Reklama
Władze w Bukareszcie poinformowały we wtorek o swojej decyzji w sprawie rozpoczęcia rozmów z MFW. Już w poniedziałek potwierdzono informacje, że rumuńska delegacja poleciała negocjowac do Waszyngtonu.
Według ostatnich raportów rumuńska waluta lej straciła w ubiegłym roku 20 proc. wartości. Podczas gdy w latach 2005-2008 za euro płacono między 3,5 i 3,7 leja, obecnie wartość rumuńskiej waluty spadła do 3,9 leja za euro. W styczniu 2009 lej osiągnął nawet historyczny poziom 4,3 leja za euro. Według prognoz rządu na skutek masowych zwolnień w sektorze motoryzacyjnym i innych branżach bezrobocie wzrośnie w tym roku o 5 punktów procentowych.
Prezes rumuńskiego banku centralnego Mugur Isărescu stwierdził w środę, że rozważa wzięcie kredytu z MFW. Nie określił jednak, jakiej kwoty potrzebuje jego kraj. Ariel Emirian, przedstawiciel rumuńskiego oddziału Societé Générale, przedstawił tę sytuacje dokładniej. Jego zdaniem Rumunia potrzebuje 4 do 6 miliardów euro, z czego większość przeznaczona zostanie na stabilizację sektora bankowego.
Emirian uważa, że Rumunii nie zagraża załamanie gospodarcze, ponieważ sytuacja w tym kraju jest lepsza niż w innych państwach regionu, np. na Węgrzech.
Pomoc MFW może mieć fatalne skutki dla koalicji
Prasa w Bukareszcie dość sceptycznie ocenia stabilność świeżo zawartej koalicji rządowej. Powiązana z prezydentem Traianem Băsescu PDL (Liberalani-Demokraci) zawarła sojusz ze swoim głównym politycznym przeciwnikiem – socjaldemokratyczną PSD. Według ekspertów PSD będzie sprzeciwiać się wszelkim ograniczeniom budżetowym.
Rząd może mieć zatem problem z przeprowadzeniem cięć w budżecie, co od początku znacznie utrudni negocjacje z MFW, uważa Timothy Ash, główny ekspert Royal Bank of Scotland ds. Europy Środkowo-Wschodniej. (tmw)













