Reklama
- Jaką architekturę dywersyfikacji źródeł energii postrzega pan jako najefektywniejszą dla Polski?
- Jest to trudne pytanie, gdyż właściwa na nie odpowiedź powinna uwzględniać zarówno aspekty społeczne, jak i gospodarcze. Na pewno potrzebne jest zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii oraz większa dywersyfikacja w ramach tej grupy. Stworzenie niejako dominacji energetyki wiatrowej oraz energetyki opartej na biopaliwach nie wydaje mi się korzystne w dłuższej perspektywie czasu. Konieczny jest rozwój również innych źródeł energii odnawialnej. System pomocy publicznej stosowany w tym sektorze powinien te potrzeby uwzględniać. Polska postawiła również na rozwój energetyki atomowej. Jej udział może być znaczący w przyszłym bilansie wytwórczym. Źródłem energii, którego pozycja będzie wzrastać jest gaz, również za sprawą premiowania tego surowca przez Unię Europejską. Nie można też całkowicie zrezygnować z węgla jako surowca do produkcji energii elektrycznej i ciepła, chociażby ze względu na aspekty bezpieczeństwa energetycznego, jak również ze względu na aspekty społeczne. Badania i rozwój tzw. czystych technologii węglowych są potrzebne. Zastosowanie gospodarcze tych technologii musi mieć jednak sens ekonomiczny i technologiczny.
- Polska jest jednym z niewielu dużych krajów OECD, które nie mają elektrowni jądrowej, jednak w planach jest budowa kilku. Czy uważa pan, że jest to niezbędny kierunek rozwoju polskiej polityki energetycznej?
- W świetle wymagań w zakresie ochrony środowiska oraz prognozowanego wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną można uznać ten kierunek za niezbędny. Wciąż jednak silne są wspomnienia po awarii w Czarnobylu. Oczywiście, przyczyny tej awarii oraz typ tamtego reaktora sugerują, że podobne zagrożenie nie powinno nastąpić ponownie, jednak negatywne efekty tamtej awarii wciąż pozostają żywe w świadomości społecznej. Niemniej jednak, obecnie stosowana najnowsza generacja technologii w tym zakresie może zjednać akceptację społeczną dla rozwoju tej technologii.
- Społeczeństwa wiedzą niewiele na temat energii atomowej, zaś gdy dowiadują się więcej, zazwyczaj stają się przeciwnikami jej wykorzystania. Nie tylko ze względu na zagrożenie wybuchem a la Czarnobyl, ale głównie przez wzgląd na składowanie odpadów radioaktywnych – które tracą swoją radioaktywność po mniej więcej 100 tys. lat. Czy uważa Pan te obawy za zasadne? Dlaczego polscy obywatele nie mają możliwości wypowiedzenia się na ten temat np. w referendum?
- Szereg problemów związanych z energetyką atomową jest w trakcie rozwiązywania. Jednym z nich jest głębinowe składowanie zużytego paliwa jądrowego. Nie uznałbym jednak tego problemu za szczególnie istotny dla ogółu społeczeństwa, gdyż pewne zasady międzynarodowe w tym zakresie zostały wypracowane. Prawdą jest, że społeczeństwo wie mało i to jest główne zadanie władzy publicznej i innych podmiotów. Konieczne jest przekazanie obiektywnej i rzetelnej wiedzy na ten temat. Ta praca musi być wykonana w ciągu najbliższych 2-3 lat.
Nie uważam, żeby referendum ogólnokrajowe było potrzebne. Mamy demokrację przedstawicielską i to jest platforma do wypowiedzenia się przez ogół społeczeństwa. Kwestia jest na tyle wielopłaszczyznowa i skomplikowana, że powinna pozostać rozwiązana poprzez tych, którym obywatele dali mandat do działania w ich imieniu. Referendum ogólnokrajowe nie rozwiąże to żadnego problemu a tylko niepotrzebnie zantagonizuje społeczeństwo. Poza tym budowa bloku atomowego w Polsce nie zmieni znacząco poziomu ryzyka ogólnospołecznego. Polska jest otoczona państwami mającymi reaktory atomowe.
Co innego jeśli chodzi o referenda lokalne. Społeczność lokalna musi akceptować reaktor atomowy w swoim sąsiedztwie. Porozumienie ze społecznością lokalną jest niezbędnym warunkiem dla skuteczności przeprowadzenia tej inwestycji.
Rozmawiała Karolina Zbytniewska










