Reklama
Dziś leżący zaledwie 14 km od wybrzeża Hiszpanii kraj to modelowy przykład wdrażania reform demokratycznych w całym regionie Maghrebu i szerzej – w świecie islamu. Dzieje się to za sprawą króla Mohammeda VI, syna zmarłego w 1999 r. Hassana II. 47-letni dziś Mohammed VI, nazywany przez swoich poddanych skrótowo M6, jako zwolennik przemian, liberalizuje ustrój, zrywając z tradycją autorytarnej władzy swego ojca.
Hassan II również chciał bliskich więzi z Europą, jednak w polityce wewnętrznej stosował represje i tortury. Z inicjatywy Mohammeda VI w Maroku trwa proces rozliczenia monarchii z tej niechlubnej przeszłości.
Obecnie w dużych marokańskich miastach działają silne media, takie jak prywatne radio Aswat (Głosy) z siedzibą Casablance. - W naszym radiu głos mają wszyscy, od członków rządu po islamistów – mówi dyrektor rozgłośni, Thami Ghorfi. Już w 1999 r. odbyły się wolne wybory, ale dopiero te z 2002 r. odbyły się przy równym dostępie do mediów publicznych dla wszystkich partii.
Marokańczycy, którzy chlubią się od dwóch lat swoim „zaawansowanym statusem” w stosunkach z Brukselą. Oznacza to, iż kraj ten jest więcej, niż partnerem UE, ale mniej, niż jej członkiem. - Zgodnie z wolą i ambicjami młodego króla, Maroko chce przejąć jak najwięcej unijnego dorobku prawnego. Nasze zbliżenie ma jednak swoje granice. Afrykańskie królestwo nigdy nie zostanie członkiem Unii – podkreśla Eneko Landaburu, szef delegacji UE w Rabacie.
Ten hiszpański Bask, prawnik z wykształcenia, był dyrektorem generalnym dyrekcji generalnej do spraw rozszerzenia UE w czasach, gdy wejście do Wspólnoty negocjowała Polska wraz dziewiątką innych krajów naszego regionu. Zasłynął wówczas jako surowy negocjator, który groził nam sankcjami za opóźnienia w przygotowaniach do członkostwa. Według brukselskich ekspertów, Guenther Verheugen i Eneko Landaburu - świadomie czy w sposób naturalny - dzielili się rolami. Komisarz ds. poszerzenia UE był bardziej „polityczny” i raczej chwalił kandydatów, oferując im „marchewkę” w postaci dostępu do unijnych funduszy. Natomiast bardziej „techniczny” dyrektor generalny wymachiwał często „kijem” w postaci klauzul ochronnych.
W Rabacie Landaburu wyraźnie złagodniał. - Marokańczycy są przywiązani do swojego króla i swojej religii. Dlatego też europejski model nie może tu funkcjonować, nie chcemy im go narzucać. Nie można tu stosować skandynawskich kryteriów demokracji. Kraje leżące nad Morzem Śródziemnym, takie jak Hiszpania, czy Włochy lepiej rozumieją miejscową rzeczywistość. Nie chcemy w tym kraju rewolucji i dojścia do władzy islamistów. Nie oznacza to jednak, że wspieramy reżim, czy rezygnujemy z promocji naszych europejskich wartości, takich jak prawa człowieka i mniejszości narodowych – podkreśla były negocjator naszego członkostwa w lśniącej nowością sali konferencyjnej unijnej misji.
Postęp jest dostrzegalny. - Od kilku lat w Maroku kobiety mają zagwarantowane 10 procent spośród 325 miejsc w parlamencie - mówi M'barka Bouaida, jedna z najmłodszych parlamentarzystek, przewodnicząca Komisji Spraw Zagranicznych, pochodząca z Sahary Zachodniej. I dodaje, że m.in. dzięki zbliżeniu z UE rewolucyjne zmiany zaszły też w kodeksie rodzinnym, nadającym kobietom po raz pierwszy szereg praw osobistych i majątkowych, co czyni ten kraj jednym z najbardziej postępowych wśród państw arabskich.
Ten piękny kraj, żyjący głównie z turystyki, przypomina dziś wielką budowę. - W Maroku istnieje wąska, dobrze wykształcona elita, która kończyła szkoły we Francji, Hiszpanii czy USA. To ona chce zmieniać kraj, zgodnie z wolą króla. Ale istnieje też inne Maroko, kraj, w którym 40 proc. ludzi to analfabeci, a co dziesiąty mieszkaniec żyje w nędzy na wsi lub w tzw. bidons villes”w dużych miastach. Ta społeczna przepaść stanowi pożywkę dla ekstremistów – mówi Landaburu.
Marokańczycy mają się jednak też czym pochwalić – Nasz kraj od kilku lat spełnia wszystkie kryteria z Maastricht – mówi Abdellatif Bennani, dyrektor ds. budżetu w ministerstwie gospodarki. I dodaje, że światowy kryzys finansowy ominął jego kraj, czego dowodem jest fakt, iż w tym roku wzrost gospodarczy ma tam przekroczyć 5 proc. - Chcemy w jak największym stopniu zbliżyć nasze instytucje do instytucji unijnych – dodaje Mohamed Doubi Kadmiri, odpowiedzialny za tzw. współpracę bliźniaczą z UE.
Z kolei Nabil Adghoughi, dyrektor ds. europejskich w marokańskim MSZ przypomina, że w ostatniej dekadzie powiększył się deficyt handlowy Maroka z UE. W latach 2000-2008 eksport z Maroka do UE wzrósł z 6 do 8 mld euro, podczas gdy import podwoił się z 7 do ponad 14 mld euro. - Naszym celem jest zrównoważenie wymiany handlowej. Nie chodzi o zmniejszenie importu, ale o zwiększenie eksportu – mówi Adghoughi.
Poza deficytem handlowym na stosunkach UE z Marokiem kładzie się cieniem kwestia walki z nielegalną imigracją. Marokańskie wybrzeża nadzoruje nadzoruje dziś ponad 10 tys. policjantów i żandarmów, by zapobiec przemytowi „żywego towaru” do Europy. Zdaniem władz, przyniosło to znaczący efekt, w postaci ograniczenia nielegalnej imigracji o ponad 66 proc. - Maroko z kraju imigrantów stało się krajem tranzytowym dla imigracji z Czarnej Afryki – mówi Omar Amghar, radca w brukselskiej Misji Maroka przy UE. - W rozwiązaniu tego problemu powinny wziąć udział wszystkie zainteresowane kraje, bo to problem ponadnarodowy – podkreśla Nabil Adghoughi.
Tymczasem UE chce, by w ramach umowy o readmisji Maroko przyjmowało na swoje terytorium wszystkich nielegalnych imigrantów, którzy stamtąd przybyli do Europy. Bruksela nie chce przy tym sypnąć groszem. - UE ma na ten cel ograniczony budżet – zastrzega Landaburu. I dodaje, że Maroko „musi uznać swą współodpowiedzialność za nielegalną imigrację z Afryki”.
W ramach tzw. polityki sąsiedzkiej Maroko otrzymuje co roku od UE ponad 160 mln euro rocznie, co sprawia, że kraj ten jest największym beneficjentem tych funduszy. W latach 2011- 2013 kraj ten otrzyma 580 mln euro. Fundusze te przeznaczone zostaną m.in. na reformę administracji i sądownictwa, system opieki zdrowotnej, edukację, rolnictwo oraz ochronę środowiska.
Maroko musi też skuteczniej walczyć z korupcją. - Plagą ta najbardziej dotknięte są policja, żandarmeria i służba zdrowia – mówi Saâd Filali Meknassi z Transparency Maroc, finansowanej przez ambasadę Holandii w Rabacie. Dwa lata temu Maroko ratyfikowało umowę z ONZ w sprawie walki z korupcją. Obecnie marokański rząd przygotowuje projekt ustawy, która ma chronić osoby, zgłaszające władzom przypadki korupcji.
Afrykańskiemu królestwu wciąż też daleko do spełnienia europejskich standardów w dziedzinie praw człowieka czy wolności prasy. - Marokańskie prawo przewiduje kary więzienia za obrazę dobrego imienia króla i rodziny królewskiej lub podważanie prawa Maroka do Sahary Zachodniej. Ale takie jest prawo i trzeba je szanować – podkreśla redaktor naczelny tygodnika „Vie économique”, Fadel Agoumi.
Roman Gutkowski 









