Reklama
Od trzech dni w trwają walki w Osetii Południowej - nieuznawanej przez społeczność międzynarodową republiki, która na początku lat 90. praktycznie uniezależniła się od Gruzji, teoretycznie pozostając jej częścią. Gruzja podjęła działania zbrojne w nocy z czwartku na piątek w odpowiedzi na ostrzał gruzińskich wiosek z terenu Południowej Osetii. W wyniku trzydniowych walk Rosja przejęła kontrolę na znaczną częścią tej republiki.
W oświadczeniu wydanym w sobotę wieczorem przez Francję, która w tym półroczu sprawuje przewodnictwo w UE, Unia wyraziła ponadto "żywy niepokój wobec ofiar, cierpień, które musi znosić ludność, spowodowanych znaczących szkód materialnych i rosnącej liczby osób przesiedlonych" i podkreśliła gotowość włączenia się do akcji humanitarnej. Ostrzegła też, że działania wojskowe Rosji na terytorium Gruzji „mogą wywrzeć wpływ na stosunki Moskwy z Unią Europejską".
Według rzecznika francuskiego MSZ, minister spraw zagranicznych Francji Bernard Kouchner, jeszcze w niedzielę ma podjąć misję mediacyjną w Tbilisi, a w poniedziałek ma już być w Moskwie. Według szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, Kouchner ma zdać raport ze swojej misji na specjalnie zwołanej Radzie UE ds. Ogólnych, która odbędzie się najprawdopodobniej w środę.
Tymczasem minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył, że prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili nie jest już dla Rosji partnerem do rozmów i musi odejść.
Z regionu objętego walkami dochodzą sprzeczne informacje o stratach: od „tysięcy zabitych”, o których mówił prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, poprzez niepotwierdzone dane osetyjskie mówiące o 1400 ofiar - tylko w osetyjskiej stolicy Cchwinwali miało zginąć ok. 200 osób - do doniesień strony gruzińskiej o 92 zabitych Gruzinach, w tym o 40 cywilach.
Źródła gruzińskie podają też, że rosyjskie samoloty zbombardowały wiele miastach kraju, powodując poważne straty. Zaatakowane zostało m.in. lotnisko wojskowe koło Tbilisi.
Gruzińscy żołnierze, których jest w Iraku 2 tys., zaczęli – przy pomocy Amerykanów - opuszczać ten kraj, by wesprzeć oddziały walczące w Osetii. Pierwsza ich grupa dotarła do kraju w niedzielę.
Według Miedwiediewa, wojska rosyjskie w Osetii Południowej przystąpiły do operacji "przymuszania strony gruzińskiej do pokoju", a wiceszef rosyjskiego sztabu generalnego Anatolij Nogowicyn zapewniał, że Rosja nie walczy z państwem gruzińskim tylko „podjęła misję pokojową”.
Prezydent Saakaszwili już w sobotę ogłosił 15-dniowy stan wojenny. W niedzielę Tbilisi ogłosiło jednostronne, natychmiastowe wstrzymanie działań zbrojnych, a gruzińskie wojsko wycofało się z Cchinwali na okoliczne wzgórza. Rosyjskie MSZ potwierdziło, że do ambasady Rosji w Tbilisi wpłynęła nota informującą o wstrzymaniu przez Gruzinów walk od 10 sierpnia. Gruzja zaapelowała do Rosji o podjęcie rozmów w sprawie zaprzestania walk.
Prezydenci Polski, Litwy, Łotwy i Estonii wydali wcześniej wspólną deklarację, w której potępili działania rosyjskich sił zbrojnych wymierzone przeciwko Gruzji.
"Zdecydowanie potępiamy działania rosyjskich sił zbrojnych, wymierzonych przeciwko suwerennemu i niepodległemu Państwu Gruzińskiemu. W odpowiedzi na jednostronne działania militarne rosyjskich sił zbrojnych, użyjemy wszystkich środków, dostępnych nam jako prezydentom, aby upewnić się, że agresja przeciwko małemu państwu w Europie nie zostanie pominięta milczeniem lub nic nie znaczącymi oświadczeniami, zrównującymi ofiary ze sprawcami" - napisali prezydenci.
Polski rząd zainicjował ponadto spotkanie przywódców UE w sprawie sytuacji po zaostrzeniu się zbrojnego konfliktu rosyjsko-gruzińskiego o Osetię Południową. "Świat nie powinien pozostać obojętnym na tego typu zdarzenia, gdzie narusza się terytorialną integralność niepodległego państwa, jakim jest Gruzja, z którą to Gruzją, w dodatku, Unia Europejska i Polska wiążą dość duże nadzieje na przyszłość" - podkreślił premier Donald Tusk. Kierująca w tym półroczu Unią Francja zaakceptowała tę propozycję. Do unijnego szczytu ma dojść w najbliższym czasie.
Rada Bezpieczeństwa ONZ, która wielokrotnie zbierała się w ostatnich dniach w Nowym Jorku, z powodu zaangażowania się Rosji w konflikt nie przyjęła jednak żadnej rezolucji. Rosja – jako stały członek RB - dysponuje bowiem prawem weta.
Tymczasem Abchazja - druga separatystyczna republika na terenie Gruzji - ogłosiła, że od północy z niedzieli na poniedziałek wprowadza na dziesięć dni stan wojenny na części swego terytorium. Ogłosiła też mobilizację rezerwistów. W niedzielę kontynuowała ostrzał części wąwozu Kodori, który - jako jedyny region Abchazji - pozostaje pod kontrolą Gruzji. (bea)












