Reklama
Azarow, który przebywał w ubiegłym tygodniu z dwudniową wizytą w Brukseli, powiedział, że jego kraj nie domaga się „bonifikat“ ani „uprzywilejowanych udziałów“ w importowanym rosyjskim gazie. Podkreślił jednak, że obecna umowa podpisana przez jego poprzedniczkę Julię Tymoszenko jest „niesprawiedliwa”.
Ukraina i Rosja, po sporze cenowym między tymi krajami, który podczas mroźnej zimy na dwa tygodnie pozbawił Unię Europejską gazu, podpisały w styczniu 2009 10-letnią umowę na dostawy tego surowca.
Rosja nie chce rewizji porozumienia. „Dlaczego?”, pytał w Brukseli Azarow. Ponieważ jego zdaniem jest ono dla Moskwy korzystne i zyskowne. Z kolei Ukraina domaga się renegocjacji umowy, gdyż dla niej jest ona niekorzystna. Jak długo ma obowiązywać porozumienie, które jeden partner uważa za zyskowne a drugi za bardzo niekorzystne, pytał retorycznie premier Ukrainy. Azarow uważa, że coś z tą umowa trzeba zrobić, gdyż jest sprawą oczywistą, że jest ona nie do zrealizowania.
Szef ukraińskiego rządu wypowiedział się także przeciwko planom budowy gazociągu południowego. Celem tego projektu pilotowanego przez Gazprom jest ominięcie Ukrainy.
Wizyta Azarowa traktowana była jako przygotowanie do szczytu Ukraina-UE, który odbędzie się 22 listopada. Podczas pobytu w Brukseli Azarow powtórzył, że celem jego kraju pozostaje integracja europejska. Jjednak Kijów nie zamierza ubiegać się o wejście do UE, póki zaplanowane reformy nie stworzą ku temu odpowiednich warunków. Ukraiński premier ma nadzieje, że pierwszym krokiem na drodze do unii będzie zawarcie w pierwszej połowie 2011 r. umowy o wolnym handlu z UE.
Azarow dodał, że nie widzi trudności w równoczesnym rozwoju stosunków z UE i Rosją. Jak podkreślił, Ukraińcy są ufnym partnerem i mają taki sam stosunek do Rosja jak do UE.
Premier Ukrainy zaprzeczył zarzutom, że jego kraj po niedawnej reformie konstytucyjnej cofa się w rozwoju w kierunku państwa autorytarnego. Odpowiadając na pytanie EurActiv dotyczące wolności prasy, stwierdził, że nie robiłby dramatu z faktu, iż od czasu do czasu ukazują się „tendencyjne artykuły”. Jego zdaniem są one widocznie zlecane przez jego przeciwników politycznych. (tmw)












