Reklama
Reagując na tę informację premier Donald Tusk zapowiedział, że dołoży wszelkich starań, by Polska jak najszybciej nadrobiła zaległości. Zapewnił jednak, że wdrożenie tej dyrektywy nie uchroniłoby Polski przed powodzią.
Media elektroniczne podały, że Parlament Europejski przyjął w czwartek rezolucję umożliwiającą uruchomienie Funduszu Solidarności. W dokumencie tym PE, m.in. zobowiązał Komisję Europejską do podjęcia jak najszybszych działań zmierzających do udzielenia pomocy finansowej krajom dotkniętym powodzią, w tym Polsce. Umożliwia on także polskiemu rządowi występowanie o bardziej elastyczne wykorzystywanie pieniędzy z innych programów na odbudowę zniszczeń, jakie wyrządziła powódź.
Jednocześnie media poinformowały, że Komisja Europejska - która w już styczniu uprzedzała polski rząd o zaległościach we wdrażaniu prawa UE - zagroziła wniesieniem sprawy do unijnego trybunału za łamanie prawa UE, o ile Polska nadal będzie zwlekała z wyjaśnieniami.
Unijna komisarz ds. humanitarnych Kristalina Georgijewa określiła jako "godny pożałowania" fakt, że Polska wciąż nie wdrożyła dyrektywy antypowodziowej, choć termin minął w listopadzie zeszłego roku.
Premier Donald Tusk zwrócił uwagę na konferencji prasowej w Brukseli, gdzie uczestniczył w czwartkowym szczycie UE, że zastrzeżenia KE dotyczą procedur, które mają być wdrażane w latach 2011-2015. „Kwestie poruszane przez dyrektywę my w Polsce rozwiązujemy. Nie jest tak, że każe nam się przygotować coś, czego my nie mamy” - cytują media elektroniczne słowa Tuska. Według premiera chodzi raczej o to, by w naszym kraju obowiązywały takie same standardy jak w całej Unii Europejskiej.
„Chciałbym, aby nikt nie myślał, że ta dyrektywa mogła uchronić przed powodzią, bo to nieprawda. Nie miała żadnego wpływu na przebieg akcji ratowniczej” - tłumaczył zamieszanie wokół dyrektywy przeciwpowodziowej Tusk. „Przepisy UE to standardy prawne, które nie ratują podczas powodzi niczym wały” - dodał.












