Reklama
„Mam mandat wiceprezesa do 2013 roku. Nie zrezygnuję wcześniej, jeśli nie będę miała wystarczającej podstawy prawnej”, powiedziała „Rzeczpospolitej” Gajęcka, która w dziewięcioosobowym zarządzie odpowiada m.in. za transeuropejskie projekty w dziedzinie transportu i energii. Każdy wniosek kredytowy w tej dziedzinie musi być przez nią podpisany, zanim trafi na obrady zarządu.
Obecność polskiego wiceprezesa w zarządzie EBI ma dla naszego kraju istotne znaczenie. Na liście unijnych projektów jest m.in. gazociąg północny, wielka inwestycja Gazpromu oraz niemieckich firm E.ON Ruhrgas i BASF, której realizacji Polska od początku się sprzeciwia. „Dopóki jestem w zarządzie, takiego wniosku nie podpiszę. Bo uważam, że nie służy on zwiększeniu bezpieczeństwa energetycznego Europy, co powinno być głównym kryterium finansowania”, tłumaczyła Gajęcka gazecie.
Nie jest jednak pewne, czy los tej inwestycji będzie ciągle zależał od Polski. Polska tworzy w EBI tzw. konstytuantę razem z Czechami, Węgrami, Słowacją, Bułgarią, Słowenią, Cyprem i Maltą. Te państwa między sobą ustalają zasady obsady jednego stanowiska wiceprezesa. Według Słoweńców pięć lat temu uzgodniono przekazanie władzy właśnie im. Tyle że dwustronicowy dokument zawierający takie postanowienie jest podpisany wyłącznie przez słoweńskiego ministra finansów.
Jak donosi „Rzeczpospolita”, Polska chce tę sytuację wykorzystać. „Gotowi jesteśmy do negocjowania nowych zasad rotacji na stanowisku wiceprezesa z krajami naszej konstytuanty. Ale chcemy uwzględnienia faktu, że Polska jest w tym gronie największym udziałowcem”, wyjaśnia Gajęcka. Według niej zasady rotacji muszą być zawarte w formalnym międzynarodowym porozumieniu, tak jak dzieje się to w innych konstytuantach EBI.
Pozycja wiceprezesa stała się jeszcze ważniejsza po 1 grudnia 2009 roku, gdy wszedł w życie traktat lizboński. Nowe prawo przewiduje bowiem, że każdą decyzję o finansowaniu projektu przebiegającego częściowo poza granicami UE Rada Gubernatorów, najwyższy organ EBI, gdzie zasiadają ministrowie finansów 27 państw członkowskich, podejmuje większością głosów, a nie w sposób jednomyślny, jak do tej pory. Dlatego ważne staje się, jakie projekty są akceptowane przez zarząd, bo tylko te trafiają do Rady Gubernatorów. (tmw)











