Visegrad EU portals : EurActiv.pl | EurActiv.hu | EurActiv.cz | EurActiv.sk |
Logo EurActiv.sk
  • O nas
  • Newsletter

Janusz Lewandowski: Byłem na krawędzi

źródło: PE

21.10.2011
- Wszystkie punkty, istotne dla Polski, która otrzymać ma 80 mld euro, zostały do ostatniej godziny wywalczone. Do ostatnich chwili próbowano przeforsować wprowadzenie podatku od emisji CO2, co bardzo pogorszyłoby naszą sytuację finansową. Za to podatek od transakcji finansowych nam nie szkodzi. Kto inny powinien się tym martwić, szczególnie zaś Brytyjczycy - uważa unijny komisarz ds. budżetu.

Reklama

Rozmowa z JANUSZEM LEWANDOWSKIM, komisarzem UE ds. budżetu

- Jak przebiega konstrukcja budżetu na lata 2014-2002?

- W napiętej atmosferze, bo większość moich kolegów dowiadywała się, że dostaną mniej, niż oczekiwali. Chodziło nam o zbudowanie tej propozycji na pewnych zasadach, które się mogą obronić. Uważam, że wszystkie punkty, istotne dla Polski, która otrzymać ma 80 mld euro, zostały do ostatniej godziny wywalczone. Do ostatniej chwili próbowano przeforsować wprowadzenie podatku od emisji CO2, bo bardzo pogorszyłoby naszą sytuację finansową. Za to podatek od transakcji finansowych nam nie szkodzi. Kto inny powinien się tym martwić, szczególnie zaś Brytyjczycy. Budżet na Fundusz Spójności i rolnictwo ma być zamrożony, ale wewnątrz niego dojdzie do przesunięcia na korzyść państw najbiedniejszych. Jeśli chodzi o sankcje, związane z nieprawidłowym wykonywaniem budżetu, to w tej chwili można nimi objąć tylko 14 najbiedniejszych krajów, w tym Polskę. Nowe zasady mają objąć wszystkich. Mam nadzieję, że prace nad budżetem wieloletnim zakończą się pod koniec przyszłego roku.

- Kto jest najtrudniejszym partnerem?

- Ostatnio w rozmowach na temat budżetu na lata 2014-2020 coraz trudniejszym partnerem, właściwie najtrudniejszym, staje się Francja. To dość nieoczekiwany rozwój wydarzeń. Do niedawna bowiem do tej roli typowano Brytyjczyków i Holendrów. Ale widocznie prezydent Nicolas Sarkozy nie chce stracić wiarygodności przed wyborami prezydenckimi w 2012 r. To właśnie z Paryża dochodzą do nas najostrzejsze sygnały, dotyczące przyszłego budżetu UE, z wyjątkiem oczywiście rolnictwa i płatności bezpośrednich. Nie można też lekceważyć budżetów rocznych. Trzeba śrubować poziom budżetu na lata 2012-2013, by w wypadku złego scenariusza ten poziom odniesienia był wyższy. Stwarza to siatkę bezpieczeństwa dla przyszłości.

- W Polsce można było usłyszeć komentarze, że pański udział w kampanii wyborczej był w Brukseli źle odbierany. Czy tak rzeczywiście było?

- W Komisji Europejskiej obowiązuje kodeks postępowania. My, jako komisarze, zawsze jesteśmy na krawędzi tego kodeksu. Tak było też w moim wypadku. Jestem politykiem, podobnie jak inni komisarze, którzy są bardzo żywymi uczestnikami życia politycznego w swoich krajach. W Brukseli panował niepokój co do wyników wyborów w Polsce, dlatego moje zaangażowanie było odbierane raczej korzystnie. Nie miałem żadnych negatywnych komentarzy. Na moją korzyść działało to, że tak nam tu kibicowano. Gdybym był kandydatem w tych wyborach, musiałbym wziąć urlop.

- Czy PO ma już kandydata na wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego po 1 stycznia 2012 r., kiedy Jerzego Buzka na fotelu przewodniczącego PE zastąpi niemiecki socjaldemokrata Martin Schulz?

- Władze PO powoli się do tego przymierzają, ale też dużą rolę odgrywają ambicje własne poszczególnych europosłów. Wydaje mi się, że zamiast funkcji wiceprzewodniczącego PO powinna powalczyć o przewodniczących komisji PE i funkcje we władzach Europejskiej Partii Ludowej. To o wiele ważniejsze niż jeden z czternastu wiceprzewodniczących PE. W przypadku parlamentarnych komisji obowiązywać ma zasada utrzymania ich dotychczasowego kierownictwa. Danuta Hübner, która stoi na czele Komisji Rozwoju Regionalnego, zapewne utrzyma swój fotel.

- Jak ocenia pan polską prezydencję?

- Polska prezydencja jest bardzo aktywna, również jeśli chodzi o wydarzenia kulturalne. W Komisji mamy jednak pewne zastrzeżenie, że imprezy te odbywają się w zamkniętych wnętrzach. Bywa tak, że w Parlamencie Europejskim odbywają się jednego dnia dwie lub nawet trzy polskie wystawy. To zbyt duże zagęszczenie. W dodatku w imprezach tych bierze udział prawie zawsze to samo, wąskie grono osób. To taka odfajkowana promocja naszego kraju. Brak nam śmiałości w wychodzeniu na zewnątrz, choćby na brukselskie Rondo Schumana, czy Grand Place.

Rozmawiał: Roman Gutkowski

© 2003-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone

Technologia i Design MONOGRAM Technologies

to_top