Reklama
„Nie sądzę, żeby ostatecznie do tego doszło, ale rzeczywiście są takie przymiarki. Osobiste ambicje ministra grają tu dużą rolę, ale wśród osób, które mają wpływ na tę decyzję jest jednak pewien opór” – cytuje RMF FM swojego informatora.
Tymczasem ambasador Polski przy UE Jan Tombiński zapewnił, że Polska nie zrezygnowała z równowagi geograficznej w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych (ESDZ). „Przeczą temu fakty” - pokreślił. Jako przykład podał spotkanie premierów Grupy Wyszehradzkiej z przewodniczącym KE Jose Manuelem Barroso, na którym potwierdzono wspólne stanowisko w tej sprawie oraz wypowiedź samej Ashton), która na czwartkowej konferencji prasowej potwierdziła, że w zamierza dążyć do zapewnienia w ESDZ reprezentacji wszystkich państw członkowskich.
Również premier Donald Tusk przekonywał, że Polska nie rezygnuje postulatu równowagi. „Wszyscy moi rozmówcy podkreślali, że UE będzie zainteresowana proporcjonalnością” - powiedział na konferencji prasowej w Brukseli.
Decyzja o tym kto zostanie sekretarzem szefowej unijnej dyplomacji – a ma być sześć takich stanowisk - zapadnie na szczeblu międzyrządowym, czyli wpływ na nią będą mieli premier Donald Tusk i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski
Onet przypomniał też wypowiedź Sikorskiego, który mówił, że Polska nie będzie się upierała przy rozdziale stanowisk według kwot narodowych ani przy sztywnym kryterium równowagi geograficznej dla nowych krajów UE. „ Powinna być równowaga, a wydaje mi się, że kryterium geograficzne jest pójściem o pół kroku za daleko. Trzeba jasno zdefiniować to, co jest do uzyskania. A wydaje mi się, że kwoty nie są do uzyskania” - powiedział tydzień temu szef polskiej dyplomacji.
„Teraz wiadomo, że +do uzyskania+ jest wysokie stanowisko sekretarza u boku szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton” – podkreśla rozgłośnia.
Według obowiązujących obecnie zasad, 1/3 korpusu dyplomatycznego Unii będą stanowić kandydaci wskazani w przez resorty spraw zagranicznych państw członkowskich, drugą taką samą część wskaże Rada Unii, a trzecią - Komisja Europejska.
Polska ma wciąż mniej urzędników w komisji niż inne kraje podobnej wielkości, a nawet - jako jedyny nowy kraj UE - nie wykorzystała jeszcze przyznanych jej limitów. Według danych z lutego, jakie podaje Onet.pl, w Dyrekcji Generalnej ds. zewnętrznych Komisji Europejskiej pracuje 25 Polaków na 662 zatrudnionych, a na ponad tysiąc pracowników w reprezentacjach KE na świecie przypada zaledwie 11 Polaków.










