Visegrad EU portals : EurActiv.pl | EurActiv.hu | EurActiv.cz | EurActiv.sk
Logo EurActiv.sk
  • O nas
  • Newsletter

Reklama

Alexander Lambsdorff: Traktat Lizboński nie przybliżył akcesji Turcji

(de)
Alexander Lambsdorff/ fot. Michael Kaczmarek

30.11.2009
Alexander Lambsdorff, wiceprzewodniczący frakcji liberalnej w Parlamencie Europejskim mówi w wywiadzie dla EurActiv.de o szansach i zagrożeniach wynikających z wejścia w życie Traktatu z Lizbony.

Reklama

Traktat Lizboński przynosi wiele zmian natury personalnej i instytucjonalnej. Po raz pierwszy możliwe będzie zgłoszenie europejskiej inicjatywy obywatelskiej. Czy dzięki temu instrumentowi prawnemu obywatele UE mają szansę w przyszłości zdziałać coś na poziomie unijnym?

Europejska inicjatywa obywatelska to dobry instrument, ale należy go oceniać realnie. Jeśli ktoś wiąże z nim utopijne oczekiwania, rozczaruje się. To tylko inicjatywa obywatelska a nie obywatelska decyzja. Sformułowania te są z prawnego punktu widzenia odrębne, ale mogą uzyskać istotne znaczenie polityczne. Jeśli jakąś inicjatywę poprze milion lub więcej obywateli Europy, wówczas jej organy – niezależnie czy to Rada czy komisja Europejska -  nie będą mogły jej zignorować.

Liberałowie już teraz zebrali ponad milion podpisów pod inicjatywą „one seat“, której celem jest zakończenie bezsensownego podróżowania pomiędzy Strassburgiem a Brukselą. Jestem ciekaw, w jaki sposób unijne organy zajmą się tym tematem. Niebezpieczne i niedemokratyczne byłoby, gdyby inicjatywa została odrzucona, tylko z tego powodu, że wystartowała przed wejściem w życie odpowiedniej unijnej regulacji. […]

Wraz z wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego przybliżyły sie również dalsze rozszerzenia wspólnoty. Czy zgadza się Pan, że Chorwacja i Islandia powinny zostać przyjęte do unii możliwie szybko?

Chorwacja i Islandia to dwa całkowicie odmienne przypadki. Chorwacja w wielu zakresach, np. w wymiarze sprawiedliwości ma jeszcze do wykonania zadania domowe. Mimo to uważam za bardzo realne przyjęcie tego kraju do UE w ciągu kilku najbliższych lat, ponieważ bardzo duża jest również gotowość unii na integrację Chorwacji.

W przypadku Islandii nie widzę żadnych przeszkód dla szybkiej integracji z UE. Islandia jest częścią Europejskiej Przestrzeni Gospodarczej i stosuje już i tak 80 proc. unijnego prawa. Nie można zapominać też o tym, ze Islandia ma mniej mieszkańców niż Wuppertal i nie ruszy UE z posad. Jeśli uda się dojść do porozumienia w kwestii polityki rybołówstwa, szybko nastąpi rozszerzenie. Ale wejście Islandii także musi być dobrze przygotowane. Kilka lat to w tym wypadku również realny okres. 

A jak wygląda kwestia rozszerzenia UE o inne państwa Zachodnich Bałkanów?

W wypadku innych państw Zachodnich Bałkanów sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Perspektywę integracji europejskiej otwarto dla całego regionu w 2003 r. Tamtejsze kraje znajdują się jednak w różnych stadiach rozwoju. Największy niepokój wzbudza Bośnia-Hercegowina. Tam nie utrwaliła się jeszcze państwowość. Czarnogóra i Kosowo dopiero niedawno uzyskały niepodległość. W przypadku Macedonii komisja zaproponowała otwarcie oficjalnych negocjacji akcesyjnych. Albania przeżyła właśnie wybory narodowe zakończone bojkotem parlamentarnym. To bardzo niejednorodny region. W przypadku wszystkich tych krajów mówimy o integracji europejskiej w średnio- i długoterminowej perspektywie.

Grecki premier Giorgos Papandreou opowiada się za wprowadzeniem do UE Serbii i innych państw Zachodnich Bałkanów do 2014 r. Czy uważa Pan ten termin za realny?

Po pierwsze, termin ten jest kompletnie nierealny. Po drugie, każdy kto podaje konkretne terminy popełnia ciężki błąd. Wszystkie trzy unijne instytucje – Rada, Parlament i Komisja – zobowiązały się, nie podawać publicznie żadnych dat. Może to bowiem być przyczyną presji nieodzwierciedlającej ani obiektywnej zdolności danego kraju do integracji z UE, ani też zdolności UE do rozszerzenia. Gdy rozszerzenie nie nastąpi w podanym terminie, doprowadzi to do okropnej frustracji i rozczarowania w kandydującym kraju. Chorwaci mogą wiele na ten temat powiedzieć. […]

Jaki jest Pana stosunek do wejścia Turcji do UE?

Kraj ten nadal jest daleki od uzyskania integracyjnej zdolności. Także unia nadal daleka jest od gotowości na przyjęcie Turcji do swojego grona. Turcja ma poziom dobrobytu mniej więcej o połowę niższy od krajów, które weszły do UE w 2004 r., ale ze swoimi 70 milionami mieszkańców liczy praktycznie tyle samo obywateli co dziesięć ówczesnych nowych krajów członkowskich. Unia nie udźwignęłaby tego ani finansowo, ani też instytucjonalnie. Także  politycznie jest to niemożliwe, gdyż nasi obywatele i obywatelki są wyjątkowo krytyczni wobec przyjęcia Turcji. Dotyczy to nie tylko Niemiec, ale także Holandii, Austrii, Belgii czy Francji.

Dlatego potrzebujemy wobec Turcji polityki, która traktowałaby ten kraj z należytym szacunkiem nie wzbudzając jednocześnie nierealnych nadziei. Oczywiście nie można też podawać żadnych możliwych terminów akcesji. Zamiast tego należy sprawdzić, czy nie ma innych rozwiązań poza pełnym członkostwem.

Czy zatem po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego akcesja Turcji nadal przekraczać będzie możliwości UE?

Traktat z Lizbony utrzymał fikcję równego członkostwa dla wszystkich państw UE, mimo iż poprzez opcje „Opt-out“ Wielkiej Brytanii, Polski i Irlandii pierwsze kroki w tym zakresie zostały już poczynione. Pod Lizboną akcesji Turcji jednak zwyczajnie nie podołamy. Jeśli jednak kiedyś podpisany zostałby kolejny traktat dopuszczający różne stopnie unijnego członkostwa, wówczas można byłoby Turcje lepiej związać z Europą, a i Wielka Brytania nie musiałaby dalej być pełnym członkiem UE. W tym scenariuszu awangarda państw członkowskich mogłaby ze sobą ściślej współpracować. Możliwość równych poziomów członkostwa w UE nie została jednak zapisana w Traktacie Lizbońskim. […]

Rozmawiał: Michael Kaczmarek (EurActiv.de)

Opens external link in new windowPrzeczytaj pełną wersję rozmowy w języku niemieckim

© 2003-2010 Wszelkie prawa zastrzeżone

Technologia i Design MONOGRAM Technologies

to_top