Reklama
Czy Komisja Barroso dotrwa do końca kadencji? To pytanie postawił sobie w marcu European Policy Centre.
"Rezygnacja Markosa Kyprianou i wcześniejsze odejście - „na miesiąc bezpłatnego urlopu” -Franco Frattiniego oznacza, że w ciągu mniej niż miesiąca Komisji ubyło dwóch członków i to na więcej niż rok przed upływem kadencji" – zauważają autorzy Antonio Missiroli i Jérôme Bacquias.
Kyprianou wrócił do kraju, “który zna najlepiej”, żeby objąć stanowisko ministra spraw zagranicznych Cypru i być w kraju w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w greckiej części wyspy.
Natomiast Frattini zrezygnował – początkowo tylko na miesiąc – żeby uczestniczyć w kampanii wyborczej we Włoszech. Liczył się z ostatecznym odejściem z KE, „o ile zostanie mu zaproponowane stanowisko ministra” – uważają autorzy.
W publikacji EPC zwraca się uwagę, że “porównywalne tendencje, do tego co teraz dzieje się w Komisji Barroso, można było zaobserwować również w ostatnich miesiącach pracy Komisji Prodiego (1999-2004)". Wtedy również wielu komisarzy zrezygnowało z pracy w KE obejmując wysokie stanowiska w we własnych krajach.
Dobra wiadomość, jaką autorzy mają dla unijnych komisarzy jest mniej więcej taka: wydaje się być regułą, że po pracy w Brukseli, czeka ich polityczna kariera, i to na bardzo wysokich stanowiskach w rządzie. Wydaje się, że jest na nich bardzo duże zapotrzebowanie, co może być sygnałem, że doświadczenie wyniesione z pracy w unijnych instytucjach (i to zarówno na stanowiskach politycznych, jak i administracyjnych) jest coraz bardziej doceniane na poziomie narodowym – spekulują.
Natomiast zła wiadomość, jaką mają dla komisarzy jest taka, że sytuacja w Komisji Europejskiej robi się niezwykle podobna do tej, która panuje w administracji waszyngtońskiej pod koniec kadencji, gdzie odchodzenie jej najbardziej prominentnych członków - przypominające ucieczkę szczurów z tonącego okrętu, zwykle na lukratywne stanowiska w sektorze prywatnym - jest uznawane niemal za coś normalnego.
Analizując historię UE autorzy zwracają uwagę, że dotychczas nie brakowało tych, którzy opuszczali swoje stanowiska w Berlaymont (nazwa budynku w Brukseli, w którym mieści się siedziba Komisji Europejskiej) przed terminem, „a w kategoriach czysto liczbowych, europejski rekord należy do Włochów i Francuzów."
Może to być częściowo efektem tego, że kraje założycielskie Unii mają więcej komisarzy niż pozostałe kraje członkowskie - tłumaczą autorzy. Jest jednak zastanawiające – zwracają uwagę – że ani Brytyjczyk, ani Niemiec nigdy nie opuścił Komisji przed upływem terminu kadencji.
Missiroli i Bacquias dowodzą, że "wzory politycznej kariery i pobudki są znacząco różne w poszczególnych krajach członkowskich Unii" dodając, że "Komisja Barroso jest nieporównywalna z poprzednimi” (ponieważ jest w niej najwięcej byłych premierów i szefów dyplomacji w całej historii Wspólnoty).
Zwracają też uwagę, że te wcześniejsze odejścia rodzą niepewność, i to nie tylko w odniesieniu do perspektyw poszczególnych osób, ale również co do przyszłości samej Komisji.
Autorzy konkludują: "niepewność narasta w kwaterze głównej KE na Rue de la Loi (ulica w Brukseli, przy której znajduje się siedziba Komisji) wraz z odczuciem malaise (fr. niepokój, niedostatek) w instytucjach wymagających aggiornamento ( wł. modernizacja, aktualizacja) - żeby zapożyczyć określenia z ojczystych języków 'quitters' (ang. osoba niekończąca rozpoczętej pracy, niewytrwała, łatwo zniechęcająca się do czegoś, szybko rezygnująca)."











