Visegrad EU portals : EurActiv.pl | EurActiv.hu | EurActiv.cz | EurActiv.sk |
Logo EurActiv.sk
  • O nas
  • Newsletter

Do tanga trzeba dwojga

08.09.2008
Konflikt w Gruzji zostanie z pewnością odnotowany jako kolejny, obok 11 września punkt zwrotny w kartach historii 21-ego wieku. Przekraczający granicę Gruzji sznur rosyjskich oddziałów i czołgów utwierdził świat w przekonaniu, że okres rosyjskich, antyzachodnich deklaracji oraz pomruków niezadowolenia dobiegł końca na rzecz polityki faktów dokonanych.

Żródło: DemosEuropa
Autor: Maria Sadowska

Reklama

Poprzez błyskawiczną interwencję militarną, uderzenie w strategiczne cele cywilne i wojskowe, sparaliżowanie gospodarki Gruzji i uznanie niepodległości dwóch separatystycznych republik,  Rosja niemal w rytm bębnów i błysków fleszy otwarcia Olimpiady w Pekinie oznajmiła wszem i wobec swój powrót na scenę międzynarodową.

Wydarzenia na Kaukazie nie powinny jednak zaskakiwać. Zamrożone na terenie byłego Związku Radzieckiego w latach ‘90tych konflikty, które początkowo przyciągały uwagę społeczności międzynarodowej były przez zbyt długi czas de facto pozostawione same sobie. Przeciążony terminarz pozimnowojennego świata nie zdołał umieścić ich na liście swoich priorytetów i w rezultacie nigdy nie rozwiązał. W tym samym czasie Rosja konsekwentnie podsycała ogień na obszarze swojej bliskiej zagranicy i  w dniu 7 sierpnia 2008 roku dała jasno do zrozumienia, że nie będzie dłużej tolerować nielojalnych manewrów na swoim podwórku.

Nie należy się łudzić, że unijni przywódcy nie zdawali sobie sprawy z wagi sytuacji na Kaukazie. Konflikt jedynie wyrwał Unię ze stanu obojętności, w którym nie chciała dopuścić myśli, że eskalacja napięcia jest tylko kwestią czasu. Reagując niemal natychmiast, UE przyjęła rolę arbitra skłaniając obie strony do podpisania zaprojektowanego przez siebie rozejmu. Krytykowany za zbyt ugodową linię wobec Chin po wydarzeniach w Tybecie, Nicolas Sarkozy wystąpił tym razem w roli mediatora i wysłał wyraźny sygnał, że UE nie poprzestanie na słownych deklaracjach. I tak się stało. Specjalnie zwołany szczyt, mający na celu znalezienie remedium na rozwiązanie konfliktu być może otworzył nowy rozdział w polityce zagranicznej UE, tkwiącej w letargu z powodu niedociągnięć instytucjonalnych oraz niekończących się prób zdefiniowania wspólnego interesu. Tym razem, spotkanie nie ograniczyło się do niemal trywialnie brzmiących deklaracji potępiających nieproporcjonalne działania Rosji, uznanie niepodległości dwóch separatystycznych republik czy wyrażenia zadowolenia z autorskiego porozumienia o zawieszeniu broni. W relatywnie ostrych słowach zdecydowano o zamrożeniu  mozolnie prowadzonych, ale niezwykle pielęgnowanych przez Unię rozmów o partnerstwie i współpracy do czasu wycofania wojsk rosyjskich na pozycje zajmowane sprzed 7 sierpnia i co ważniejsze, namaszczono projekt partnerstwa wschodniego.  Konkluzje szczytu zawierają wszystko czego można się było spodziewać. A nie można było spodziewać się więcej. Deklarowane przez ministra spraw zagranicznych Francji  Bernarda Kouchnera nałożenie sankcji byłoby irracjonalnym posunięciem, a jego skutki kontrproduktywne do założonych. Zamrożenie relacji handlowych przy niemal symbiozie gospodarczo-energetycznej Rosji i UE równałoby się strzeleniem gola do własnej bramki.  Zwołanie, przebieg i wnioski szczytu udowodniły, że Unia potrafi mówić jednym głosem i w ciągu popołudnia wypracować kompromis pomiędzy tradycyjnie prorosyjskim obozem reprezentowanym przez Francję, Niemcy i Włochy oraz bardziej jastrzębią postawą Wielkiej Brytanii, Polski czy krajów bałtyckich. Jest to z pewnością novum dla Rosji, skupionej dotychczas na bilateralnych relacjach z wyselekcjowanymi partnerami, z satysfakcją wysuwającej przesączone cynizmem opinie pod adresem Unii. W tym kontekście szczyt jest wartością samą w sobie, a konflikt kaukaski paradoksalnie pozytywnym impulsem, który wreszcie skłonił europejskich przywódców do przyjęcia nowej postawy.

Jednak nie jest to z pewnością wystarczający powód, aby osiąść na laurach. Realnym testem wiarygodności wybudzenia Unii z letargu będzie sekwencja wydarzeń, które nastąpią na terenie konfliktu po kolejnej misji Prezydenta Sarkozy w asyście szefa Komisji Europejskiej oraz unijnej dyplomacji. Spisane deklaracje to jedynie atrament. W krótkim terminie, papierkiem lakmusowym skuteczności nowej strategii unijnej, będzie implementacja założeń konkluzji, które jakby nie patrzeć są ambitne i dalekosiężne. Wycofanie się rosyjskich oddziałów na pozycje sprzed konfliktu nie nastąpi natychmiast, co może oznaczać, że Unia będzie musiała postawić krzyżyk na negocjacjach w ramach partnerstwa i współpracy, lub może już to zrobiła. Punkt dotyczący bezpieczeństwa energetycznego, choć niezwykle trafny, może okazać się złudny. Dywersyfikacja źródeł energetycznych i ich dystrybucji jest niezbędna.  Jednak przy założeniu, że Rosja posiadająca największe na świecie złoża gazu i drugie pod względem wielkości zasoby ropy naftowej jest głównym dostawcą surowców do UE, ambicje unijne są niczym więcej niż pobożnym życzeniem. Co więcej stawiając na swój autorski projekt w postaci pakietu energetyczno-klimatycznego promującego przechodzenie na energię elektryczną z gazu ziemnego, a nie węgla, Unia zwyczajnie podcina gałąź, na której siedzi. Wreszcie, nie należy mieć złudzeń co do zmian w polityce Kremla. Aktualna sytuacja gospodarcza Rosji wyklucza jakiekolwiek przesłanki i warunki do pojawienia się przynajmniej zalążka politycznego fermentu na rzecz zmian. Można wiec nadal liczyć na chłód w relacjach dyplomatycznych i trochę cieplejsze stosunki na płaszczyźnie biznesowej.

Konflikt w Gruzji uzmysłowił Unii, że nie ma realnego wpływu i co istotne monopolu na rozwój wydarzeń w swoim bliskim sąsiedztwie. Otaczająca UE płaszczyzna regionalna wkroczyła w strategiczny wymiar i stała się przestrzenią rywalizacji pomiędzy Zachodem a wschodzącymi potęgami, które nie przebierają w środkach zmierzając konsekwentnie  w stronę wyznaczonego celu. Zainicjowana na przełomie 2003 i 2004 roku europejska polityka sąsiedztwa powstała w zupełnie  innym kontekście niż ten, któremu musi stawić czoła dzisiaj. Globalizacja, a wraz z nią polityczne a zarazem gospodarcze otoczenie, w którym funkcjonujemy wkracza w bardziej złożoną fazę. W wyniku tych zmian stajemy się świadkami nowego, wielobiegunowego świata, który niesie ze sobą nowe wyzwania i perspektywy. Aspirując do objęcia roli przywódcy, Unia nie musi patrzeć w dal. Europejska polityka zagraniczna zaczyna się u jej bram i tam w chwili obecnej powinna się skoncentrować.  Dwustronicowa propozycja partnerstwa wschodniego musi przybrać postać konkretnych działań i co najważniejsze zyskać pełną aprobatę państw partnerskich. Paradoksalnie, należy iść za radą Rosjan i podejmując to wyzwanie wznieść się ponad emocje. Co jak co, ale do tanga trzeba dwojga.

* Maria Sadowska jest Szefem Programu Europa w świecie w demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej

(Tekst uaktualniono 4.09.2008)

© 2003-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone

Technologia i Design MONOGRAM Technologies

to_top