Visegrad EU portals : EurActiv.pl | EurActiv.cz | EurActiv.sk |
Logo EurActiv.sk
  • O nas
  • Newsletter

Reakcje na eskalację przemocy w Kijowie

źródło:KE

23.01.2014
Eskalację przemocy, jaka miała miejsce w środę w Kijowie potępiła zarówno szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, jak i przewodniczący KE Jose Manuel Barroso. W starciach zginęło tam pięć osób, a kilkaset zostało rannych. USA obarczają winą za środowe wydarzenia przede wszystkim władze Ukrainy, a Waszyngton już wprowadził sankcje. Tymczasem Rosja jest sankcjom przeciwna.

Reklama

Barroso: Jesteśmy zszokowani

Szef KE zapowiedział uważną obserwację sytuacji, a także ocenę możliwych działań UE i konsekwencje dla relacji Unii z Ukrainą. „Jesteśmy zaszokowani ostatnimi wiadomościami z Ukrainy o zabitych wśród demonstrantów – powiedział Barroso na konferencji prasowej. – Potępiamy przemoc i wzywamy obie strony do zachowania umiaru oraz powstrzymania eskalacji wydarzeń”.

W jego ocenie, decyzje ukraińskich władz ograniczające swobodę zgromadzeń, wolność słowa i mediów budzą poważne obawy, a odpowiedzialność za uspokojenie sytuacji i rozpoczęcie dialogu z opozycją spoczywa właśnie na władzach.

Ashton: Winni muszą być rozliczeni

Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton potępiła przemoc i podkreśliła, że „użycie siły i przemoc nie są odpowiedzią na kryzys polityczny”, a informacje o ofiarach śmiertelnych wśród demonstrantów określiła jako „skrajnie niepokojące”.

„Należy położyć kres wszelkim aktom przemocy i muszą one zostać szybko zbadane. Winni muszą zostać rozliczeni” – oświadczyła Ashton. Jej zdaniem, trzeba szanować i chronić prawa obywateli Ukrainy do zgromadzeń, wolność wypowiedzi i mediów. „Wzywam rząd i opozycję, by podjęły rzeczywisty dialog na najwyższym szczeblu. Rozwiązanie kryzysu musi być zgodne z aspiracjami ukraińskiego narodu” – podkreśliła szefowa unijnej dyplomacji.

UE musi mówić o Ukrainie jednym głosem

Premier Donald Tusk rozmawiał w środę o sytuacji na Ukrainie zarówno z szefem KE, jak i z szefem Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem. Według rzeczniczki rządu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, w rozmowach uzgodniono, że w tym przypadku UE musi mówić jednym głosem. Zgodnie z komunikatem służb prasowych rządu, w sobotę premier Donald Tusk spotka się w Warszawie z Van Rompuy’em, by omówić działania wobec sytuacji na Ukrainie.

 

„Ustalenia (telefonicznych rozmów) są takie, że Europa musi mówić w sprawie Ukrainy jednym głosem, rozmawiano o sankcjach, trzeba zastanowić się, żeby to miało wpływ na sytuację na Ukrainie” - powiedziała dziennikarzom w Sejmie rzeczniczka rządu. Zapowiedziała przy tym, że  konieczne będą dalsze rozmowy poświęcone sytuacji na Ukrainie. Kidawa-Błońska poinformowała, że prawdopodobne jest wspólne oświadczenie UE w tej sprawie. „Strony szukają rozwiązań dobrych dla Ukrainy, bo głośne krzyczenie tylko o sankcjach tak naprawdę nie pozwoli rozwiązać problemów” - podkreśliła rzeczniczka rządu.

Wcześniej premier mówił, że Polskę niepokoi zwłaszcza stosowana w Kijowie przemoc. „Nasz niepokój budzi przede wszystkim spirala przemocy, bo chyba niestety o takim zjawisku dzisiaj trzeba już mówić” – cytują media słowa Tuska. „Po śmierci demonstrantów te zdarzenia mogą rzeczywiście przybrać obrót jeszcze bardziej radykalny niż do tej pory” – przewiduje szef polskiego rządu.

Zwrócił przy tym uwagę, że co prawda radykalizacja postaw dotyczy przede wszystkim strony rządowej, „ale i uczestnicy manifestacji na Majdanie w ostatnich dniach i godzinach także się radykalizują w związku z brakiem efektów dialogu politycznego, który na Ukrainie de facto został zerwany”. Tusk przyznał także, że nie można wykluczyć prowokacji wobec manifestujących w Kijowie.

Zapowiedział ponadto, że będzie też proponował "zachowanie rozwagi i dostosowane narzędzi do rozwoju wydarzeń". „Mówiąc wprost, będziemy przestrzegali polityków zarówno w Polsce, jak i w Europie przed zbyt szybką radykalną licytacją sankcji, ponieważ sankcje w relacji z Ukrainą będą takim narzędziem ostatecznym” - ocenił Tusk.

Rozmowa Sikorski-Kożara

Sytuacji w Kijowie dotyczyła również telefoniczna rozmowa szefów dyplomacji Polski i Ukrainy - Radosława Sikorskiego i Leonida Kożary – poinformował rzecznik resortu Marcin Wojciechowski. Polski minister wyraził głębokie zaniepokojenie brutalnym rozwojem wypadków na Ukrainie i wezwał do szczerego dialogu między władzą a opozycją. Powtórzył także, że zdaniem Polski „najlepszą gwarancją niepodległości i przyszłego dobrobytu Ukrainy” jest umowa stowarzyszeniowa z Unią Europejską, od której podpisania Kijów odstąpił w zeszłym roku. Ostrzegł przy tym, że dalsze eskalacja przemocy może trwale oddalić Ukrainę od UE.

Ukraiński minister przedstawił natomiast swoją ocenę dramatycznego zaostrzenia sytuacji ze śmiertelnymi ofiarami starć między milicją a demonstrantami. „Jesteśmy gotowi do dialogu. Podejmujemy odpowiednie działania na rzecz opanowania sytuacji i zmniejszenia napięcia”  – zapewnił Kożara.

Krótko po rozmowie telefonicznej ministrów do polskiego MSZ został wezwany ambasador Ukrainy w Polsce Markijan Malski. Polskie stanowisko w sprawie sytuacji na Ukrainie przedstawiła mu wiceminister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Według komunikatu MSZ, wyraziła głębokie zaniepokojenie trybem i treścią ustaw przyjętych ostatnio na Ukrainie ograniczających prawa obywatelskie. Wyraziła także nadzieję, że Ukraina wstrzyma się od dalszych działań oddalających kraj od UE i podkreśliła, że brutalizacja sytuacji może wynikać z przyjętych niedawno antydemokratycznych ustaw, które  właśnie zostały wprowadzone w życie.

Kwaśniewski: powstrzymać przemoc na Ukrainie

Według byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, najważniejszą obecnie kwestią jest wstrzymanie przemocy na Ukrainie. Jego zdaniem, władze Ukrainy powinny wiedzieć, jakimi instrumentami formalnymi dysponuje Unia Europejska.

„Politycznie musimy apelować i żądać, aby zaprzestano przemocy, aby powrócono do dialogu, czy wręcz ten dialog nawiązano. Ale wiemy, że apele nie starczają, więc myślę, że władze Ukrainy powinny również wiedzieć, jakimi instrumentami formalnymi, typu sankcje indywidualne, dysponuje Unia Europejska” – powiedział Kwaśniewski pytany w środę w TVN24 Biznes i Świat, co Unia może zrobić w sprawie Ukrainy, by działanie to było skuteczne.

„Jeżeli to by miało toczyć się tak dalej, to ta liczba ofiar może być ogromna, a co najgorsze cały proces, cały protest, wszystko to, co się dzieje na Ukrainie może zupełnie wyjść spoza kontroli zarówno władzy jak i liderów opozycji” - ostrzegał Kwaśniewski. Jego zdaniem, trzeba mówić o konieczności zatrzymania fali przemocy i podjęcia rozmów. „Dialog na Ukrainie jest strasznie trudny, bo jest całkowity brak zaufania między stronami” – zwrócił uwagę były prezydent, który od 2012 roku wspólnie z b.szefem PE Patem Coksem byli specjalnymi wysłannikami Parlamentu Europejskiego na Ukrainę.

Przypomniał przy tym, że – co wskazywali przedstawiciele ukraińskiej opozycji - protest, który trwa już od 62 dni nie jest sporem między władzą i opozycją, jest czymś więcej, bo „twardym oczekiwaniem społeczeństwa obywatelskiego, dla którego również opozycja nie jest ulubionym partnerem”.

W ocenie byłego prezydent na Ukrainie nie ma jednak szans na „okrągły stół”. „Ukraińcy muszą porozumieć się między sobą, Unia jest gotowa pomóc takim rozmowom (...) ale jednak ten dialog musi być nawiązany tam. Dzisiaj tego dialogu nie ma, on jest w dużej mierze udawany, jeżeli nawet odbywają się jakieś spotkania" – ocenił Kwaśniewski. Przyznał przy tym, że „rzeczywiście grozi nam wielki dramat” i wyraził przekonanie, że w tej sytuacji zarówno dyplomacja unijna, jak i „politycy krajów sąsiednich, także Polski, muszą być bardzo na ten stan rzeczy wyczuleni”.

Wspólny język RBN ws. Ukrainy

„Jestem zbudowany tym, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego znalazła wspólny język”– powiedział prezydent Bronisław Komorowski tuż po zakończeniu środowego posiedzenie RBN. „Przyjmujemy z ogromnym niepokojem, że w stolicy Ukrainy polała się krew. To, co dzieje się na Ukrainie może skutkować trwałym konfliktem” – ocenił.

Komorowski podkreślił, że posiedzenie Rady było zaplanowane już dawno, ale – jak przyznał – „siłą rzeczy” rozmowa dotyczyła środowych wydarzeń w Kijowie.”Może to oznaczać dalszą eskalację konfliktu, wzrost nastrojów agresywnych, może oznaczać wzrost zagrożenia trwałym, głębokim konfliktem, który niewątpliwie nie będzie służył ani Ukrainie, ani narodowi ukraińskiemu, a tym bardziej jego prozachodnim aspiracjom” - powiedział prezydent na konferencji prasowej.

„Przyjmuję z ogromną nadzieją zapowiedź prezydenta Janukowycza, że ma wolę wyjaśnienia przelewu krwi. Bardzo ważne jest, żeby tego typu zapowiedzi były poparte działaniami” – dodał. Komorowski wyraził również przekonanie, że konieczny jest dialog między ukraińską władzą i opozycją.

Prezydent poinformował też, że uczestnicy posiedzenia RBN zgodzili się co do potrzeby deklarowania przez Polskę "otwartości, gościnności i życzliwości" wobec obywateli ukraińskich, którzy są w Polsce, a także wobec tych, którzy będą do Polski przybywali. „Trzeba się liczyć z różnymi scenariuszami rozwoju sytuacji na Ukrainie, musimy być do wszystkich scenariuszy przygotowani” - dodał Komorowski.

Sejm przygotowuje uchwałę ws. Ukrainy

Marszałek Sejmu Ewa Kopacz poinformowała w środę, że zespół złożony z przedstawicieli wszystkich klubów, któremu przewodniczy poseł PiS Krzysztof Szczerski, przygotuje tekst uchwały w sprawie sytuacji na Ukrainie. Już dziś po południu projektem uchwały ma się zająć prezydium Sejmu. „Zajmujemy stanowisko ponadpolitycznie, swoją wolę wyrazimy w treści uchwały, którą będziemy przyjmować w piątek” - zapewniła marszałek po środowym spotkaniu Konwentu Seniorów z przedstawicielami Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ośrodka Studiów Wschodnich.

„Wszyscy jednomyślnie potępiliśmy przemoc, po drugie postawiliśmy na dialog, a nie na konfrontacje, jak również na wsparcie działań, które dążą do budowania społeczeństwa obywatelskiego” – dodała Kopacz wyrażając nadzieję, że uchwałę tę uda się przyjąć przez aklamację.

Szczerski podkreślił, uzgodniono cztery elementy tej uchwały. „Wyrażamy solidarność z represjonowanymi, potępiamy użycie siły, pojawia się pojęcie sankcji oraz potrzeby dużej pomocy międzynarodowej dla Ukrainy” - poinformował. Zapowiedział, że dyskusja na posiedzeniu zespołu będzie dotyczyła tylko tego, w jaki sposób "językowo sformułować sankcje, tak aby brzmiały one, jako forma wywierania nacisku na zmianę sytuacji na Ukrainie, a nie jako bezpośrednie groźby używania sankcji przez Polskę". Robert Tyszkiewicz (PO) zastrzegł po spotkaniu, że chodzi wyłącznie o sankcje personalne wobec osób odpowiedzialnych za używanie przemocy wobec demonstrantów w Kijowie, a nie wobec państwa ukraińskiego.

Czyżow: Nie rozmawiajmy z Ukrainą językiem sankcji

Tymczasem rosyjski ambasador przy UE Władimir Czyżow podkreślił w środę w Brukseli, że  z Ukrainą nie należy rozmawiać językiem sankcji, a sytuację na Ukrainie opisał jako "agresywne starcia między ekstremistami i grupami skrajnych nacjonalistów a siłami prawa i porządku". Zastrzegł też, że nie może obwiniać żadnej ze stron za ofiary zajść w Kijowie. "Nie wiem, jak ci ludzie zginęli. Nie mam żadnych informacji, które potwierdzałoby zarzuty, że byli to demonstranci zabici przez milicję" - powiedział Czyżow dziennikarzom.

"Sądzę, że wobec Kijowa nie należy używać języka sankcji, lecz raczej języka poparcia i pomocy" - skomentował pojawiające się w UE apele o nałożenie sankcji na władze Ukrainy w związku z eskalacją zamieszek między antyrządowymi demonstrantami a milicją. Opowiedział się przy tym za powstrzymaniem przemocy i podjęciem "pewnych działań", które sprowadzą Ukrainę z krawędzi głębokiego politycznego kryzysu.

"Dramatyczna sytuacja, która została zapoczątkowana już w chwili podjęcia przez prezydenta Wiktora Janukowycza decyzji o odłożeniu podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE (w listopadzie zeszłego roku), przerodziła się w agresywne starcia między ekstremistami oraz grupami skrajnych nacjonalistów a siłami prawa i porządku" - powiedział Czyżow. "W minionych dniach nikt z uczestników zamieszek nie wspominał o wartościach europejskich. Wydaje się, że nikt o nich nie pamięta. A liderzy opozycji, którzy podsycali rozwój wydarzeń w tym kierunku, znikli ze sceny" - dodał.

USA: odpowiedzialność władz

Departament Stanu USA potępił eskalację przemocy w Kijowie, uznając, że odpowiedzialność za to ponoszą głównie władze Ukrainy. Waszyngton potępił jednak również działania skrajnie prawicowej grupy Prawy Sektor, której członkowie brutalnie atakowali milicjantów. „USA stanowczo potępiają eskalację przemocy na ulicach Kijowa. Wzywamy wszystkie strony do uspokojenia sytuacji i powstrzymania się od przemocy” - oświadczyła rzeczniczka Departamentu Stanu Marie Harf.

Zwróciła uwagę, że wzrost napięcia na Ukrainie jest bezpośrednią konsekwencją niezaangażowania się ukraińskich władz w prawdziwy dialog (z opozycją) i przyjęcia 16 stycznia antydemokratycznego ustawodawstwa. Wezwała przy tym rząd Ukrainy do uchylenia tych ustaw i rozpoczęcia "narodowego dialogu” z opozycją.

Harf podkreśliła, że agresywne działania członków skrajnie prawicowej grupy Prawy Sektor także są nie do przyjęcia, bo prowokują przemoc, podważając wysiłki pokojowych demonstrantów. „Podobnie potępiamy użycie przemocy przez nieoficjalne grupy określane jako "tituszkowie" - dodała Harf ("tituszkowie" to dresiarze działający na zlecenie władz, opłaceni i przywiezieni do Kijowa z prowincji, by sprowokować konflikt między milicją a uczestnikami protestów na kijowskim Majdanie Niepodległości. Termin "tituszko" pochodzi od nazwiska chuligana, który wiosną 2013 roku na oczach milicji pobił dwójkę dziennikarzy).

Harf poinformowała ponadto, że USA już anulowały wizy kilku osobom odpowiedzialnym za przemoc, jednak bez podawania ich nazwisk. „Będziemy rozważać podjęcie kolejnych kroków w odpowiedzi na stosowanie przemocy przez jakiekolwiek stronę” - ostrzegła rzeczniczka. (bba)

© 2003-2014 Wszelkie prawa zastrzeżone

Technologia i Design MONOGRAM Technologies

to_top