Reklama
Media elektroniczne podały także, że debata o konkretnych kosztach została przeniesiona na grudzień, po kopenhaskim spotkaniu. Ustalono natomiast, że na walkę ze zmianami klimatu państwa najbiedniejsze będą potrzebowały 5-7 mld euro rocznie w latach 2010-2012 i około 100 miliardów euro rocznie do roku 2020. UE nie ujawniła na razie jaką kwotą gotowa jest je wesprzeć.
„Biedny nie będzie dwa razy tracił” - zapewnił premier Donald Tusk na konferencji w Brukseli. W jego ocenie, nie do zaakceptowania byłoby przyjęcie mechanizmu narażającego państwa biedniejsze – które na dodatek już poniosły największe koszty redukując poważnie emisje CO2 – na obciążenie w przyszłości większymi kosztami ochrony klimatu, niż pozostałe państwa członkowskie. „Oczywiście wolałbym, żeby już dziś ten mechanizm był w każdym szczególe opracowany, ale to okazało się za trudne” - przyznał Tusk.
Polski rząd wcześniej groził wetem, o ile jedynym kryterium decydującym o ponoszonych kosztach przeciwdziałania zmianom klimatycznym będzie emisja CO2. Polska, stojąca na czele koalicji nowych, biedniejszych i mniej rozwiniętych państw członkowskich, domagała się, żeby nakłady na walkę ze zmianami klimatycznymi były liczone na podstawie dochodu narodowego brutto albo udziału w pomocy rozwojowej.
Według Tuska, osiągnięte w piątek porozumienie jest kompromisem dobrym i dla ochrony klimatu, i dla państw, które bały się zbyt dużych obciążeń finansowych.
„Rzeczą bardzo ważną dla Polski było wyposażenie UE w silny mandat przed Kopenhagą, który spowodowałby, że Europa nie tylko nadal będzie liderem w przedsięwzięciach na rzecz ochrony klimatu, ale że będzie w dodatku zbiorem państw świadomych i bardzo odpowiedzialnie traktujących kwestie ochrony klimatu, także tych państw, których możliwości finansowe i ekonomiczne nie są dzisiaj jeszcze jakoś szczególnie wysokie” - przytacza słowa Tuska tvn24.pl.
Według portalu wp.pl, premier bronił się przed zarzutem, że Polska nie chce płacić na ochronę klimatu. Zadeklarował nawet wsparcie biednych krajów trzecich już w latach 2010-2012, jeśli w Kopenhadze uda się osiągnąć porozumienie o ograniczeniu redukcji. Nie chciał ujawnić kwoty, ale zapewnił, że to będzie "poważna kontrybucja, a nie symboliczny wkład".
Minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz podkreślił natomiast, że Polsce udało się „zbudować bardzo solidną koalicję, która wytrwała do końca i rezultat szczytu jest taki, że Polska w imieniu tej koalicji z najważniejszymi w Europie ustalała warunki, na jakich UE tworzy swój mandat na Kopenhagę”. „Wynik szczytu jest bardzo mocnym podkreśleniem roli Polski w UE” – cytuje za PAP wypowiedź szefa UKIE wp.pl.
Ten sam portal podaje – za agencją – że uzgodniona na szczycie deklaracja polityczna precyzuje, iż przy obliczaniu składki poszczególnych państw Unii na wsparcie krajów rozwijających się, po 2012 roku ma być zastosowany "wewnętrzny mechanizm dostosowawczy, który weźmie w pełni pod uwagę zdolność do ponoszenia kosztów UE" przez mniej zamożne kraje członkowskie. Szczegóły ma uzgodnić powołana w tym celu grupa robocza, a wyniki jej prac zostaną przedstawione szefom państw i rządów na jednym z posiedzeń Rady Europejskiej po konferencji w Kopenhadze.
Dzięki wysiłkom Polski, wypracowana propozycja będzie musiała być przyjęta jednomyślnie, mimo że Traktat z Lizbony przewiduje podejmowanie decyzji kwalifikowaną większością głosów.
Według PAP Tusk powiedział, że za kompromisem przemawiały też ustalenia w kluczowej dla Polski sprawie nadwyżek uprawnień do emisji pozostałych po obecnym okresie zobowiązań z Kioto. Agencja przypomina też, że Polska chce utrzymać prawo do sprzedaży tych nadwyżek po 2012 roku (chodzi o zezwolenia na ok. 500 mln ton CO2, które rząd w Warszawie mógłby za 2,5-3,5 mld euro sprzedać krajom przekraczającym swoje limity z Kioto). Takiemu rozwiązaniu sprzeciwiały się jednak kraje „starej” Unii, które takich nadwyżek nie mają. UE ma w Kopenhadze starać się o zniesienie lub ograniczenie tych uprawnień jedynie pod warunkiem, że stracą lub ograniczą je wszyscy. (bea)











