Reklama
Kraszewski uczestniczył w posiedzeniu ministrów środowiska UE w Luksemburgu, którego przedmiotem był dokument przedstawiony w maju przez Komisję Europejską dotyczący kosztów i warunków podwyższenia unijnych celów klimatycznych.
"Jeżeli nasza praca ma odnieść skutek, to tylko, jeśli wciągniemy do porozumienia największych emitentów gazów cieplarnianych, czyli Chińczyków i Amerykanów, a także inne kraje" – cytuje portal cire.pl wypowiedź ministra dla PAP. "Jest sens podwyższania unijnych ambicji tylko wtedy, jeśli reszta największych emitentów wykaże porównywalny wysiłek i w sposób weryfikowalny i oparty na jednorodnej metodologii. Bardzo przestrzegam przed redukcją samemu, indywidualnie" - dodał.
W wyniku krytyki Francji i Niemiec, a także protestów niektórych komisarzy, w tym Janusza Lewandowskiego, unijna komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard przyznała, że priorytetem jest wyjście z kryzysu euro. W dalszym ciągu przekonuje jednak, że w związku ze spowolnieniem gospodarczym, koszty zwiększonej redukcji byłyby dużo mniejsze niż szacowano wcześniej.
"Tu nie ma jednomyślności. Przeciwnie, wiele krajów, wielu ministrów środowiska wyraziło duży sceptycyzm" - podkreślił Kraszewski. Pytany o polskie argumenty, powiedział: "apelowałem, by nie niszczyć ekonomii przez zbyt daleko idące jednostronne zobowiązania, ponieważ nie zostanie to docenione". Zwrócił też uwagę, że nadmierne, indywidualne ambicje pogorszą konkurencyjność europejskiej produkcji.
Minister bronił krytykowanego przez Komisję systemu finansowania niskoemisyjnych technologii z handlu niewykorzystanymi uprawnieniami do emisji CO2 (tzw. AAU). "W przypadku Polski AAU są bardzo dobrym instrumentem. Na każdą tonę sprzedaną redukujemy 2,5-3,5 tony CO2 w związku z inwestycjami, które polegają na termomodernizacji i innych" - argumentował.
W zamówionej przez kraje członkowskie analizie kosztów zwiększenia redukcji emisji z 20 do 30 proc. KE przedstawia argumenty, które przywołuje komisarz Hedegaard: że na skutek wywołanego kryzysem spowolnienia gospodarczego i spadku popytu na energię, takie posunięcie byłoby obecnie tańsze i łatwiejsze niż przewidywano w 2008 r., kiedy UE przyjęła pakiet klimatyczno-energetyczny.
KE wyliczyła, że dodatkowy koszt przejścia z 20 na 30 proc. miałby wynieść 33 mld euro rocznie do 2020 roku, co stanowi jedynie 0,2 proc. unijnego PKB. Koszt całkowity redukcji 30-procentowej jest teraz szacowany na 81 mld euro rocznie, czyli 0,54 proc. PKB.












