Reklama
Nowe prawo UE złagodzi bariery w swobodnym przepływie usług między państwami członkowskimi UE. Ma m.in. ułatwić firmom świadczenie usług w innych niż ojczysty krajach UE i zakładanie przedstawicielstw własnej firmy w innych krajach członkowskich. Usługodawca nie będzie już musiał zakładać np. nowej firmy w poza swoim krajem, żeby działać na tamtejszym rynku, nie będzie też musiał uzyskiwać, koncesji, licencji czy innego rodzaju zezwoleń.
Jednak liberalna propozycja przedstawiona w styczniu 2004 r. przez ówczesnego komisarza ds. rynku wewnętrznego Fritsa Bolkesteina w trakcie wieloletnich prac została znacząco zmieniona.
Przede wszystkim zamiast zasady "kraju pochodzenia" (dzięki której przedsiębiorcy mogliby świadczyć usługi za granicą na podstawie przepisów obowiązujących we własnym kraju) wprowadzono "swobodę świadczenia usług" (co umożliwia władzom narodowym ograniczanie swobody świadczenia usług na swoim terenie, choć tylko w ściśle określonych przypadkach, np. ze względu na porządek i bezpieczeństwo publiczne oraz ochronę zdrowia i środowiska, i pod warunkiem, że te ograniczenia nie będą dyskryminować przybyszów).
Ponadto spod działania nowej dyrektywy wyłączono m.in. usługi zdrowotne, szeroko zdefiniowane usługi audiowizualne, usługi agencji pracy tymczasowej i agencji ochrony oraz tzw. usługi społeczne, czyli m.in. opieka nad dziećmi i pomoc dla "rodzin i osób w potrzebie", a także hazard.
Zachowano natomiast przepisy znoszące administracyjne utrudnienia przy zakładaniu przedstawicielstwa firmy usługowej w innym kraju.
Wdrożenie dyrektywy usługowej, która zaczęła obowiązywać w Polsce od 28 grudnia, przygotowywało konsorcjum złożone z Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), Ministerstwa Gospodarki oraz Instytutu Logistyki i Magazynowania z Poznania. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy usługowej wdrażającej unijną dyrektywę dopiero 8 grudnia zeszłego roku.
Organizacja pracodawców Lewiatan krytykuje polski rząd za to, że nie zdążył na czas z wprowadzeniem w życie przepisów.
„Za mało i zbyt późno” – cytuje za PAP ocenę dyrektora departamentu ekonomicznego Lewiatana Jacka Adamskiego wp.pl, który ostrzega przed wielomiesięcznym, a nawet wieloletnim opóźnieniem. Ekspert podkreślił także, że o terminie wprowadzenia dyrektywy 28 grudnia wiadomo było już kilka lat wcześniej tymczasem „z niewiadomych powodów prace (nad polskim projektem ustawy) były wstrzymane od połowy 2008 r.” .
Krytykując opóźnienie i niewystarczający zakres proponowanych zmian, Adamski zwrócił też uwagę na niekonsekwencję ze strony Polski, która w pracach nad dyrektywą broniła najambitniejszych jej postanowień.
Wśród krajów, które nie zdążyły na czas z wdrożeniem unijnej dyrektywy usługowej do prawa krajowego, są poza Polską: Grecja, Słowenia, Irlandia, Włochy i Luksemburg oraz w pewnym stopniu Austria – zwraca uwagę wp.pl.
Przypomina przy tym, że Komisja Europejska już we wrześniu ostrzegła kraje członkowskie, że niewdrożenie dyrektywy terminie grozi nawet unijnym Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu. Raport z wdrożenia dyrektywy usługowej Komisja ma przedstawić do końca roku.
Holendrzy szacują, że mimo braków i niedoskonałości, nowe prawo pozwoli firmom zaoszczędzić 60-140 mld euro, czyli ok. 0,6-1,5 unijnego PKB. Usługi stanowią obecnie 70 proc. unijnej gospodarki – przypomina portal. (bea)









