Visegrad EU portals : EurActiv.pl | EurActiv.hu | EurActiv.cz | EurActiv.sk |
Logo EurActiv.sk
  • O nas
  • Newsletter

Dominique Moïsi: UE powinna zająć stanowisko w sprawie Romów

(en)
Fot. EurActiv.com

22.09.2010
Rozmowa EurActiv.com z Dominique'iem Moïsi, założycielem i doradcą IFRI (Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych)

Reklama

- Co sądzi Pan o kontrowersjach, jakie dzielą nie tylko Francję i Rumunię w europejskim kontekście? Czy Europa zajęła w tej sprawie stanowisko i odgrywa swoją rolę?

- Europa w dość wyraźny sposób zajęła krytyczne stanowisko w stosunku do Francji. Rada Europy dość jasno skrytykowała środki, podjęte w ostatnich tygodniach przez Nicolasa Sarkozy'ego. Ale można się było spodziewać zwołania specjalnego posiedzenia Unii Europejskiej na temat traktowania imigrantów w ogóle, a w szczególności Romów.

- Włochy również pragną wydalić Romów ze swojego terytorium, a zły przykład jest ponoć najbardziej zaraźliwy. Czy sądzi Pan, że Unia Europejska powinna interweniować, by uniknąć tego rodzaju nieodpowiednich działań?

- Tak sądzę. Podobieństwo stanowisk między Berlusconim i Sarkozym nie jest rzeczą dziwną. Trudno zresztą osądzić, kto kogo inspiruje w tej sprawie.

- Czy zgadza się Pan z opinią, że w działaniach Sarkozy'ego wobec Romów dominuje kontekst wewnętrzny?

- Tak. Sarkozy czuje, że istnieje wrażliwy temat, który może wykorzystać mając po swojej stronie większość Francuzów.

- Ale część prawicy nie popiera Sarkozy'ego…

- To prawda. Część tradycyjnie chrześcijańsko-demokratycznych elit uważa, że populistyczna postawa Nicolasa Sarkozy'ego jest niemoralna i że nie można tak grać na ludzkich emocjach. Ale większość Francuzów i wyborców Nicolasa Sarkozy'ego popiera te posunięcia. Nie oznacza to jednak, że staje się on ponownie bardziej popularny. Istnieje przepaść między popularnością tych środków a niepopularnością samego prezydenta.

- Sarkozy przyjął błędną strategię?

- Jestem o tym głęboko przekonany. Myślę, że gra z ogniem. Izoluje się od międzynarodowej opinii publicznej i wchodzi na delikatny teren, należący do Frontu Narodowego i jego przedstawicieli. Sądzę, że podjął wielkie ryzyko.

- Czy sądzi Pan, że Bułgaria i Rumunia, których obywatele podlegają tym ekspulsjom, reagują zbyt ostrożnie?

- Kraje te są ostrożne z wielu powodów. Po pierwsze, nie mogą udzielać Francji lekcji z etycznego traktowania Romów, ponieważ one same źle traktują Romów u siebie. Jeśli przyjrzymy się, jaki procent budżetu przeznaczany jest na Romów, to zobaczymy, że segregacja Romów zaczyna się w Rumunii i Bułgarii, a dopiero potem mamy z nią do czynienia we Francji.

- Sekretarz stanu ds. europejskich, Pierre Lellouche, zagroził, że nie zgodzi się na wejście Rumunii do Strefy Schengen, jeśli kraj ten nie podporządkuje się woli Paryża. Czy uważa Pan to za normalne?

- To prawda, że Bułgaria i Rumunia, choć ta druga w mniejszym stopniu, nie zachowują się w  rygorystyczny sposób i nie przestrzegają europejskich reguł gry. Inną sprawą jest to, czy mają do tego odpowiednie środki i wolę.  Ale czy należy publicznie grozić rządom Rumunii i Bułgarii, że nie będą mogły wejść do Strefy Schengen? Wydaje się, że potrzeba tu więcej dyplomacji, a mniej demagogii.

- Jakie lekcje powinna z tego wyciągnąć Unia Europejska? Wspomniał Pan o Radzie Europy, ale istnieje również Komisja Europejska…

- …ale jest ona dziś głęboko podzielona i osłabiona. Komisja czuje też, że jeśli chodzi o zasady etyczne stanowisko Francji i Włoch jest niebezpieczne i nie może zostać zaakceptowane w przypadku kontynentu, który na pierwszym miejscu stawia prawa moralne i wsparcie dla najsłabszych. Jest jednak również świadoma, że w tej fazie, trudnej pod względem ekonomicznym, większość europejskiej opinii publicznej, a nie tylko francuskiej,  popiera de facto środki podjęte przez prezydenta Sarkozy'ego. W Europie rośnie kultura strachu, miejsca pracy przenoszą się do Azji, dlatego też Europa chce się zamknąć na imigrantów. A najbardziej widoczni i najsłabsi są właśnie Romowie.

- W drugiej Komisji Europejskiej pod przewodnictwem Barroso po raz pierwszy jest komisarz odpowiedzialny za prawa podstawowe i obywatelstwo, Viviane Reding. A jednak nie widać jej, a Barroso nie ośmiela się zmierzyć z Sarkozym w tej sprawie…

- Tak. Ale w czasie swojego pierwszego mandatu Barroso nie przeszedł do historii jako człowiek dysponujący ogromną odwagą polityczną. W przeciwnym wypadku nie zostałby zresztą ponownie wybrany. W dużym stopniu swoją reelekcję zawdzięcza Nicolasowi Sarkozy'emu. Można więc zrozumieć jego milczenie, choć jest ono godne ubolewania.

Rozmawiał Georgi Gotev

© 2003-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone

Technologia i Design MONOGRAM Technologies

to_top