna się wypowiadać po tym, jak wypowiedzieli się ludzie”.

Możliwość unieważnienia referendum i powtórzenia go wykluczają także eksperci. Zwracają uwagę, że wszystkich członków Najwyższej Komisji Wyborczej nominowała rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), a także – że od ich decyzji nie ma odwołania.

Stan wyjątkowy co najmniej przez kolejne trzy miesiące

Turecki parlament zatwierdził wczoraj przedłużenie o trzy miesiące stanu wyjątkowego, który został wprowadzony po nieudanej próbie puczu z lipca ubiegłego roku. Dzień wcześniej decyzję w tej sprawie podjął rząd.

Stan wyjątkowy, wprowadzony w Turcji po raz pierwszy w lipcu zeszłego roku na trzy miesiące, był już dwukrotnie przedłużany (po raz ostatni w styczniu). Takie rozwiązanie pozwala na ograniczenie albo zawieszenie niektórych praw i wolności obywatelskich bez konieczności zmiany ustaw. Daje też dodatkowe, nadzwyczajne uprawnienia władzom różnych szczebli i policji, co władze uzasadniają koniecznością prowadzenia walk z kurdyjskimi bojownikami i dżihadystami z Państwa Islamskiego.

Wicepremier Turcji Numan Kurtulmus przekonywał we wtorek deputowanych, że stan wyjątkowy służy likwidacji siatki zwolenników mieszkającego w USA islamskiego kaznodziei Fethullaha Gülena. W ocenie prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana to on stoi bowiem za nieudanym puczem z 15 lipca. Gülen jednak konsekwentnie temu zaprzecza. Wicepremier przekonywał także, że stan wyjątkowy nie ma negatywnego wpływu na zwykłych obywateli. Jednak od czasu jego wprowadzenia zwolniono z pracy lub zawieszono w obowiązkach ok. 120 tys. osób, a aresztowano ponad 50 tys.

KE wzywa do zbadania domniemanych nieprawidłowości i szukania konsensusu

Rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas oświadczył wczoraj, że KE wezwała władze w Ankarze do zbadania domniemanych nieprawidłowości w niedzielnym referendum konstytucyjnym. Przypomniał, że wspólna misja OBWE i Rady Europy uznała dzień wcześniej, że procedury zastosowane w kampanii i podczas tureckiego referendum nie spełniały międzynarodowych standardów i uprzywilejowywały obóz władzy.

Rzecznik Komisji powiedział, że po dokładnej analizie stanowiska organizacji obserwujących tureckie referendum KE wzywa tureckie władze do podejmowania kolejnych kroków „bardzo rozważnie” oraz do „poszukiwania możliwie najszerszego narodowego konsensusu po referendum”. „Wzywamy też wszystkie strony do okazania powściągliwości, a władze do rozpoczęcia przejrzystego śledztwa w sprawie domniemanych nieprawidłowości stwierdzonych przez organizacje, które obserwowały wybory” – dodał Schinas. Przypomniał też wcześniejsze słowa szefa KE Jean-Claude’a Junckera o tym, że Komisja zachęca Turcję do zbliżania się do UE, a nie do odsuwania się od niej.

Schinas: Kara śmierci to „najczerwieńsza ze wszystkich czerwonych linii” 

Komisja Europejska jest zdecydowanie przeciwna przywróceniu kary śmierci w Turcji. Erdoğan już w niedzielę zapowiedział bowiem „natychmiastową dyskusję” nad przywróceniem kary śmierci w kraju i nie wykluczył kolejnego referendum właśnie w tej sprawie. Taka decyzja byłaby – jak ocenił rzecznik Komisji – przekroczeniem nie tylko czerwonej, ale „najczerwieńszej ze wszystkich czerwonych linii” i oznaczała rezygnację Turcji z członkostwa w UE. Rzecznik KE przypomniał, że odrzucenie kary śmierci jest jedną z fundamentalnych wartości UE.

PE za zawieszeniem negocjacji ws. członkostwa Turcji w UE

Tymczasem liderzy głównych frakcji w Parlamencie Europejskim domagają się zawieszenia rozmów akcesyjnych z Turcją. Głębokie zaniepokojenie wydarzeniami w Turcji wyraził szef największej frakcji w PE – Europejskiej Partii Ludowej – Manfred Weber. „Jest coraz więcej dowodów, że ścieżka obrana przez liderów tego kraju jest zła” – oświadczył w reakcji na wynik niedzielnego głosowania w Turcji. Przyznał jednak, że popiera ją większość tureckich obywateli i choć jest to większość nieznaczna, to należy tę decyzję uszanować.

Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów (S&D) – druga co do wielkości frakcja w PE – domaga się od państw członkowskich Unii przygotowania kroków koniecznych do zawieszenia negocjacji ws. członkostwa Turcji w UE. „Europa nie może odwracać wzroku i być cicho” – stwierdził szef S&D Gianni Pittella. Holenderska socjaldemokratka, sprawozdawczyni ds. Turcji w PE Katia Piri zastrzegła natomiast, że po zmianie konstytucji zatwierdzonej w niedzielnym referendum Turcja nie może przystąpić do UE.

Negatywnie ocenili wynik tureckiego referendum również liberałowie w PE zwracając uwagę na nieprawidłowości, do których doszło w czasie głosowania. Szef Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy Guy Verhofstadt uznał, że zaproponowane w konstytucji zmiany „nie tylko przyznają prezydentowi Erdoğanowi autorytarną władzę, ale zakłócają demokratyczny system wzajemnej kontroli władz w Turcji”.

Długa droga Turcji do UE

Turcja od 1963 r. jest członkiem stowarzyszonym wspólnot europejskich, a formalną aplikację o unijne członkostwo złożyła w 1987 r. W 1999 r. uznano ją za oficjalnego kandydata do UE, a negocjacje akcesyjne podjęto w 2005 r. Przez kilka lat były one jednak zamrożone i wznowiono je dopiero ostatnio – po porozumienia z Ankarą ws. powstrzymania napływu uchodźców i migrantów do Europy. Jednak po lipcowej próbie puczu rozmowy praktycznie znów wstrzymano.

Tymczasem Erdoğan już od dawna powtarza, że Turcja nie musi się przejmować Brukselą i za wszelką cenę dążyć do członkostwa w UE. W listopadzie zeszłego roku wskazał nawet alternatywę: Szanghajską Organizację Współpracy (do utworzonej w 1996 roku organizacji należy sześć państw: Chiny, Rosja, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan). W ocenie prezydenta Turcji przystąpienie do tej azjatyckiej organizacji może być łatwiejsze, a równie pomocne w rozwoju państwa.