Reklama
„Jeśli nasi partnerzy zapłacą za swoje własne zużycie (surowca), otrzymają gaz. Jeśli nie zapłacą, to go nie otrzymają. A jeśli go nie otrzymają, a posłużą się gazociągami przeznaczonymi do tranzytu, to zmniejszymy dostawy” – cytuje wypowiedź Putina tvn24.
Powołując się na agencję Reutera przypomina, że co prawda Moskwa w ostatnich tygodniach wzmogła presję na Kijów w kwestiach gazowych, ale podkreśla, że po raz pierwszy od czasu rosyjsko-ukraińskiego sporu z początków tego roku, Putin mówi zmniejszeniu tranzytu.
W efekcie tego sporu, dostawy gazu przez Ukrainę do środkowej i zachodniej Europy - w tym do Polski - zostały wtedy wstrzymane. Wpłynęło to na zwiększenie zainteresowania państw członkowskich UE wspólną polityką energetyczną.
Juszczenko podkreśla ze swej strony: „gaz to polityka, a ja nie chcę, żeby tak było”. „Dokonałem obliczeń, według których Ukraina dostarczyła Europie bezpłatnie tyle gazu, że jeszcze 150 lat powinniśmy otrzymywać go (od Rosji) także nic nie płacąc. Prawdy nie ma ani po jednej, ani po drugiej stronie” – przytacza tvn24 słowa ukraińskiego prezydenta z gorącej linii z czytelnikami gazety "Komsomolskaja Prawda Ukraina”.
Tymczasem w zeszłym tygodniu przesądzona została budowa gazociągu łączącego Rosję z Niemcami prowadzącego po dnie Bałtyku (z pominięciem Ukrainy i Polski), tzw. Nord Stream.
Na ułożenie rury zgodziła się bowiem nie tylko Szwecja, ale i Finlandia. Jeszcze wcześniej zgodę na przebieg rurociągu z rosyjskim gazem w swojej strefie ekonomicznej wyraziła Dania.
Tej budowie przecina jest Polska, która wskazuje m.in. na zagrożenia ekologiczne. Jednak po ostatnich decyzjach państw skandynawskich została w tym sprzeciwie osamotniona. (bea)









