Reklama
Rozmowa Jerzym Buzkiem, posłem Grupy Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańskich Demokratów) i Europejskich Demokratów w Parlamencie Europejskim
- Według polskich korespondentów w Brukseli Jerzy Buzek jest najlepszym polskim eurodeputowanym. Czy zastanawiał się Pan nad tym, skąd taka pozytywna ocena pańskiej pracy w Parlamencie Europejskim?
- Jestem mile zaskoczony i mam z tego powodu wiele satysfakcji. Na pewno udało mi się skutecznie zrealizować parę pomysłów. Gdy koledzy z Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki i Adam Gierek zwrócili uwagę na niebezpieczeństwa dyrektywy zapisującej możliwości patentowania programów komputerowych, na serio zająłem się tą sprawą. Po czterech miesiącach Parlament Europejski ogromną większością głosów obalił tę dyrektywę, a więc udało się osiągnąć pełny sukces.
Powierzono mi Siódmy Program Ramowy związany z badaniami, innowacjami i nowymi technologiami na ogromną sumę 54 miliardów euro. Program wszedł w życie w terminie, a głosowało za nim w Parlamencie, po raz pierwszy w historii niemal 100 proc. posłów, łącznie z "Zielonymi".
Jako pierwszy Polak przemawiałem do jednomilionowego tłumu na Placu Niepodległości w Kijowie w czasie pomarańczowej rewolucji, która w końcu wygrała dając niezależność i możliwość demokratyzacji Ukrainy.
Teraz staram się o zmiany zapisów związanych z ograniczeniem emisji CO2 tak, aby nie zagrażały one polskiej gospodarce. To jest z pewnością najtrudniejsze zadanie. Muszę jednak podkreślić, że we wszystkich przedsięwzięciach spotkałem się z jednoznacznym, zdecydowanym i intensywnym wsparciem pozostałych polskich europosłów.
- Cieszy się Pan dużym uznaniem wśród eurodeputowanych, i to niezależnie od ich przynależności partyjnej i narodowości. Czy sugestie niemieckiego pisma „Handelsblatt”, że po wyborach w 2009 roku miałby Pan objąć stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego mają szansę stać się rzeczywistością?
- Praca w Parlamencie Europejskim pochłonęła mnie, wykorzystuję wieloletnie doświadczenia moich działań w solidarności, w rządzie, w pracy zawodowej, a najbardziej umiejętność przekonywania innych w otwartej polemice i przekonanie, że każdy w debacie jest partnerem, a nie przeciwnikiem.
Spekulacje co do obsady stanowisk w Parlamencie Europejskim są jednak przedwczesne. To jest całkowicie otwarta sprawa.
- Traktat Lizboński przewiduje wzrost znaczenia Parlamentu Europejskiego. Tymczasem Europejczycy w dość lekceważący sposób podchodzą do eurowyborów. W większości krajów frekwencja jest żenująco niska, zdecydowanie niższa niż do parlamentów krajowych. Czy istnieje jakaś cudowna recepta, która pozwoliłaby zmniejszyć przepaść dzielącą odległy Parlament Europejski od przeciętnego Europejczyka?
- Parlament Europejski jest dzisiaj postrzegany poprzez sensacje - wpadki obyczajowe, wysokość pensji europosłów, a ostatnio rzekome nadużycia związane z podpisami na liście. Fakt, że wielu z nas codziennie rozpoczyna tutaj pracę o 8 rano, a kończy o 11 wieczorem nie przebija się do świadomości społecznej. Nie ma tu spektakularnej walki politycznej, która budzi emocje i przybliża opinii publicznej działania polityków.
- Obecnie jest Pan sprawozdawcą Europejskiego Strategicznego Planu W Dziedzinie Technologii Energetycznych. Jakie są jego główne założenia?
- Pakiet Klimatyczno - Energetyczny UE ogranicza emisję CO2 i wprowadza opłaty za zbyt wysokie emisje CO2. Z kolei Strategiczny Program Technologii Energetycznych to odpowiedź na narzucane przez unię opłaty. Chodzi o to, aby wesprzeć gospodarkę europejską, gdyż jedynie najnowsze technologie eliminujące emisje CO2 mogą obniżyć koszty zakupu emisji, a więc obniżyć koszty walki z ociepleniem klimatu i zagwarantować konkurencyjność naszej gospodarki.
- Co przyjęcie planu będzie oznaczało konkretnie dla Polski?
- Nasza gospodarka szczególnie potrzebuje wysokowydajnych technologii. Nie mamy zbyt dobrych warunków dla energetyki odnawialnej. W ramach programu przewiduje się zdecydowaną poprawę efektywności bezpośredniego wykorzystania promieni słonecznych oraz nieporównywalnie skuteczniejsze wykorzystanie nawet słabszych wiatrów.
W dziedzinie bioenergii trzeba ocenić jej opłacalność i ewentualne zagrożenia dla gospodarki żywnościowej. Nowoczesne "inteligentne" sieci energetyczne to coś, czego szczególnie potrzebujemy a co będzie przedmiotem szerokich wdrożeń. Jest mowa o rozwoju technologii nuklearnych i o rozwiązaniach gwarantujących nadzwyczajne oszczędności energii, co zawsze jest najważniejsze.
No i na koniec: czyste technologie węglowe, w szczególności wyłapywanie i magazynowanie Co2, to priorytet tego programu. Nie trzeba przekonywać, jak ważne jest to dla naszego kraju.
- Czy polski przemysł, zwłaszcza energetyczny, jest w stanie unieść koszty unijnej polityki walki z emisją dwutlenku węgla?
- Z pewnością możemy unieść te koszty, ale tylko wówczas, gdy uda się wprowadzić poprawki do oryginalnej dyrektywy Komisji Europejskiej, związanej z systemem handlu emisjami. Dla przemysłów energochłonnych niezbędne jest przejście na system gwarantujący najlepszym rozwiązaniom technologicznym całkowicie darmowe zezwolenia na emisje. Tylko więc "maruderzy technologiczni" będą zmuszeni do kupienia "nadprogramowych" emisji. Dla sektora produkcji energii elektrycznej najlepiej byłoby uzyskać to samo rozwiązanie, ale już odsunięcie w czasie, np. do roku 2020, pełnego zakupu emisji na otwartych europejskich aukcjach, byłoby sporym sukcesem. Ciepłownie lokalne zasługują także na ulgi w zakupie emisji, a więc zakup tylko tej części, która różni je od najlepszych rozwiązań technologicznych. Takie są główne polskie postulaty.
- Powiedział Pan, że technologie CCS są jedyną szansą dla Polski na utrzymanie niezależności energetycznej. Kiedy Pańskim zdaniem będzie możliwe wprowadzenie tych technologii w Polsce na skalę przemysłową?
- Zacząć musimy zaraz, i to na przemysłową skalę. Wyłapywanie i magazynowanie CO2 (CCS) to szansa nie tylko dla polski, ale dla całej Europy i świata. Chińczycy co tydzień oddają do użytku nową elektrownię węglową! Zacząć od zaraz oznacza, że dwie prognozowane instalacje CCS w Blachowni Śląskiej oraz w Bełchatowie muszą mieć nadzwyczajne wsparcie rządowe a ich budowa powinna się rozpocząć niemal niezwłocznie. W ten sposób mogą znaleźć się na liście Programu Flagowego UE dwunastu instalacji demonstracyjnych, wielkoprzemysłowych CCS. To oznaczać będzie spore dofinansowanie z poziomu Unii dla tych instalacji i wiodącą rolę w przyszłości naszych technologii CSS w ograniczaniu emisji CO2 w energetyce węglowej.
Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski, EurActiv.pl














