Reklama
Jednak – jak podkreślił rzecznik resortu - warunkiem zgody rządu jest zapewnienie Brukseli, że nowe zakłady będą się w dalszym ciągu produkować statki. „Dzisiejszy ruch nie oznacza, że rząd zgodził się na likwidację stoczni” – zastrzegł. „Chcemy pójść trzecią drogą. Mamy nadzieję, że uda się tak zagospodarować majątek stoczni, aby nadal można produkować w nich statki” - powiedział portalowi tvn24.pl rzecznik Wewiór.
Dodał, że „teraz wszystko zależy tylko i wyłącznie od dobrej woli komisarz Kroes”. „To faktycznie Bruksela decyduje dziś o polskich stoczniach” - podkreślił rzecznik resortu skarbu.
Miesiąc temu, odrzucając programy naprawcze stoczni przysłane z Warszawy, Komisja przedstawiła plan przewidujący częściową likwidację zakładów: sprzedaż majątku trwałego stoczni, spłatę długów i likwidację stoczni. Ma do dać szansę na zachowanie miejsc pracy w zakładach, powstałych w ich miejsce.
Zgodnie z wymogami KE, stocznie miałyby być sprzedane w drodze otwartych przetargów, bez nakładania na inwestorów obowiązku kupna całości majątku wraz z pracownikami.
Tymczasem polski rząd wolałby sprzedać majątek czysto produkcyjny pojedynczym inwestorom, by nadal produkowali statki, natomiast zbędny majątek miałby zostać wydzielony i sprzedany osobno.
Poza tym – zwraca uwagę tvn24 - polskie prawo nie przewiduje powołanie spółek "wydmuszek" przeznaczonych do likwidacji, jak chce tego Bruksela.
Kilka dni temu Komisja Europejska postawiła rządowi ultimatum: albo zgoda na plan, albo nakaz zwrotu wsparcia, jakie rząd przyznał stoczniom Szczecin i Gdynia po wejściu Polski do UE w 2004 roku. A to byłoby równoznaczne z ich upadłością.
Komisarz o spraw konkurencji Neelie Kroes zaleciła wtedy polskiemu rządowi, żeby bezwarunkowo zgodził się na sprzedaż stoczniowego majątku w zamian za odstąpienie od żądania od stoczni zwrotu udzielonej pomocy publicznej.(bea)












