Brigitte, żona Emmanuela Macrona będzie pierwszą damą bez dworu

Brigitte i Emmanuel Macron

Para prezydencka Francji, Brigitte i Emmanuel Macron Źródło: Chocolat Guérin-Boutron via Flickr.com

Nowa pierwsza dama Francji chciałaby być tak aktywna i charyzmatyczna jak Michelle Obama. Co na to Francuzi?

 

Artykuł publikowany w ramach partnerstwa medialnego Gazety Wyborczej z EurActiv.

– Brigitte nie będzie na dalszym planie, nie będzie schowana. Będzie u mego boku, bo zawsze była – mówił Emmanuel Macron na wiecu wyborczym w marcu. – Konieczne jest, by osoba, która z tobą mieszka, miała określoną rolę. Mam nadzieję, że rola [pierwszej damy] będzie zdefiniowana; będę chciał, by zostało to wypracowane – podkreślał w wywiadzie dla telewizji TF1.

Od minionej niedzieli Macron urzęduje jako ósmy prezydent V Republiki.

Status i obowiązki pierwszej damy we Francji nie są określone w przepisach, a jej wydatki do tej pory były uwzględniane przez Pałac Elizejski. Macron zamierza to zmienić. Chce zdefiniować prawnie rolę pierwszej damy, przydzielić jej pracowników i określić budżet (takie rozwiązanie istnieje np. w USA). Nie zamierza jednak wprowadzać pensji dla małżonki.

Wielokrotnie też sugerował, że będzie pełniła aktywną funkcję, a nie tylko pojawiała się u jego boku na oficjalnych uroczystościach. Jako była nauczycielka łaciny, francuskiego i dramaturgii mogłaby się zająć sprawami związanymi z edukacją, ale też problemami osób niepełnosprawnych i kulturą.

– Rola, jaką odgrywała Michelle Obama, bardzo odpowiadałaby Brigitte Macron – mówiła w rozmowie z francuskim Huffington Post Alix Bouilhaguet, autorka książki o partnerach tegorocznych kandydatów na prezydenta.

Francuzi chcą pierwszej damy bez dworu

Problem w tym, że tej rewolucji w Pałacu Elizejskim nie bardzo chcą Francuzi.

Według opublikowanego w maju sondażu YouGov dla Huffington Post aż 68 proc. respondentów sprzeciwia się utworzeniu oficjalnego stanowiska pierwszej damy (lub męża) i temu, by dysponowała osobnymi środkami. 49 proc. chce, by partnerka prezydenta pełniła podobną funkcję jak dotychczas; 29 proc. – większą; 23 proc. – mniejszą.

To stanowisko jest raczej niezmienne. W sondażu Ifop z ubiegłego roku zaledwie 31 proc. Francuzów chciało, by status pierwszej damy był sformalizowany. Opinii publicznej nie bardzo podobało się m.in. to, że Valérie Trierweiler, partnerka Francoisa Hollande’a, z którą mieszkał na początku prezydentury w Pałacu Elizejskim, zatrudniła kilka osób, a w 2013 r. jej wydatki kosztowały podatników 482 tys. euro.

Zaangażowana „Bibi” – najlepszy przyjaciel i strateg Macrona

To, że Francuzi nie chcą zmiany roli pierwszej damy, nie oznacza jednak, że jej nie lubią – według sondażu YouGov 49 proc. badanych ma pozytywną opinię o 64-letniej Brigitte Macron.

Zawsze uśmiechnięta i energiczna „Bibi”, jak nazywa ją pieszczotliwie mąż, zrezygnowała w 2015 r. z pracy w prestiżowym katolickim liceum w Paryżu, by zaangażować się w pełni w rozwój jego kariery politycznej. Była obecna na jego wiecach, redagowała jego przemowy i śledziła wszystko, co pojawiało się o nim w mediach.

– Jest moim najlepszym przyjacielem – mówił o niej we francuskim „Vanity Fair”.

Magazyn „L’Obs” nazwał ją głównym strategiem Macrona. A Caroline Derrien, współautorka książki o parze prezydenckiej „Les Macron”, twierdzi, że tylko ona odważa się krytykować męża.

Niektórzy zastanawiają się jednak, czy nie będzie miała zbyt dużego wpływu na politykę. A złośliwi twierdzą, że Macron jest pod jej pantoflem.

– Proszę nie prowadzić ze mną gry. Nie mamy tu relacji nauczyciel – uczeń – odgryzała mu się w trakcie debaty telewizyjnej Marine Le Pen, nawiązując do tego, że Macron był uczniem Brigitte w prowadzonym przez jezuitów liceum w Amiens (jego klasową koleżanką była córka „Bibi”).

Brigitte obala tabu i z klasą znosi docinki

A jaką pierwszą damą chce być Brigitte?

Zapyta przez autorki książki „Les Macron”, Caroline Derrien i Candice Nedelec, o to, która z poprzedniczek w Pałacu Elizejskim mogłaby być dla niej inspiracją, odparła, że Carla Bruni-Sarkozy: – Dobrze wykonywała swoje obowiązki (…). Była bardzo krytykowana, ale się tym nie przejmowała i znosiła wszystko z wielką klasą.

Brigitte również znosi docinki – głównie dotyczące jej wieku – z klasą. Satyryczny magazyn „Charlie Hebdo” zamieścił niedawno na okładce karykaturę: Brigitte w ciąży, obok Macron, a podpis głosi: „On będzie czynił cuda”.

– Gdybym to ja był 20 lat starszy od mojej żony, nikt, nawet przez sekundę, nie miałby wątpliwości, że mógłbym być [bliskim partnerem]. Właśnie dlatego, że to ona jest o 20 lat starsza ode mnie, wiele osób sądzi, że ta relacja jest niemożliwa – mówił Macron w wywiadzie dla „Le Parisien”.

Wiele osób staje w obronie pary. „Brigitte obala tabu” – napisał dziennik „Le Monde”.

Pani Macron pozuje fotografom w kostiumie kąpielowym, nosi skórzane legginsy, spódnice przed kolana, sportowe tenisówki – bo niby czemu po sześćdziesiątce miałaby tego nie robić? A jej stylem już zaczęły się zachwycać zachodnie magazyny mody. Niektórzy publicyści twierdzą nawet, że różnica wieku może być zaletą Macrona: bo skoro był w stanie poderwać o 24 lata starszą od siebie mężatkę, to może podbić i Francję.

W obronie Brigitte stanęła także jej córka, 32-letnia Tiphaine Auziere, prawniczka, która z list La Republique En Marche (partia wyrosła ze stworzonego przez Macrona ruchu En Marche!) będzie startowała w czerwcowych wyborach do Zgromadzenia Narodowego. Tiphaine twierdzi, że krytyka bierze się stąd, iż ludzie po prostu zazdroszczą jej matce młodszego męża.

Źródło: Gazeta Wyborcza