Reklama
Deputowani izby niższej brytyjskiego parlamentu odrzucili wniosek Partii Konserwatywnej dotyczący przeprowadzenia narodowego referendum w sprawie ratyfikacji przez Wielką Brytanię traktatu reformującego Unię Europejską. O ratyfikacji traktatu podpisanego w ubiegłym roku przez premiera Gordona Browna i pozostałych szefów państw Unii zadecyduje wynik głosowania w parlamencie.
Trwająca ponad sześć godzin debata o referendum przerodziła się w debatę o unii. Była wyjątkowo zacięta, mówcy nie szczędzili sobie złośliwości. Przeciwko referendum głosowało 311 deputowanych, za było 248. Ideę ogólnonarodowego głosowania w sprawie traktatu poparło wbrew premierowi Gordonowi Brownowi m. in. 29 posłów rządzącej Partii Pracy.
Brown przekonywał, że nie ma najmniejszej potrzeby przeprowadzania referendum w tej sprawie, bowiem traktat ma niewiele wspólnego z odrzucona unijna konstytucją i w żadnym stopniu nie ogranicza brytyjskiej suwerenności. Przywódca opozycji David Cameron podkreślał, że społeczeństwo czuje się oszukane, ponieważ złamano złożone wcześniej obietnice.
Konserwatyści się nie poddają i zapowiedzieli, że będą dalej walczyć o przeprowadzenie referendum w sprawie unijnego traktatu. William Hague, minister spraw zagranicznych w gabinecie cieni Partii Konserwatywnej zapewnił, że będzie starał się zmusić rząd do wypełnienia wcześniejszych zobowiązań. Konserwatyści maja nadzieję, że decyzje w sprawie referendum zmieni izba wyższa parlamentu.
Z przeprowadzonego w lutym 2008 roku sondażu wynika, że 88 proc. Brytyjczyków chciałoby, aby decyzja w sprawie ratyfikacji traktatu zapadła w drodze referendum.
Aby traktat lizboński wszedł w życie, musi zostać ratyfikowany przez wszystkie 27 państw członkowskich. W zdecydowanej większości przypadków – także w Polsce – o ratyfikacji zadecyduje parlament. Wyjątek stanowi Irlandia, gdzie obowiązek przeprowadzenia referendum w tej sprawie wynika z konstytucji. Do tej pory traktat ratyfikowały parlamenty Francji, Rumunii, Słowenii, Malty i Węgier.
Źródło: EurActiv.com










