Visegrad EU portals : EurActiv.pl | EurActiv.hu | EurActiv.cz | EurActiv.sk |
Logo EurActiv.sk
  • O nas
  • Newsletter

Reklama

Stanley Crossik: Musimy odkurzyć ideały naszych "ojców założycieli"

(en)
www.euractiv.com

30.01.2010
Rozmowa EurActiv.com ze Stanleyem Crossikiem, założycielem i przewodniczącym Europejskiego Centrum Politycznego (European Policy Centre)

Reklama

- Pierwsza dekada nowego milenium kończy się dwoma niespotykanymi dotąd kryzysami: klimatycznym i ekonomicznym. Obydwa wywołują głosy wzywające do ustanowienia nowego modelu zarządzania. Czy mamy do czynienia z wyłaniającym się nowym porządkiem światowym?

- Powiedziałbym raczej, że z nowym światowym nieporządkiem. Pytaniem, jakie należy sobie zadać, jest to, czy jesteśmy obecnie w stanie utworzyć nowy światowy porządek, biorąc pod uwagę zmianę okoliczności w ostatnich 10 – 20 latach.

- Jak bardzo multilateralny będzie nowy porządek?

- Nie chciałbym wdawać się w semantyczne dyskusje na temat multipolaryzmu czy multilateralizmu. Oczywiste jest natomiast, że kończy się era hegemonii. Spójrzmy na Chiny, które są prawdopodobnie najważniejszą z wyłaniających się potęg. Chiny nie będą walczyły o pozycję hegemona. Nie leży to w ich duchu, niezależnie czy będą mówić o multipolaryzmie czy multilateralizmie. To my mówimy obecnie głównie o multilateralizmie. Wszyscy zgadzają się, że żadne państwo, nawet Stany Zjednoczone, nie może działać w pojedynkę. Musimy pracować razem.

Dlatego też stawiałbym na multilateralizm. Prawdziwą trudnością jest jednak to czy stare potęgi zmienią swoje obecny wizerunek i kierunek w jakim podążają w międzynarodowych instytucjach, który całkowicie odstaje od świata. (…)

- Gdzie w tym wszystkim można usytuować UE?

- Uważam, że Unia Europejska jest dzisiaj ogromnie potrzebna. Gdyby tak przejechać się po świecie można zauważyć, że Chiny, Indie i inne kraje bardzo by chciały, żeby UE objęła przewodnictwo. Teraz jednak, jak okazało się w Kopenhadze, UE nie ma. Pytaniem więc jest, czy Unia weźmie się do wspólnego działania. Miejsce przy stole jest, ale czy Unia będzie w stanie przy nim zasiąść?

- Czy uważa Pan, że Traktat Lizboński może pomóc?

- Tak. Traktat Lizboński ustanawia mechanizm mogący zmienić to podejście i pozwalający wypracować pojedynczy głos, który niekoniecznie musi być wspólny. Można mieć jeden głos, który niekoniecznie musi oznaczać zgodę co do każdego szczegółu, a mówienie razem.

Osiągnięcie tego celu nie zależy od efektywnych mechanizmów. Zależy natomiast od chęci oraz ego poszczególnych liderów państw członkowskich. Co do tych ostatnich, nie ma za wielkiej grupy takich, którzy dawaliby nadzieję, z pewnymi tylko wyjątkami.

Wszystko więc weszło w życie, ale poszedłbym jeszcze o krok dalej i stwierdził, że za dużo oczekuje się od Traktatu Lizbońskiego już od pierwszych dni. Zabierze pięć lat zanim             wszystkie struktury zaczną działać jak należy, tak, żebyśmy widzieli pozytywne skutki.             Wspólnej Polityki Handlowej nie zbudowano w pięć lat, zajęło to dziesięciolecia. Polityce        zagranicznej zajmie to nawet dłużej. Musimy zatem być cierpliwi. Czy zwyciężymy? Tego    nie wie nikt. Świat tego potrzebuje, nie tylko Europa.

© 2003-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone

Technologia i Design MONOGRAM Technologies

to_top