Reklama
Niedzielne referendum zdecyduje, czy prawo do pracy na terenie Konfederacji Szwajcarskiej zostanie rozszerzone na Bułgarów i Rumunów. Przywilej ten posiadają jak na razie obywatele 25 krajów UE.
Jak wyjaśnia de Watteville, gra toczy się obecnie o wysoką stawkę – prawne podstawy, stanowiące fundament stosunków między Bernem a Brukselą. Klauzula awaryjna wynegocjowana w 1999 roku zakłada, że w przypadku negatywnego wyniku głosowania automatycznie swoją ważność straci cały szereg powiązanych z klauzulą porozumień handlowych.
„Porażka układu o wolności podejmowania pracy oznaczałaby w ciągu sześciu miesięcy koniec kolejnych sześciu porozumień”, stwierdził ambasador w rozmowie z EurActiv.
Porozumienia te dotyczą w znacznej mierze wymiany handlowej (prowadzonej pomiędzy Szwajcarią i Unią Europejską) oraz transportu lądowego (w tym także tranzytu przez Alpy), dlatego też fiasko referendum oznaczać będzie problemy zarówno dla Szwajcarii, jak i unii, uważa de Watteville.
Ponieważ sondaże nie pozwalają przewidzieć wyniku referendum, szwajcarski ambasador zaczyna sie poważnie zastanawiać, co się stanie, jeśli Szwajcarzy powiedzą Bułgarom i Rumunom ‚nie‘.
„W przypadku fiaska referendum Szwajcaria znalazłaby się w trudnej sytuacji. Ale i dla unii sprawa nie wyglądałaby zbyt prosto. A to dlatego, że utrzymujemy bliskie wzajemne stosunki i jesteśmy drugim po USA partnerem handlowym UE. Codziennie pomiędzy unią a Szwajcarią handluje się towarami o wartości jednego miliarda franków szwajcarskich”, podkreśla de Watteville.
De Watteville wyjaśnia, że wszystkie największe partie jego kraju popierają rozszerzenie prawa do pracy o Bułgarów i Rumunów. Wyjątek stanowi jedynie jedna trzecia UDC, partii przedsiębiorcy i prawicowego populisty Christopha Blochera. Blocher, który nie został ponownie powołany do rządu, prowadzi kampanię za odrzuceniem porozumienia w referendum.
Szwajcarski dyplomata dodaje, że obecny kryzys gospodarczy jeszcze bardziej utrudnia sytuację. De Watteville uważa, że jeszcze przed sześcioma miesiącami referendum mogło przebiec bezproblemowo. Podkreśla, że jego rząd podjął wiele działań, by wyjaśnić wyborcom, jakie skutki będzie miał negatywny wynik referendum. Także szwajcarskie media zrobiły w tej kwestii „dobrą robotę”.
De Watteville tłumaczy również stanowisko swojego kraju wobec aktualnych reform zasad regulujących globalny rynek finansowy. Przyznaje, że Szwajcaria nie jest reprezentowana w wielu organizacjach politycznych, które zostały powołane w tym celu. Jego kraj jest jednak na płaszczyźnie formalnej „obecny”, „aktywny” i gotowy do działania.
Ponadto ambasador przedstawia stanowisko swojego kraju w kwestii tajemnicy bankowej. (tmw)
Aby przeczytać pełną treść wywiadu w języku francuskim, kliknij tutaj. 









