Reklama
„To jasny i zdecydowany tekst, który odzwierciedla naszą wolę polityczną. Jesteśmy zaangażowani zarówno w kwestii odpowiedzialności, której wymagamy od Grecji jak i naszej solidarności - jeśli będzie taka konieczność” – powiedział przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy na konferencji prasowej po czwartkowym szczycie.
Grecki budżet jest zadłużony na ponad 300 miliardów euro; jej deficyt w zeszłym roku osiągnął poziom 12,7 proc. PKB, a bezrobocie wciąż rośnie. Grecja nie prosiła jednak unijnych partnerów o pomoc, a jej premier Georios Papandreu zapowiedział, że w tym roku obniży deficyt budżetowy o 4 proc.
Deutsche Welle zwraca uwagę, że decyzja państw członkowskich UE o pomocy dla Grecji nie jest bezinteresowna. Kraj ten jest bowiem jednym z 16 członków strefy euro, więc kryzys u Greków grozi kryzysem w całej strefie. Pogarszająca się sytuacja finansowa w Grecji pociąga za sobą spadek kursu euro, więc spada i wartość europejskich gospodarek. Gdyby Grecja zbankrutowała najbardziej odczułyby to niemieckie i francuskie banki – zauważa niemieckie radio dodając, że grecki dług w niemieckich bankach wynosi 31 mld euro, a we francuskich - prawie 58 mld euro.
„Członkowie strefy euro podejmą zdeterminowane i skoordynowane działania, by - jeśli zajdzie taka potrzeba - zagwarantować finansową stabilność strefy euro jako całości – przytacza za PAP Onet.pl fragment przyjętej deklaracji. - Wszyscy członkowie strefy euro muszą prowadzić stabilne polityki narodowe w zgodzie z przyjętymi zasadami. Ponoszą oni wspólną odpowiedzialność za stabilność gospodarczą i finansową strefy”.
Podczas pierwszego, zwołanego przez nowego „prezydenta” Unii, jej przywódcy udzielili Atenom politycznego wsparcia, która ma uspokoić rynki finansowe i zapewnić stabilność wspólnej waluty euro. O tym jak będzie wyglądała pomoc zdecydują w przyszłym tygodniu ministrowie finansów strefy euro.
W grę wchodzą pożyczki od państw członkowskich, zakup greckich obligacji, ale też dobrowolne składki innych krajów.
Van Rompuy przyznał, że problem Grecji wyparł temat, który pierwotnie miał być najważniejszy, czyli nową strategię gospodarczą – UE 2020, która ma zastąpić dotychczasową nieskuteczną Strategię Lizbońską. Zapewnił jednak, że Rada Europejska jest „bardzo ambitna”.
„Chcemy, by nowa strategia miała mniej celów, za to bardziej wyrazistych i wymiernych” - powiedział Van Rompuy, które za PAP cytuje Onet.pl. Zapowiedział też, że skoncentruje się na lepszej koordynacji polityk ekonomicznych państw członkowskich, natomiast Komisja Europejska przedstawi oficjalną propozycję tej strategii (3 marca).
Nowa strategia UE ma zwiększyć zatrudnienie i doprowadzić do wzrostu gospodarczego przede wszystkim dzięki inwestycjom w badania i innowację oraz "zielonej" i opartej na wiedzy gospodarce. Propozycje Komisji i unijnego „prezydenta” mają być przedmiotem marcowego spotkania unijnych przywódców, a na czerwcowym powinna zostać już przyjęta. Natomiast każde z państw członkowskich będzie miało potem czas do końca roku na opracowanie planu krajowego.
Po unijnym szczycie w Brukseli przewodniczący Van Rompuy nie wykluczył, że spotkania przywódców będą się odbywały znacznie częściej niż dotychczas - nawet raz w miesiącu.
„Wielu członków Rady Europejskiej poprosiło mnie o więcej spotkań i zaproponowałem, by Rada zbierała się każdego miesiąca, począwszy od końca roku, tak byśmy mogli pracować na każdy temat” - powiedział. Jeden ze szczytów w roku miałby być poświęcony wyłącznie unijnemu Paktowi Stabilności i Wzrostu, który dyscyplinuje finanse publiczne krajów członkowskich.
Zgodnie z Traktatem Lizbońskim Rada Europejska, czyli szczyt UE, jest oficjalną instytucją Unii, obok Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiej i unijnej Rady Ministrów. (bea)













