Reklama
W 2001 roku zgodzono się bowiem, że w przypadku, gdy Unia będzie liczyła 27 państw, liczba komisarzy powinna być mniejsza. Przywódców państw członkowskich czeka więc nie lada orzech do zgryzienia. Decyzja, jaki kraj utraci swojego komisarza, nie będzie prosta, zwłaszcza że wymagać będzie jednomyślności. Według niektórych dyplomatów w Brukseli pierwszym na „liście do zredukowania” powinien być komisarz irlandzki. Zdaje sobie z tego sprawę irlandzki premier Brian Cowen, który przyznał kilka dni temu w wystąpieniu na forum Parlamentu Europejskiego, że po odrzuceniu traktatu z Lizbony jego kraj może „już na zawsze utracić stanowisko unijnego komisarza”.
Według szefa UKIE Mikołaja Dowgielewicza, szczyt UE nie przyniesie rozwiązania ws. odrzucenia eurotraktatu przez Irlandię. Dodał jednak w rozmowie z radiem TOK FM, że będzie on przede wszystkim poświęcony dyskusji z premierem Irlandii, i to "on będzie tam głównym aktorem". Najważniejsze dla Polski zadania w UE to - zdaniem Dowgielewicza - przyjęcie Partnerstwa Wschodniego, a w drugiej połowie roku dyskusja w sprawie "pakietu klimatycznego" o emisji dwutlenku węgla.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel podkreśliła natomiast podczas czwartkowej debaty w Bundestagu na temat sytuacji w UE, że mimo odrzucenia przez Irlandię nowego unijnego traktatu proces ratyfikacji musi być kontynuowany w pozostałych krajach. Jej zdaniem kolejna dyskusja o Europie dwóch prędkości do niczego nie prowadzi. "Poświęcimy wszystkie siły, by znaleźć rozwiązanie i jestem przekonana, że jesteśmy w stanie je znaleźć i znajdziemy" - powiedziała niemiecka kanclerz. Przed „europesymizmem” w Europie przestrzegać zamierza w czasie unijnego spotkania także premier Polski, Donald Tusk.











