Reklama
KAMIENIE MILOWE:
1997 rok – po raz pierwszy użyto terminu cloud computing we współczesnym znaczeniu
Unia Europejska:
październik 1995 - dyrektywa o ochronie osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych i swobodnego przepływu tych danych
grudzień 2007 – Karta praw podstawowych Unii Europejskiej (Tytuł II - Wolności - Artykuł 8 - Ochrona danych osobowych)
kwiecień 2009 - na podstawie dyrektywy Unii Europejskiej, dostawcy usług internetowych muszą rejestrować kontakty swoich klientów w sieci, w tym również maile (na wzór billingu)
listopad 2009 - raport Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA) na temat zagrożeń i korzyści cloud computingu
styczeń 2010 - Komisja Europejska przedstawia przyszłe kierunki badań nad cloud computingiem w Europie
luty 2010 - decyzja Komisji Europejskiej ws. standardowych klauzul umownych dotyczących przekazywania danych osobowych podmiotom przetwarzającym dane mającym siedzibę w krajach trzecich na mocy dyrektywy 95/46/WE Parlamentu Europejskiego i Rady
maj 2010 - „Europejska Agenda Cyfrowa” sugeruje opracowanie unijnej strategii na temat cloud computingu, zwłaszcza dla sektora rządowego i nauki
listopad 2010 - przyjęcie kompleksowej strategii dotyczącej ochrony danych osobowych w Unii Europejskiej, zakładającej modernizację istniejących w UE ram prawnych w tej dziedzinie i uwzględnienie w nich rozwoju nowych technologii
grudzień 2010 - KE przedstawiła „Badanie wyzwań regulacyjnych w zakresie bezpieczeństwa i prywatności w chmurze” i dokonała przeglądu gospodarczego wpływu cloud computingu
maj 2011 - Konsultacje Komisji Europejskiej z zainteresowanymi stronami na temat regulacji w zakresie cloud computingu
styczeń 2012 - Komisja Europejska przedstawiła projekt reformy przepisów z 1995 roku, która ma wzmocnić prawo do prywatności w internecie i nadać impuls gospodarce cyfrowej w UE
Polska:
sierpień 1997 - ustawa o ochronie danych osobowych
kwiecień 2004 - Rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji ws. dokumentacji przetwarzania danych osobowych oraz warunków technicznych i organizacyjnych, jakim powinny odpowiadać urządzenia i systemy informatyczne służące do przetwarzania danych osobowych
luty 2005 - Ustawa z dnia 17. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne.
rok 2007 - uruchomieniu projektów w programie unijnym Innowacyjna Gospodarka - Działanie 8.1., co przyspiesza rozwój usług przetwarzania danych (m.in. w chmurze)
grudzień 2008 - rząd przyjmuje „Strategię rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce do roku 2013”
sierpień 2011 - projekt Planu Informatyzacji Państwa na lata 2011-2015
listopad 2011 - nowelizacja prawa bankowego, która ułatwiła outsourcing IT
Co to jest chmura?
Pojęcie „chmura”, które dotychczas kojarzyło się raczej z meteorologią, zyskało niedawno nowe, informatyczne znaczenie i jest coraz powszechniej używane. Przede wszystkim dlatego, że coraz powszechniej wykorzystywana jest sama chmura. Jest tak, choć wielu jej użytkowników korzysta z niej nieświadomie. W chmurze świadczą bowiem usługi takie firmy jak np. Amazon, Apple, Google, IBM czy Microsoft.
Nie każdy wie, że korzystając bezpłatnie z Hotmaila, korzysta z chmury publicznej firmy Microsoft, a korzystając z Gmaila, używa chmury Google'a. Przeciętny użytkownik Gmaila czy Outlooka, nie zna żadnych technicznych szczegółów infrastruktury - nie wie, w jakim centrum danych są „fizycznie” jego maile, nie interesuje nas konfiguracja poszczególnych węzłów, używany sprzęt ani np. chłodzenie.
Nie obchodzi go także, jaki system zastosowano do zarządzania milionami skrzynek pocztowych na całym świecie, ani sposób działania poszczególnych funkcji, których działanie nie obciąża jego komputera.
Stało się to możliwe dzięki technologii wirtualizacji, którą można wykorzystywać zarówno w serwerowniach wielkich korporacji, jak i w domowych komputerach. Zaletą wirtualizacji jest możliwość wykorzystania tylko części zasobów serwera. Dzięki temu jeden sprzęt pracuje w służbie kilku systemów pracujących niezależnie, które nie wpływają na siebie wzajemnie. Administrator systemu może zaś w dowolnym momencie płynnie zmieniać parametry wirtualnego serwera, zmieniając – w zależności od potrzeb użytkownika - wielkość mocy obliczeniowej lub pamięci. W ten sposób wirtualizacja oszczędza realne pieniądze – zachęcają zwolennicy chmury.
Nowe pojęcie chmury trudno zdefiniować
W oficjalnych dokumentach używa się definicji organizacji NIST (National Institute of Standards and Technology), określając ją jako „model wygodnego udostępniania sieci współdzielonych, konfigurowalnych zasobów (np. sieci komputerowe, serwery, pamięć masowa, oprogramowanie i usługi), które mogą być szybko dostosowane i „dostarczone” z minimalnym nakładem pracy kierownictwa lub dostawcy usług”.
Definicja Wikipedii (która sama jest serwisem „chmurowym”) jest nieco prostsza: chmura to „model przetwarzania oparty na użytkowaniu usług dostarczonych przez zewnętrzne organizacje”. Oznacza to – wyjaśnia portal - że korzystający z chmury nie musi kupować żadnego sprzętu, żadnych licencji, nie musi instalować żadnych programów, ani nimi administrować – w ramach usługi tzw. cloud computingu (czyli przetwarzania w chmurze) dostaje wybrane oprogramowanie razem z konieczną infrastrukturą. Poza tym zasoby chmury są stale do dyspozycji odbiorcy – podążają za jego potrzebami.
Według prof. Włodzimierza Gogołka, specjalisty technologii informacyjnych z Uniwersytetu Warszawskiego, chmura to „bazujące na internecie kompleksowe, uniwersalne technologie obejmujące zasoby sprzętowe, programowe, bezpieczeństwo, monitorowanie, komunikację oraz inne funkcje, które zapewniają aplikacjom, zasobom informacyjnym, przepływowi i przetwarzaniu informacji niezawodność, wydajność i bezpieczeństwo”.
Zdaniem Rafała Trzaskowskiego, europosła PO/EPL (który swoją kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego w dużej mierze prowadził w internecie), chmura to natomiast „w dużym uproszczeniu ‘miejsce’, gdzie możemy korzystać z oprogramowania i aplikacji bez instalowania ich na swoim komputerze, jednocześnie mając do niego dostęp – a więc do swoich aplikacji i danych z każdego miejsca na świecie za pośrednictwem internetu.
Zatem można powiedzieć w dużym uproszczeniu, że chmura obliczeniowa jest zaawansowaną technologicznie infrastrukturą informatyczną, na którą składają się serwery, oprogramowania, światłowody itd., a dostęp do niej może mieć każdy użytkownik internetu.
Za otrzymaną usługę, np. za możliwość korzystania z arkusza kalkulacyjnego, trzeba oczywiście płacić. Jednak kupujący ją nawet nie wie, na jakim sprzęcie, ani gdzie fizycznie zainstalowane jest oprogramowanie; gdzie zapisywane są dane, ani jakie inne usługi są konieczne do tego, żeby udostępnić mu tę, która w danej chwili jest mu potrzebna. Wchodzi się w chmurę i wychodzi z niej poprzez stronę internetową wyświetlaną w przeglądarce internetowej.
Gdzie tak naprawdę są te dane?
Ze względów bezpieczeństwa nigdy nie wiadomo dokładnie, ale np. wiadomo, że Microsoft ma w Europie dwa duże centra danych: główne w Dublinie i zapasowe (z tzw. back-upami) - w Amsterdamie. Każde z nich ma powierzchnię ośmiu boisk do gry w piłkę nożną położone na czterech piętrach i maksymalny pobór mocy na poziomie 5,4 MW (z możliwością zwiększenia go nawet do 22 MW)
Pierwszym krokiem w chmurach (obliczeniowych) było wyjście z własnego serwera i wykorzystanie możliwości cudzego, stojącego gdzie indziej niż reszta sprzętu zainteresowanego tą usługą klienta. Jednak to po jego stronie pozostawał wtedy wciąż zakup pozostałego sprzętu, a także troska o jego zabezpieczenie, system operacyjny, oprogramowanie i aplikacje.
W kolejnym kroku to dostawca dostarczał sprzęt i dodatkowo czasem również zabezpieczenia. Zadaniem odbiorcy było wtedy jednak w dalszym ciągu dostarczenie do chmury systemu operacyjnego, oprogramowania i aplikacji.
Następny krok polegał na tym, że klient mógł przestać zajmować się systemem operacyjnym (również jego utrzymaniem i zarządzaniem), a zajmował się tylko aplikacjami i ich utrzymaniem.
I wreszcie ostatni (jak dotychczas) krok: wszystko mamy w chmurze - sprzęt, system operacyjny i aplikacje, a sami nie musimy już o nic się martwić (chyba, że o pieniądze na usługi). Zwykle płaci się - najczęściej raz w miesiącu - tylko za użyte zasoby, czyli czas procesora, zajęte miejsce, liczbę transakcji czy transfer.
Minusem takiego rozwiązania jest to, że użytkownik traci wpływ na kształt stosowanych aplikacji. Może tylko – jak danie z karty w restauracji – wybrać aplikację najbliższą jego aktualnym potrzebom.
Rodzaje chmur
Tak rozwijały się „chmurowe” możliwości, a dziś każdy z użytkowników może wybrać z nich tę wersję, która mu najbardziej odpowiada. Ale to nie wszystko. Bo chmury – podobnie jak w przyrodzie - są różne. Te obliczeniowe mogą być prywatne, dedykowane lub publiczne i klient może wybrać tę, która najlepiej odpowiada jego potrzebom i możliwościom.
„Wejście w chmurę” nie pociąga co prawda za sobą kosztów zakupu ani utrzymania rozbudowanej infrastruktury informatycznej, ale działalność jej użytkowników staje się w dużym stopniu zależna od jakości usług dostawcy chmury. Część użytkowników nie chce poddawać swoich zasobów informatycznych kontroli zewnętrznej firmy i ci decydują się na model chmury prywatnej. Decydują się na nią te instytucje, które z pewnych względów (bezpieczeństwa, prawnych itp.) nie mogą przetwarzać danych poza własną siedzibą.
Taka chmura – może trochę wbrew intuicyjnemu rozumieniu tego określenia – nie jest przeznaczona dla pojedynczego człowieka, ale dla instytucji i to raczej dużych. Są to bowiem usługi przetwarzania dostępne w chmurze, ale wdrażane na serwerach konkretnej firmy fizycznie tam zainstalowanych.
Te zasoby tworzą wspólną pulę dla wszystkich jednostek danej instytucji (i ew. instytucji z nią współpracujących). Współdzielenie zasobów pozwala nie tylko na lepsze ich wykorzystanie, ale także na większą efektywność dostępnej infrastruktury.
Znajdujące się we wspólnej puli zasoby mogą być automatycznie rozszerzane lub ograniczane, a więc szybko dostosowywane do zmieniających się oczekiwań użytkowników. W takiej chmurze zarówno użytkownicy, jak i dostawcy usług mogą konfigurować usługi informatyczne i zarządzać nimi poprzez interaktywny portal lub system, który pozwala na automatyczne przydzielanie usług.
Wariantem chmury prywatnej są rozwiązania nazywane chmurą w „pudełku”, czyli mobilne centra obliczeniowe umieszczone w kontenerach. Znajduje się tam pełna infrastruktura: okablowanie, sprzęt, system chłodzenia, serwery, oprogramowanie systemowe do zarządzania całością, a także aplikacje. Użytkownik takiej przenośnej chmury ma nad nią pełną kontrolę, tak jak nad chmurą prywatną, a musi jedynie zapewnić dostęp do prądu i łącza do sieci. Ponadto to on właśnie ponosi odpowiedzialność za jej funkcjonowanie i ochronę.
Z chmur dedykowanych korzystają natomiast najczęściej organizacje o bardzo specyficznych wymaganiach (np. rządy, banki), które w ten sposób nie muszą przeznaczać funduszy na tworzenie prywatnych chmur. Na potrzeby tych właśnie instytucji w chmurze fizycznie wyznacza się część zasobów, które nie są współdzielone z innymi klientami. W ten sposób np. polski Dziennik Ustaw „fizycznie” jest we Francji.
I wreszcie najpopularniejsza chmura - chmura publiczna, z którą mamy do czynienia wtedy, kiedy zestaw ogólnie dostępnych usług informatycznych w całości oferuje zewnętrzny dostawca. Dostarcza je odpłatnie lub nieodpłatnie, ale z usług w takiej chmurze zawsze może korzystać każdy, kto ma dostęp do internetu.
Sprzęt, oprogramowanie i usługi zgromadzone w ramach centrów danych należą w tym przypadku najczęściej do jednego operatora (np. Amazon, Apple, Microsoft czy Google). Można jednak wyobrazić sobie sytuację, że jeden dostawca oferuje infrastrukturę i platformę programistyczną w chmurze, a inna firma tworzy w tym samym „miejscu” aplikacje i oferuje je jako usługi.
Zasoby (serwery, platforma czy aplikacje) są w takiej chmurze współdzielone między wszystkimi klientami dostawcy. Pozostają jednak łatwo skalowalne i bezpieczne. Tego typu chmura najczęściej wykorzystywana jest do pracy grupowej, przesyłania poczty i obsługi klienta. Ponadto, w przypadku konieczności stosowania rozwiązań i aplikacji autorskich, daje możliwość budowania aplikacji pracujących w chmurze przy pomocy platformy dla programistów (Windows Azure).
Poczta internetowa – najbardziej powszechna usługa z chmur
Najczęściej wykorzystywana usługa z chmur to poczta elektroniczna. W zeszłym roku liczba kont poczty e-mail na świecie wyniosła 3,146 miliarda (27,6 proc. wyniósł udział w rynku programu Microsoft Outlook, najpopularniejszego klienta poczty e-mail), a liczba użytkowników Hotmaila - najpopularniejszej usługi e-mailowej na świecie - 360 milionów.
Tę formę komunikacji wymyślili w 1965 roku Louis Pouzin, Glenda Schroeder i Pat Crisman, ale wtedy polegała ona jedynie na przesyłaniu wiadomości między użytkownikami tego samego komputera. Usługę przesyłania tekstów między różnymi komputerami wymyślił w roku 1971 Ray Tomlinson i to on wybrał znak @ do rozdzielania nazwy użytkownika od nazwy komputera, a później nazwy domeny internetowej.
Choć – z powodu „żelaznej kurtyny” - pierwszy e-mail został wysłany do Polski w listopadzie 1990 roku, a z Polski dopiero w sierpniu następnego roku (ta data uznawana jest zresztą za początek internetu w Polsce), to pod koniec sierpnia 1991 r. liczba użytkowników sieci przekroczyła 2 tys., a w 2011 roku liczba internautów sięgnęła 16 milionów.
E-administracja w chmurach
Według definicji Komisji Europejskiej, e-administracja to stosowanie technologii informacyjnych i komunikacyjnych przez administrację publiczną w kontaktach z obywatelami lub przedsiębiorstwami, a także między różnymi organami administracyjnymi. Wymusza ona zmiany organizacyjne i nowe umiejętności przedstawicieli służb publicznych, które mają poprawić jakość świadczonych przez nich usług.
Dzięki nowym technologiom teleinformatycznym w mniej więcej 40 proc. urzędów wzrosła sprawność załatwiania spraw, liczba innowacyjnych rozwiązań związanych z organizacją pracy i efektywność wykorzystania zasobów urzędów – informowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Raport opublikowano w październiku zeszłego roku na podstawie siódmego już badania rozwoju technologii teleinformatycznych w Polsce i ich wpływu na działanie urzędów administracji publicznej. Uczestniczyło w nim ponad 1600 urzędów wszystkich szczebli w Polsce, w tym urzędy administracji samorządowej (gminne, powiatowe, marszałkowskie) i administracja rządowa.
Wyniki tego badania wskazują jednak, że w zdecydowanej większości urzędów, bez względu na szczebel, funkcjonuje podwójny obieg dokumentów: w formie papierowej i elektronicznej. Dzieje się tak, mimo że elektronicznym systemem zarządzania dokumentacją dysponuje większość urzędów marszałkowskich i powiatowych, więc mogą wymieniać dokumenty w obrębie urzędu online (z tej formy korzysta 77 proc. urzędów administracji rządowej i 71 proc. samorządowej). Plany wdrożenia tego systemu zadeklarowało ponad 80 proc urzędów, które jeszcze z takiego systemu nie korzystają - i to większość z nich już w tym roku.
Szansa na szersze stosowanie e-administracji pojawiła się dopiero w połowie 2011 roku. Wtedy bowiem pojawiła się wreszcie możliwość założenia w internecie konta, w którym potwierdza się swoje dane, a dzięki temu – zdalnego załatwiania spraw urzędowych bez drogiego podpisu elektronicznego. Od 1 lipca zeszłego roku działa także Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej, w której można zarejestrować działalność gospodarczą (do października skorzystało z tego już ponad 11 tys. firm).
Z przeprowadzonego przez resort badania wynika też, że w większości (ponad 60 proc.) urzędów gminnych obywatel ma dostęp do komputera z dostępem do internetu, prawie 40 proc. promuje korzystanie z sieci wśród osób zagrożonych wykluczeniem, a ponad 30 proc. wspiera lub organizuje kursy i szkolenia informatyczne.
Ponadto średnia liczba odsłon stron internetowych urzędów administracji rządowej w 2010 roku była prawie 4 razy wyższa niż w przypadku stron internetowych samorządów. Największym zainteresowaniem w ubiegłym roku cieszyły się strony internetowe urzędów marszałkowskich – średnia liczba odsłon stron wyniosła ponad 1,5 mln.
Uznając wagę wprowadzania nowych technologii, w nowym rządzie (utworzonym po jesiennych wyborach 2011 roku) powołano do życia nowe ministerstwo: cyfryzacji i administracji (poprzednio w MSWiA był tylko departament społeczeństwa informacyjnego). Chce ono – jak czytamy na stronie internetowej nowego resortu – „jasno definiować cele i zadania, datę początku i zakończenia przedsięwzięcia” i deklaruje wolę poddawania się kontroli publicznej.
Proces wprowadzania w życie nowych rozwiązań w tej dziedzinie jest jednak długotrwały. Ostatnio coraz częściej podkreśla się możliwości, jakie daje administracji publicznej świadczenie usług w chmurze, jednak póki nie zostaną rozstrzygnięte kwestie prawne, przeniesienie tam danych wrażliwych i osobowych będzie trudne lub nawet niemożliwe. Rząd australijski - który obok USA, Japonii, Kanady, Korei Południowej i Wielkiej Brytanii opracował strategię przechodzenia administracji publicznej do chmury - zakłada, że pełne przeniesienie takich danych to proces, który może potrwać nawet dziesięć lat.
UE, która wspiera rozwój e-administracji, już w 2000 roku podjęła inicjatywę o nazwie e-Europa , która miała na celu zastosowanie nowych możliwości do przyspieszenia rozwoju gospodarki (opartej na wiedzy) i budowy nowych miejsc pracy. Miała także umożliwić obywatelom UE dostęp do nowych usług informatycznych.
Pierwszym etapem realizacji tej inicjatywy był eEurope 2002 Action Plan, którego działanie skoncentrowane było na udostępnianiu internetu obywatelom państw członkowskich UE. Po osiągnięciu większości założonych w nim celów, program został zastąpiony kolejnym planem działania - eEurope 2005 Action Plan. Działania w tej fazie polegały przede wszystkim na wprowadzaniu internetu szerokopasmowego i udostępnianiu usług online zarówno sektorowi publicznemu, jak i prywatnemu.
Inicjatywa eEurope została zakończona z końcem 2005 roku i zastąpiona inną - i2010. Miała ona promować rolę technologii informatycznych i komunikacyjnych w rozwoju gospodarczym i społecznym UE, a także w poprawie jakości życia jej obywateli. W ramach i2010 uruchomiono m.in. e-Komisję 2006-2010, działanie które miało zrobić z KE instytucję przodującą w dziedzinie e-administracji: poprawić jej efektywność i przejrzystość dzięki zastosowaniu technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT).
W 2010 roku również ta strategia została zastąpiona kolejną, pod nazwą Digital Agenda for Europe. Przewidziana do 2020 roku strategia ma na celu wykorzystanie jednolitego rynku cyfrowego (zbudowanego na bazie szybkiego, szerokopasmowego internetu i interoperacyjnych aplikacjach) do zrównoważonego rozwoju gospodarczego i społecznego.
Komisja Europejska zaproponowała, by 9,2 mld euro (z czego co najmniej 7 mld na infrastrukturę szybkiego, szerokopasmowego internetu) z następnego, wieloletniego budżetu UE (2014-20) przeznaczyć na realizację ogólnounijnych projektów, dzięki którym zarówno osoby prywatne, jak i firmy czy urzędy będą mogły korzystać z szerokopasmowego internetu i dostępnych tam usług.
Co roku KE sprawdza postępy państw członkowskich w budowaniu e-administracji. W raporcie za 2010 rok Polska zajęła pod względem dostępności w sieci 20 najważniejszych usług oferowanych przez administrację (m.in. rejestracja samochodu, zgłaszanie danych do urzędu statystycznego, zapisy do szkoły wyższej) dopiero 19. miejsce (rok wcześniej było to miejsce 23.).
Według KE, najlepszy dostęp do swoich usług online oferują w Polsce trzy witryny: e-Inspektorat ZUS, e-Deklaracje.gov.pl i e-Sad.gov.pl. W e-Sądzie tylko w pierwszym roku jego działalności złożono ponad 700 tysięcy pozwów, na elektroniczne rozliczenie się z podatków w tym roku - w trzecim roku działania tego systemu - zdecydowało się już milion osób, a witrynę e-Inspektoratu od jej uruchomienia w marcu 2011 odwiedzono już prawie 27 mln razy.
Komisja Europejska wspiera rozwój e-administracji, kierując pieniądze ze wspólnego budżetu na współfinansowanie projektów w tej dziedzinie, ale też kontroluje ich wydawanie.
Z raportu Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO) - który obejmuje co prawda lata 2000-2006 i dotyczy czterech państw członkowskich: Francji, Włoch, Polski i Hiszpanii - wynika, że działania na rzecz budowy e-administracji w tych państwach są coraz skuteczniejsze.
ETO podkreśla jednak w sprawozdaniu opublikowanym pod koniec zeszłego roku, że przypadające na te państwa 3 mld euro (45 proc. kwoty wydatków przeznaczonych z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego na projekty dot. społeczeństwa informacyjnego) nie zawsze trafiały na realizację najważniejszych potrzeb związanych z rozwojem e-administracji, a te wybrane często realizowano z opóźnieniem lub w ograniczonym zakresie, z powodu słabo opracowanej koncepcji lub braku metodyki jego realizacji.
ETO uważa w związku z tym, że państwa członkowskie powinny opracować strategie na podstawie zidentyfikowanych potrzeb, a projekty powinny być wybierane na podstawie oceny prawdopodobnych kosztów i korzyści projektu. Zaleca również Komisji Europejskiej dopilnowanie, by w projektach współfinansowanych ze środków EFRR uwzględniano zasady umożliwiające transeuropejską interoperacyjność.
Mimo to - ocenił Trybunał - większość skontrolowanych projektów zrealizowano prawidłowo pod względem technologicznym i powstały aplikacje informatyczne pozwalające świadczyć usługi elektroniczne dla instytucji państwowych, przedsiębiorstw i obywateli.
„Chmurna” e-edukacja
E-edukacja (ang. e-learning), to nauczanie z wykorzystaniem internetu lub wewnętrznej sieci komputerowej, które pozwala ukończyć kurs lub studia bez fizycznej obecności w sali wykładowej. Szkolenia online, wykłady, dyskusje, wirtualne lekcje, interaktywne ćwiczenia, pokazy multimedialne, czaty z wykładowcą i innymi studentami - to niektóre przykłady tego sposobu nauki.
Coraz bardziej powszechna obecność nowoczesnych technologii w życiu, a także zmiany społeczne, związane m.in. z budowaniem gospodarki opartej na wiedzy i koniecznością przygotowania kadr do potrzeb zmieniającego się rynku pracy, coraz wyraźniej znajdują odzwierciedlenie również w systemach edukacyjnych. Zmian wymagają nie tylko procesy dydaktyczne, ale również – w najlepszym wypadku zeszłowieczne – naukowe podstawy kształcenia. E-edukacja, która daje szansę na upowszechnienie wykształcenia, staje się bowiem jednym z kluczowych elementów budowy społeczeństwa informacyjnego
Upowszechnienie komputerów i internetu, a także technologie Web 2.0 powodują, że młodzi ludzie rozwijają się i uczą korzystając w coraz większym stopniu z technologii informacyjno-komunikacyjnych. To z kolei wpływa na ich sposób postrzegania świata, przyswajania wiedzy i kształtowania umiejętności.
E-learning ma prowadzić nowoczesną edukację, wykorzystując nowe technologie, nie gubiąc w nich jednak najważniejszych wartości kształcenia.
„Polska szkoła musi stać się szkołą przyszłości – ‘cyfrową szkołą’ – powiedziała w Sejmie minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas. Podkreśliła, że nie oznacza to jedynie wyposażenia szkół w komputery. Wyjaśniła, że szkoła, nauczyciele i uczniowie, a dzięki temu także rodzice, muszą zostać wyposażeni w e-kompetencje, mieć dostęp do e-materiałów, móc korzystać z e-doskonalenia i sprzętu tak, by stosować techniki informacyjno-komunikacyjne na każdej lekcji, jeśli ułatwiają osiągnięcie zakładanego celu.
Kosztem 50 mln zł z budżetu państwa (wymagany wkład własny w wysokości 20 proc. wnioskowanej dotacji) wdrażany będzie w tym roku pilotażowy program "Cyfrowa szkoła". Ma on umożliwić wyposażenie placówek w komputery (czy będą to laptopy, netbooki czy tablety – zdecyduje każda ze szkół), rzutniki, szybkie łącza internetowe, skanery i inne nowoczesne urządzenia oraz oprogramowanie. Uczniowie, którzy znaleźli się w tym projekcie mają z nich korzystać na co najmniej pięciu lekcjach tygodniowo (z różnych przedmiotów), a szkoła zdecyduje, czy wypożyczy uczniom sprzęt do domu, żeby odrabiali na nim lekcje.
Pilotaż poprzedza rządowy program cyfryzacji szkół, którego realizacja ma się zacząć w przyszłym roku. Przedstawiając pilotaż, Szumilas zapowiedziała, że e-podręczniki będą dostępne dla uczniów, nauczycieli i rodziców na otwartej platformie edukacyjnej, a nauczyciele będą dokształcani na szkoleniach finansowanych z funduszy UE.
Rynek e-booków jest jednak w Polsce wciąż na początku drogi - kupuje je na razie 1 proc. ludzi. Spółka NetPress Digital, do której należy internetowy sklep sprzedający cyfrowe ksiązki, szacuje jego wartość zaledwie na 6–9 mln zł. Natomiast firma konsultingowa PwC szacowała w 2011 r. ten rynek (łącznie z elektronicznymi podręcznikami) na 10 mln dol., ale już w 2012 spodziewa się wzrostu jego wartości do 21 mln dol.
Wydatki na e-booki na świecie sięgną za trzy lata - według prognoz instytutu badawczego IDATE - 5,4 mld euro, a wydatki na cyfrowe książki będą rosły do 2015 roku średnio o 30 proc. rocznie. W 2010 roku globalnie sprzedano 3,3 mln e-booków, a w 2015 – ma to być już 29,8 mln.
Zainteresowanie e-edukacją w polskich szkołach wyższych odnotowano mniej więcej dziesięć lat temu. Od tego czasu wdrażają one indywidualne projekty e-edukacyjne, a dziś część z nich oferuje swoim studentom przez internet zarówno studia licencjackie, magisterskie, jak i podyplomowe oraz MBA. Niektóre z uczelni uruchomiły zajęcia e-learningowe, początkowo jako uzupełnienie, a później nawet jako alternatywę dla kształcenia tradycyjnego.
Studia i zajęcia online proponuje obecnie ok. 20 z prawie 400 polskich uczelni, m. in.: Polski Uniwersytet Wirtualny, Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych w Warszawie, Szkoła Główna Handlowa, Uniwersytet Marii Curii-Skłodowskiej w Lublinie, Uniwersytet Warszawski i Wyższa Szkoła Zarządzania w Warszawie – The Polish Open University.
Zaletami nauki na odległość jest dostęp do wiedzy przekazywanej przez najwyższej klasy specjalistów, oszczędność czasu i nauka w dowolnym miejscu i tempie. Przekazywanie wiedzy za pomocą cyfrowych narzędzi ma jednak również wady, z których najpoważniejszą są wysokie koszty.
Ponadto – zwracają uwagę specjaliści - obsługa informatyczna studentów od rekrutacji po dyplom, nawet na studiach podyplomowych, musi się łączyć z jakościową zmianą prowadzenia rekrutacji, dydaktyki, funkcjonowania biblioteki, wymianą informacji między studentami oraz w kontaktach z prowadzącymi zajęcia. Internetowy kanał obsługi klienta musi gwarantować niezawodność, wysokie bezpieczeństwo i profesjonalizm – podkreślają.
Coraz częściej uczelnie oferują swoim studentom wsparcie online np. w formie informacji i rejestracji w sieci, e-doradztwa, sprzedaży podręczników przez internet, stron samorządów czy gazet studenckich online. Sami studenci uważają (ponad 57 proc. badanych), że studia w trybie e-learning zastąpią w przyszłości tradycyjny sposób zdobywania wiedzy. W ocenie większości z nich (ponad 73 proc.), polskie uczelnie nie są jednak jeszcze przygotowane do prowadzenia zajęć w nowoczesny sposób – wynika z badania przeprowadzonego w listopadzie 2011 roku na zlecenie Polish Open University.
Tymczasem zmienione w listopadzie ubiegłego roku rozporządzenie ministra nauki i szkolnictwa wyższego dotyczące kształcenia na odległość utrzymuje zasadę, że tylko 60 proc. godzin dydaktycznych może być realizowanych w ten sposób. Ponadto ćwiczenia i zajęcia laboratoryjne i warsztatowe muszą się odbywać w siedzibie uczelni. Tam też muszą się odbywać zaliczenia i egzaminy.
MiŚ-ie w chmurach
Wielkie firmy już są w chmurze, ale przeważnie mają swoje prywatne chmury. Dla małych i średnich przedsiębiorstw jest to często niemożliwe. Mimo to, według raportu firmy MVare, ponad 60 proc. europejskich firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw również ma już przynajmniej część swojej infrastruktury informatycznej w chmurze. W Polsce mniej niż połowa - dopiero 46 proc.
Z zeszłorocznych badań Microsoftu wynika zaś, że cztery na dziesięć firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw zamierza w przyszłości korzystać w większym stopniu z usług chmur obliczeniowych - prawie 40 proc. badanych firm zapowiedziało, że w ciągu najbliższych 3 lat będzie korzystać z co najmniej jednej usługi przetwarzania danych w chmurze.
Jest to dla mniejszych firm o tyle atrakcyjne, że każdy z przedsiębiorców ma do dyspozycji potrzebne mu usługi informatyczne świadczone z zewnątrz i płaci tylko za to, co rzeczywiście wykorzystał. Może dzięki temu koncentrować się na swoich produktach i nie inwestować we własną infrastrukturę, wykorzystywaną np. jedynie w 20 proc. Wtedy właśnie korzystanie z usługi firmy zewnętrznej i wynajęcie systemu na faktyczny czas użytkowania jest szczególnie opłacalne finansowo.
Z interesującą dla tych firm inicjatywą pod nazwą „Chmurostrada”, czyli z projektem utworzenia wirtualnego parku technologicznego w Warszawie (jako jedyna europejska stolica nie ma ona „fizycznego” parku technologicznego) wystąpiły firmy Mazowieckiego Klastra ICT. Byłby to jeden z pierwszych takich parków w Europie.
Miałaby to być przestrzeń technologiczna umożliwiająca małym i średnim przedsiębiorstwom tworzenie i rozwój innowacyjnych produktów. Małe i średnie przedsiębiorstwa mogłyby tam powstawać i rozwijać się wykorzystując dotacje przewidziane na tworzenie i rozwój przedsiębiorstw, w tym na zakup oprogramowania.
Założenie tego projektu polega na tym, że jednostka dotująca tworzenie przedsiębiorstw, czyli w tym przypadku władze województwa i miasta stołecznego Warszawy, wykupywałyby abonamenty na oprogramowania komputerowe. Jeśli wykupiłyby np. tysiąc abonamentów na Office, to nawet jeżeli jedna, dwie lub nawet dziesięć firm wykruszyłoby się, to w zwolnione przez nie miejsca wejdą wtedy inne. W ten sposób żadna licencja się nie zmarnuje.
Wiceprezes Zarządu Mazowieckiego Klastra ICT, Mariusz Stachnik podkreśla wagę synergii instytucji biznesowych i ośrodków naukowych w ramach klastra. Przekonuje, że dzięki „Chmurostradzie” można będzie wdrożyć usługi zarządzania projektami online, usługę umożliwiającą wymianę informacji i pozyskiwanie inwestorów, usługę szkoleń online dotyczących przygotowywania i prowadzenia projektów oraz pozyskiwania finansowania na ich realizację.
Jednak powierzanie danych zewnętrznemu dostawcy, rodzi nie tylko obawy co do bezpieczeństwa danych, ale również problemy prawne, przede wszystkim w związku z ustawowym obowiązkiem ochrony danych osobowych zwłaszcza wtedy, kiedy maja zostać przesłane poza Europejski Obszar Gospodarczy (państwa UE + Norwegia, Islandia i Liechtenstein).
Zalety i wady przetwarzania danych w chmurze
Z analiz firmy Gartner - zajmującą się badaniami i konsultingiem w dziedzinie technologii informacyjnych - wynika, że chmura obliczeniowa będzie potrzebowała co najmniej siedmiu lat, żeby się w pełni przyjąć na rynku. Wprowadzenie cloud computingu wiąże się bowiem nie tylko z problemami natury technicznej (nowe centra serwerowe czy szybkie łącza internetowe), ale i zagrożeniami.
Przetwarzanie danych w chmurze daje korzyści ekonomiczne, technologiczne i organizacyjne – zapewniają zwolennicy tych rozwiązań. Największymi zaletami są: skalowalność (czyli bardzo szybkie dostosowywanie do zmieniających się potrzeb odbiorcy), dostępność (z każdego komputera podłączonego do internetu), wydajność (nieosiągalną dla nawet najbardziej rozbudowanej stacji roboczej), łatwość zarządzania (za pomocą wygodnego w obsłudze oprogramowania i pojedynczego punktu, z którego można zawiadywać całością), elastyczność (zamiast kupować i konfigurować nowe serwery, dbać o zgodność z istniejącymi rozwiązaniami itp., kupuje się gotową usługę), niezawodność (w chmurze nie zdarza się awaria stacji roboczej, a w przypadku awarii serwera w centrach danych jego zadania natychmiast przejmują inne maszyny) oraz ekologia (efektywniejsze wykorzystanie pamięci, mocy obliczeniowej i przestrzeni przekłada się na mniejsze zużycie zasobów naturalnych).
Chmury mają jednak również swoje wady i bodaj największą z nich jest niedostateczne bezpieczeństwo danych. Na przykład jedna z większych zalet chmur, czyli ich skalowalność, niesie z sobą ryzyko wynikające z ew. ataku DDoS (Distributed Denial of Service - masowe wywołania skutkujące przeciążeniem i w efekcie czasowym unieruchomieniem atakowanych serwerów).
Zagrożeniem jest również lokalizacja danych w chmurze, wtedy kiedy na jej działanie użytkownik nie ma żadnego wpływu (a tak się dzieje w przypadku chmury publicznej). Natomiast w tradycyjnym modelu przetwarzania danych, które znajdują się na dyskach komputerów użytkownika i w jego serwerach, ma on nad nimi pełną kontrolę.
Wadą cloud computingu są także ograniczone rozwiązania. Usługi świadczone w chmurze są co prawda kompleksowe i nie wymagają od użytkownika nawet wiedzy dotyczącej koniecznej infrastruktury, konfiguracji sprzętu itp., ale zakres tych usług jest ograniczony, a o ich wyborze decyduje dostawca. (trudno np. wyobrazić sobie IBM LotusLive w chmurze Microsoftu).
Nawet wydajność możliwa do osiągnięcia tylko w chmurze jest ograniczona szybkością transmisji danych między komputerem użytkownika a chmurą. W ten sposób nawet najszybsze centrum danych niewiele da, dopóki przepustowość łączy nie będzie mierzona w gigabitach na sekundę. W związku z tym bardzo wiele programów najprawdopodobniej jeszcze długo będzie działać szybciej, gdy zostaną uruchomione lokalnie niż w chmurze.
- Dziś chmury są na takim etapie rozwoju jak bankowość internetowa 10 lat temu – ocenia Piotr Marczuk, dyrektor ds. polityki korporacyjnej Microsoftu. Uważa on, że największą przeszkodą w rozwoju cloud computingu są bariery prawne i te w mentalności użytkowników (zwłaszcza obawy co do bezpieczeństwa danych przetwarzanych poza kontrolą ich właściciela).
Jednak eksperci polskiego oddziału firmy odzyskiwania danych Kroll Ontrack Inc. zwracają uwagę, że polskie przedsiębiorstwa zajmują jedno z ostatnich miejsc w Europie pod względem wdrażania tzw. polityk bezpieczeństwa danych, kompleksowo obejmujących kluczowe procedury ochrony plików, takich jak m.in. klauzule poufności, dane osobowe klientów czy strategiczne umowy biznesowe.
Niemniej jednak – podobnie jak klienci banków uwierzyli, że ich pieniądze są bezpieczniejsze w bankach niż w pończosze – teraz użytkownicy internetu mają się przekonywać, że wrażliwe i cenne dane są bezpieczniejsze w zewnętrznym, profesjonalnym centrum przetwarzania danych niż we własnym komputerze.
Według szacunków instytutu badań gospodarczych CEBR (Centre for Economics and Business Research), już w latach 2010-15 firmy i organizacje zarobią na wdrożeniu rozwiązań informatycznych w modelu chmury ok. 763 mld euro.
Fakt, że jest to biznes o olbrzymim potencjale potwierdza firma Forrester Research. Według jej prognoz, wartość światowego rynku cloud computingu - która pod koniec 2011 roku wynosiła 40 mld dol. - w 2020 r. przekroczy 240 mld dol. W zeszłym roku firma ta przewidywała, że za trzy lata rynek infrastruktury oferowanej w formie usług będzie wart 5 mld dol., a rynek oprogramowania w tej formie wzrośnie z 21 mld dol. w 2011 roku aż do 93 mld dol. w roku 2016.
Najpoważniejsze obawy użytkowników budzi jednak udostępnianie poufnych danych firmom trzecim, a tym samym zagrożenie utratą kontroli nad nimi. Jednak zwolennicy przetwarzania danych w chmurze przekonują, że są one tam bezpieczniejsze niż na lokalnych dyskach twardych (we własnych komputerach osobistych czy serwerowniach poszczególnych instytucji), gdzie znacznie łatwiej je uszkodzić lub stamtąd wynieść.
„Chmurowi” usługodawcy zapewniają, że ich centra danych na całym świecie są chronione wszelkimi dostępnymi środkami. Ochronę zarówno samych danych umieszczonych na tych serwerach, jak własności intelektualnej zapewniają specjalistyczne zespoły ds. bezpieczeństwa, pracujące przez całą dobę.
Dostępne w chmurze aplikacje projektowane są z uwzględnieniem wymogów bezpieczeństwa, a zastosowane tam zabezpieczenia wielokrotnie kontrolowane. Samo projektowanie jest również monitorowane pod kątem zapewnienia bezpieczeństwa, na dodatek regularnie przeprowadzane są zewnętrzne audyty zabezpieczeń.
Ponadto dane z dostępnych w chmurze aplikacji są dla zapewnienia bezpieczeństwa danych ukrywane i rozdzielane na wiele serwerów i dysków. Są także replikowane i przechowywane w kopiach zapasowych, co zapewnia stałą do nich dostępność. Chmura oferuje np. usługę szyfrowania danych na maszynie (serwer, stacja robocza) jeszcze zanim zostaną wysłane do internetu, a potem przesyłanie ich szyfrowanym kanałem do zdalnego centrum zabezpieczania danych.
Do ochrony sieci, czyli eliminowania zagrożeń, które mogą przedostać się tam ze świata zewnętrznego wymyślono UTM (z ang. Unified Threat Management). Urządzenie klasy UTM musi spełniać podstawowe funkcje ochrony, czyli dysponować: zaporą ogniową, inspekcją intruzów, programem antywirusowym i antyspamowym, prywatną wirtualną siecią do połączeń zdalnych z macierzystą firmą i kontrolą treści.
Natomiast z raportu World Privacy Forum (organizacja non-profit zajmująca się między innymi problemem bezpieczeństwa danych w internecie) wynika, że na razie nie do końca wiadomo, co może się dziać z danymi przechowywanymi w chmurze. Wiele zależy od polityki prywatności dostawcy rozwiązania i prawa obowiązującego na danym obszarze.
Za jedną z największych barier hamujących rozwój cloud computingu w Europie uważana jest unijna dyrektywa nakładająca obowiązek ochrony danych osobowych. Na przykład większość europejskich firm sektora małych i średnich przedsiębiorstw już ma część swojej infrastruktury informatycznej w chmurze. Jednak powierzanie danych zewnętrznemu dostawcy rodzi problemy natury prawnej, przede wszystkim w związku z ustawowym obowiązkiem ochrony danych osobowych zwłaszcza wtedy, kiedy maja zostać przesłane poza Europejski Obszar Gospodarczy.
Te restrykcje dotyczą co prawda tylko transferu danych poza EOG, ale komplikują lub nawet uniemożliwiają przekazywanie danych do centrów danych zlokalizowanych w USA, Chinach czy Indiach.
W kwestiach dotyczących ochrony danych osobowych, stanowczy okazał się Parlament Europejski. W lutym 2010 roku europosłowie odrzucili tzw. porozumienie SWIFT dotyczące wymiany informacji o transakcjach finansowych między UE a USA. Umowę następnie renegocjowano i zatwierdzono w lipcu 2010 roku.
Sektor usług finansowych i sektor bankowy, które coraz częściej chciałby wykorzystywać cloud computing, zniechęca właśnie niepewność prawna i rozbieżności między państwami w zakresie ochrony danych.
Prawo wymaga bowiem, żeby przy przekazywaniu danych osobowych spełniona była co najmniej jedna z przesłanek wymienionych w ustawie o ochronie danych osobowych, a najważniejszą z nich jest zapewnienie, że kraj docelowy daje gwarancję adekwatnej ochrony danych (czyli w przypadku Polski ochrony na poziomie co najmniej takim, jaki obowiązuje w naszym kraju).
W przypadku niektórych państw (m.in. USA, Izraela, Argentyny, Kanady czy Szwajcarii) spełnienie tego warunku potwierdziła Komisja Europejska. Natomiast w przypadku innych państw spoza EOG, dane osobowe można przekazywać wtedy, kiedy związane jest to np. z wykonywaniem umowy zawartej w interesie osoby, której te dane dotyczą; na podstawie umowy między administratorem danych i dostawcą; po uzyskaniu zgody generalnego inspektora ochrony danych osobowych lub uzyskaniu pisemnej zgody osoby, której dane dotyczą.
Z badania przeprowadzonego niedawno przez firmę Gartner wynika, że 44 proc. firm świadczących usługi finansowe w Europie ma nadzieję, że do 2015 roku ponad połowa transakcji będzie zawierana w „chmurze”.
Jednak wiceprezes tej firmy Peter Redshaw uważa, że jest to mało prawdopodobne, bo poziom wykorzystania chmury wynosi obecnie mniej niż 5 proc. „To właśnie przeszkód operacyjnych obawia się 90 proc. firm świadczących usługi finansowe” – powiedział EurActiv.com.
Ponadto, ponieważ dostawcy usług cloud computingu mają swoje siedziby w różnych krajach, m.in. w USA, Chinach, Indiach, Niemczech, Francji, to podlegają prawom tych krajów. Eksperci zwracają uwagę, że w większości międzynarodowych kontraktów zawarte są klauzule wyboru forum prawa. Dlatego ważny jest wybór właściwego prawa i jurysdykcji, co reguluje wiele aktów prawnych. Firmy nie powinny bagatelizować tej kwestii – ostrzegają specjaliści - ponieważ międzynarodowe procesy wiążą się z ogromnymi kosztami.
OPINIE:
- W naszej filozofii działania nastawiamy się przede wszystkim na użytkowników, czyli obywateli, którzy są jednocześnie odbiorcami usług. To dotyczy zarówno sprawności działania administracji, jak i przyjaznego charakteru usług świadczonych drogą elektroniczną – powiedział EurActiv.pl szef nowego resortu, ministerstwa cyfryzacji i administracji, Michał Boni. Wyraził przy tym życzenie, by usług świadczonych przez państwo było jak najwięcej.
Minister uważa, że konieczna jest zmiana podejścia do e-administracji. - Dotąd dominujące pytanie brzmiało: jaki sprzęt? Dziś chciałbym, by zastąpiły je pytania: jaka funkcjonalność?, jakie zadania?, jaki proces?, dla kogo to jest przeznaczone, a także, czy ten ktoś to zrozumie i wykorzysta – powiedział Boni. Podkreślił przy tym, że to użytkownik jest najważniejszy.
Szef nowego resortu przyznał, że najpierw obywatele muszą wiedzieć, że mają możliwość korzystania z e-administracji. - Jednocześnie rozwiązania będą musiały być jak najprostsze dla użytkownika, by nie tylko wiedział, jak się zalogować, ale też, by kolejność postępowania była jasna i podpowiadana przez system. Dzisiaj tak niestety jeszcze nie jest, ale mam nadzieję, że będzie tak wkrótce – wyraził nadzieję minister Boni.
Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych Wojciech Wiewiórowski uważa, że poziom bezpieczeństwa danych w chmurze jest niewystarczający, by przetwarzać w ten sposób informacje o charakterze danych osobowych. Zastrzegł jednak, że tradycyjne rozwiązania też nie są całkowicie bezpieczne.
- Jeśli chodzi o klasyczne bezpieczeństwo danych, wbrew pozorom rozwiązania cloudowe mogą być bezpieczniejsze niż tradycyjne – przyznał w rozmowie z EurActiv.pl. - Jeśli chodzi o szerzej rozumiane bezpieczeństwo, obejmujące również odpowiedź na pytanie, kto legalnie będzie miał dostęp do danych osobowych, trzeba omówić znacznie więcej wątpliwości. Trudno jest dziś poprzez umowę ograniczyć zakres podmiotów, które będą miały dostęp do danych w chmurze – dodał.
Wiewiórowski podkreślał, że istniejące przepisy umożliwiają rozwiązanie większości zagadnień związanych z prawną stroną cloud computingu. Przyznał jednak, że w niektórych kwestiach pozostają problemy nie do rozwiązania. - Na przykład w przypadku ochrony danych osobowych największym problemem nie jest wcale przekazywanie danych osobowych do kraju trzeciego. Nierozwiązalną przeszkodą jest to, że administrator danych osobowych powinien utrzymać możliwość kontrolowania i przeprowadzania inspekcji tego, kto jest przetwarzającym dane osobowe – wyjaśnił GIODO.
- Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, skąd pochodzi większość dostarczycieli chmur, służby specjalne mają tam szeroki zakres niekontrolowanego dostępu do baz danych, które są składowane poza terytorium USA i nie zawierają danych obywateli USA – dodał Wiewiórowski. - To oznacza, że np. instytucja polska, która przetwarza dane swoich klientów czy użytkowników w chmurze umieszczonej poza terytorium USA, musi zdawać sobie sprawę, że te dane w każdej chwili mogą być przekazane amerykańskim służbom – ostrzegł.
- Żadne rozwiązania nie są doskonałe, a więc i praca w chmurze musi mieć swoje wady – uznał europoseł PO/EPL Rafał Trzaskowski. - Oczywistym ograniczeniem jest uzależnienie możliwości pracy od dostępności internetu. Jeśli nie mamy dostępu do sieci, nie mamy też dostępu do oprogramowania, aplikacji i danych, które nie znajdują się fizycznie na naszym komputerze – zauważył w rozmowie z EurActiv.pl.
- Mimo ograniczeń i zagrożeń, idea pracy w chmurze jest dużą szansą, szczególnie dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw – ocenił europoseł. Zwrócił uwagę, że firmy rozpoczynające działalność nie muszą ponosić kosztów związanych z zakupem infrastruktury IT niezbędnej do uruchomienia biznesu, a te już działające mogą konkurować z większymi, bo chmura zmniejsza bariery związane z nabywaniem drogich narzędzi i technologii serwerowych. - Z kolei duże przedsiębiorstwa korzystać mogą z rozwiązań do pracy grupowej i wymiany informacji, co zwiększa efektywność pracowników – dodał.
- Myślę, że dzięki możliwościom, jakie daje, przyspieszeniu i ułatwieniu pracy oraz obniżeniu jej kosztów, praca w chmurze prawdopodobnie będzie za jakiś czas normą – przewiduje Trzaskowski.
Wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista technologii informacyjnych, prof. Włodzimierz Gogołek podkreślił w rozmowie z EurActiv.pl, że usługi chmury adresowane są do wszystkich kategorii użytkowników: od osób prywatnych, przez małe firmy do dużych korporacji. - Jest to możliwe dzięki elastyczności chmury, z której można czerpać potencjał obliczeniowy, zdalne uruchamianie aplikacji, korzystanie z zasobów pamięci oraz możliwości komunikacyjnych. Wszystko to w zależności od potrzeb w stosownej skali, bez ograniczeń geograficznych - powiedział.
Zwrócił uwagę, że dzięki chmurze nawet prywatni użytkownicy internetu i niewielkie firmy mogą korzystać z takich samych możliwości jakie ma np. Google Docs, Microsoft Office Web Apps, czy edytory grafiki. - W chmurze korzystać można również z wirtualnych dysków i folderów, czy narzędzi do komunikacji, gier lub antywirusów – dodał Gogołek.
- Wydaje się, iż podstawową zaletą usług chmury jest mobilność, która umożliwia zdalny dostęp do zasobów chmury za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Wadą natomiast - konieczny dostęp do Internetu - ocenił.
Barbara Bodalska
LinksDosier do pobrania również
tutaj.












