Visegrad EU portals : EurActiv.pl | EurActiv.hu | EurActiv.cz | EurActiv.sk
Logo EurActiv.sk
  • O nas
  • Newsletter

Reklama

Dajmy szansę nowym przywódcom Unii

25.11.2009
Lament nad tym, że Unia Europejska sama zepchnęła się na margines polityki światowej wybierając stosunkowo mało znanych polityków na nowe unijne stanowiska, jest najprawdopodobniej nieuzasadniony, a z całą pewnością przedwczesny. Istnieją ważne argumenty przemawiające za wyborem osób znanych na scenie międzynarodowej, jednakże o tym, czy Unia stanie się silniejszym graczem i sprawniejszą organizacją, zdecydują w większej mierze umiejętności obydwu polityków, aniżeli to, czy świat zna ich twarze.

Żródło: DemosEuropa
Autor: Adam Jasser

Reklama

Biorąc pod uwagę koncyliacyjny charakter Unii, często skutkujący  podejmowaniem decyzji w oparciu o najniższy wspólny mianownik, wybór Hermana van Rompuy i Catherine Ashton na “prezydenta” i “minister spraw zagranicznych” UE to całkiem dobra wiadomość.  Obydwojgu powinniśmy dać szansę, aby pokazali, co potrafią, zamiast z góry spisywać ich na straty i określać jako marne substytuty gwiazd typu Tony Blair czy Carl Bildt.

Van Rompuy i Ashton nie są politycznymi nowicjuszami. Mogą pochwalić się osiągnięciami zarówno w polityce krajowej, jak i na scenie unijnej. Van Rompuyowi udało się to, co niemożliwe: stworzył dobrze funkcjonujący rząd w targanej konfliktami Belgii. Z kolei Ashton odegrała kluczową rolą w uchwaleniu Traktatu Lizbońskiego przez brytyjską Izbę Lordów. Obydwoje są w Europie szanowani i wykazali się zdolnościami organizacyjnymi oraz uporem w dążeniu do celu, co będzie potrzebne na obydwu stanowiskach. Przy odrobinie szczęścia może się jeszcze okazać, że nie brak im charyzmy.

Tak więc argument, że świat nigdy o nich nie słyszał i dlatego nikt, a zwłaszcza Ameryka, Rosja czy Chiny, nie będzie ich brał poważnie to oznaka typowego europejskiego czarnowidztwa i braku wiary. Tymczasem, inni nie mają takich dylematów. Czy Barack Obama był wielkim ekspertem od spraw międzynarodowych zanim został prezydentem? A jednak, z tego co mogliśmy zaobserwować chociażby w czasie jego niedawnej wizyty w Azji, jego skromne międzynarodowe doświadczenie nie przeszkadza mu w zajmowaniu wyraźnego stanowiska w wielu istotnych sprawach czy nawiązaniu równorzędnej rozmowy z “doświadczonymi” graczami.

W pewnym sensie, tęsknota za gwiazdorskimi przywódcami znamionuje chęć zasłonienia ubogiej substancji efektowną formą. Jednakże to, czy Europa będzie traktowana poważnie, zależy od tego, czy będzie w stanie mówić jednym głosem i trafnie określać swoje priorytety. Jeżeli tak się stanie, to prezydenci Chin, Stanów czy Rosji szybko okażą należny szacunek van Rompuy’owi i Ashton, a świat nauczy się ich nazwisk. Jeśli natomiast Europa pozostanie podzielona, zdezorientowana i nie przyjmie do wiadomości tego, że świat się zmienia, nawet gwiazdorstwo Tony Blaira nie ochroni jej przed utratą znaczenia w świecie.

© 2003-2010 Wszelkie prawa zastrzeżone

Technologia i Design MONOGRAM Technologies

to_top