Reklama
Pomysł rozlokowania w Strefie Gazy międzynarodowych obserwatorów zgłosił Karel Schwarzenberg, minister spraw zagranicznych Czech, które 1 stycznia objęły unijne przewodnictwo. Schwarzenberg stoi na czele delegacji UE, która od niedzieli przebywa na Bliskim Wschodzie i podjęła próbę mediacji.
Liwni poinformowała po spotkaniu z przedstawicielami unii wponiedziałek, że Izrael nie zgodzi się na rozejm, dopóki jego armia nie zrealizuje celów ofensywy. Rząd izraelski popiera natomiast zorganizowanie międzynarodowej misji na granicy między Strefą Gazy a Egiptem. Według minister Liwni pomogłoby to powstrzymać przemyt broni do palestyńskiej enklawy. W rejonie granicznym znajduje się ponoć kilka tysięcy podziemnych tuneli, służących bojownikom Hamasu do przerzutu do Strefy Gazy między innymi rakiet, którymi ostrzeliwany jest potem południowy Izrael.
Ideę wysłania międzynarodowych obserwatorów w rejon granicy z Egiptem poparły jeszcze przed rozpoczęciem przez Izrael ofensywy naziemnej Stany Zjednoczone i Niemcy. Warunkiem rozpoczęcia misji miało być jednak zawieszenie broni.
W rejonie konfliktu znajduje się również Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, która z Nowym Rokiem zakończyła swoje półroczne przewodnictwo w UE. Jak poinformowała agencja AFP Sarkozy wezwał w poniedziałek Izrael do zakończenia przemocy w Strefie Gazy. „Świat nie zrozumiałby tego, gdyby Izrael dopuścił do pogorszenia sytuacji humanitarnej”, stwierdził Sarkozy po spotkaniu z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem w Ramalli.
Sytuacja, w której w rejon konfliktu udały się dwie odrębne unijne delegacje, postrzegane jest przez obserwatorów jako oznaka braku koordynacji. Londyński „The Times” napisał, że bliskowschodnia misja Sarkozy’ego pokazała, że „hiperaktywny Super-Sarko” nie zamierza w najbliższej przyszłości rezygować z funkcji prezydenta Europy, mimo że Czesi przed kilkoma dniami oficjalnie przejęli przywództwo w UE. (tmw)











