Niepodległość Katalonii zawieszona

Carles Puigdemont, źródło: euractiv.com [Handout photo EPA]

Szef rządu Katalonii Carles Puigdemont zwrócił się wczoraj (10 października) wieczorem do katalońskiego parlamentu o mandat do ogłoszenia niepodległości, ale jednocześnie zaproponował deputowanym zawieszenie skutków deklaracji niepodległości i rozpoczęcie rozmów z rządem Hiszpanii. Madryt uznał tę decyzję za niedopuszczalną, skrytykowali ją także opozycyjni politycy w katalońskim parlamencie.

 

We wtorek podpisana została również „deklaracja przedstawicieli Katalonii”, która głosi, że odzyskuje ona „pełną suwerenność”. Nie wiadomo jednak czy ten dokument ma moc prawną.

Puigdemont: Mediacja zamiast niepodległości

„Jako szef Generalitat (rządu Katalonii) przyjmuję mandat od obywateli, by Katalonia stała się niezależnym państwem w formie republiki” – ogłosił Carles Puigdemont dziewięć dni po referendum ws. niepodległości tego regionu Hiszpanii. Jednocześnie zaproponował, by regionalny parlament zawiesił skutki deklaracji niepodległości, by rozpocząć „racjonalny dialog i mediację” z rządem w Madrycie i „wypracować uzgodnione rozwiązanie”. Puigdemont oświadczył, że jego działanie jest gestem „wspaniałomyślności i odpowiedzialności”.

Puigdemont: Ta decyzja jest konsekwencją referendum niepodległościowego

W wystąpieniu, które rozpoczęło się z ponadgodzinnym opóźnieniem, Puigdemont uspokajał tych obywateli, którzy „się boją” i zapewniał, że rząd regionalny zawsze będzie się liczył z 7,5 mln Katalończyków. „Nigdy nie zgodzimy się we wszystkim, ale rozumiemy, że jedyną drogą, by pójść naprzód, jest demokracja i pokój” – zapewnił. Dodał, że wszystko co ogłosił w katalońskim parlamencie, nie jest jego „osobistą decyzją, ale rezultatem referendum z 1 października”.

Według regionalnego rządu katalońskiego w referendum niepodległościowym z 1 października, uznanym przez władze Hiszpanii za nielegalne, 90,18 proc. głosujących opowiedziało się za niepodległością regionu. Do urn poszło ok. 2,28 mln osób spośród 5,3 mln uprawnionych.

Część swojego wystąpienia w katalońskim parlamencie Puigdemont wygłosił po hiszpańsku. Zaapelował w niej do obywateli całego kraju o „podjęcie wysiłku, by zrozumieć powody” obecnej sytuacji Katalończyków i ich decyzji. „Nie jesteśmy szaleńcami czy puczystami (…). Nie mamy nic przeciwko Hiszpanii. Wręcz przeciwnie, chcemy, byśmy się lepiej rozumieli” – przekonywał.

Przypomniał przy tym, że Katalonia 18 razy występowała do władz centralnych o zgodę na przeprowadzenie referendum niepodległościowego i za każdym razem odpowiedź Madrytu była „zdecydowanie negatywna, bezwzględna i połączona z prześladowaniami katalońskich instytucji”. „Jedyne, czego chcieliśmy, to referendum w stylu szkockim, w którym obie strony mogły zająć stanowisko” – wyjaśniał szef rządu w Barcelonie.

Apel Tuska o dialog Barcelony z Madrytem

Kilka godzin przed wystąpieniem Puigdemonta, szef Rady Europejskiej Donald Tusk zaapelował do katalońskiego przywódcy, żeby nie podejmował decyzji o ogłoszeniu niepodległości regionu.  „Kilka dni temu poprosiłem premiera Hiszpanii (Mariano) Rajoya, żeby poszukał rozwiązania problemu bez użycia siły, żeby szukał dialogu, ponieważ siła argumentów jest zawsze lepsza niż argumenty siły” – przypomniał Tusk. „Dziś apeluję do pana, aby respektować (…) porządek konstytucyjny i nie ogłaszać decyzji, która mogłaby sprawić, że taki dialog będzie niemożliwy” – powiedział szef RE, adresując swoje słowa do premiera Katalonii.

Odwołał się przy tym do swoich osobistych doświadczeń jako Kaszuba, czyli członka mniejszości etnicznej w Polsce.  „Apeluję do pana nie tylko jako szef Rady Europejskiej, ale jako osoba, która mocno wierzy w motto UE: zjednoczeni w różnorodności. (Apeluję) jako członek mniejszości etnicznej i regionalista, jako człowiek, który wie, jak to jest być uderzonym policyjną pałką, jako były premier wielkiego, europejskiego kraju. W skrócie – jako ktoś, kto rozumie i czuje argumenty oraz emocje wszystkich stron” – powiedział Tusk polskim dziennikarzom w Brukseli.

W jego ocenie różnorodność nie musi i nie powinna prowadzić do konfliktu, którego konsekwencje byłyby złe dla Katalonii, Hiszpanii i całej Europy. „Powinniśmy dbać o jedność zarówno państw narodowych, jak i całej UE” – podkreślił szef RE.

Madryt: Deklaracja katalońskiego rządu niedopuszczalna

Rząd Hiszpanii, który dotychczas konsekwentnie wykluczał rozmowy z rządem w Barcelonie, uznał deklarację Puigdemonta o odroczonej niepodległości regionu za „niedopuszczalną”. Rząd nie akceptuje sytuacji, która „uprawomocniłaby zakazane katalońskie referendum” lub „implikowaną” w deklaracji Puigdemonta niepodległość tego regionu – podały media powołując się na przedstawiciela rządu Mariano Rajoya.

Wcześniej hiszpański premier zagroził tymczasowym zawieszeniem autonomii regionu, jeśli Katalonia jednostronnie ogłosi niepodległość. Obserwatorzy podkreślają, że byłby to pierwszy przypadek wykorzystania art. 155 hiszpańskiej konstytucji od czasu przywrócenia demokracji w tym kraju. Artykuł ten pozwala na „przyjęcie niezbędnych środków, by zobowiązać (region) do przymusowego przestrzegania obowiązków” wynikających z konstytucji.

Reakcja parlamentarnej opozycji

Opozycja zaatakowała szefa katalońskiego rządu tuż po jego wystąpieniu. Ines Arrimadas -rzeczniczka drugiej co wielkości w lokalnym parlamencie centrowej, liberalnej partii Ciudadanos – nazwała jego wystąpienie „zamachem”. „Politycznemu projektowi” Puigdemonta zarzuciła także brak poparcia w UE.

„Nikt w Europie nie popiera tego, co pan właśnie zrobił, panie Puigdemont” – oświadczyła zwracając się do premiera regionalnego rządu. „Zdołał pan nawet zepsuć pokojowe relacje między Katalończykami” – cytują jej słowa media. Arrimadas podkreśliła przy tym, że większość mieszkańców regionu czuje się jednocześnie Katalończykami, Hiszpanami i Europejczykami, którzy nie pozwolą na to, żeby regionalni politycy „złamali im serce”.

Deklaracja przedstawicieli Katalonii

Przyjęta wczoraj „Deklaracja przedstawicieli Katalonii” głosi, że „z dniem dzisiejszym Katalonia odzyskuje pełną suwerenność”. „Wzywamy wszystkie państwa i organizacje międzynarodowe do uznania republiki Katalonii za państwo niepodległe i suwerenne. Wzywamy kataloński rząd do podjęcia wszelkich niezbędnych działań, by tę deklarację niepodległości uczynić możliwą i w pełni efektywną ” – cytują tekst dokumentu media.

Reuters zwraca jednak uwagę, że nie wiadomo, jaką wartość prawną będzie miała ta deklaracja, skoro ogłaszając niepodległość w parlamencie Puigdemont zaapelował do deputowanych o jej odroczenie o kilka tygodni. Potem szef katalońskiego rządu wspólnie z innymi lokalnymi politykami podpisał jednak dokument, w którym ogłoszono niepodległość Katalonii od Hiszpanii.

Federalna Republika Iberyjska?

Tymczasem również wczoraj lider separatystycznego ruchu Andaluzji Pedro Altamirano zapowiedział, że 4 grudnia ten hiszpański region ogłosi niepodległość. W składzie przyszłego państwa andaluzyjskiego miałaby się znaleźć także część terytorium Portugalii, a nawet Maroka. „Być może w przyszłości będziemy mogli cieszyć się wspólnym państwem na Półwyspie Iberyjskim, republiką federalną wszystkich narodów zamieszkujących ten region Europy” – powiedział hiszpański pisarz, który przewodzi andaluzyjskim separatystom z tzw. Narodowego Zgromadzenia Andaluzji (ANA).

Altamirano potwierdził tę informację w portugalskich mediach przyznając, że deklaracja niepodległości będzie na początku symboliczna, ale może stanowić punkt wyjścia „do tworzenia nowego tworu państwowego”. Według niego, w skład niepodległej Andaluzji wchodzić miałyby nie tylko aktualne tereny obecnego autonomicznego regionu Hiszpanii, ale również portugalskie Alentejo i Algarve, a także marokański region Rif (region górskiego pasma Atlasu, z którego pochodzi niemal połowa światowej produkcji haszyszu).

W lizbońskim radiu TSF szef andaluzyjskiej organizacji separatystycznej przyznał, że „wirtualna” w pierwszych latach niepodległość będzie jednak początkiem pomysłu na kraj, który w przyszłości przekształci się w uznany „twór państwowy”. Zastrzegł jednak, że utworzenie nowego państwa na południu Hiszpanii i Portugalii oraz północno-zachodniego Maroka, zależy od decyzji ws. niepodległości Katalonii.