Reklama
Posłowie najpierw przyjęli rządowy projekt uchwały towarzyszącej Traktatowi, a chwilę później - ustawy umożliwiającej Lechowi Kaczyńskiemu ratyfikacje tego dokumentu. Większość posłów przyjęło wyniki owacją na stojąco, a premier dostał duży bukiet kwiatów.
We wtorkowym głosowaniu za przyjęciem uchwały towarzyszącej Traktatowi, zaproponowanej przez rząd opowiedziało się 353 posłów, przeciw było 54, wstrzymało się 44. W drugim - tym ważniejszym - głosowaniu (nad ustawą umożliwiającą prezydentowi ratyfikację Traktatu Lizbońskiego) „za” było 384 posłów, „przeciw” - 56 (wszyscy z PiS), a od głosu wstrzymało się 12. Wymagana do uchwalenia ustawy większość 2/3 głosów wynosiła 302. Za ustawą głosowało 89 posłów PiS, natomiast posłowie Platformy Obywatelskiej, PSL i LiD-u - wszyscy (żaden z posłów tych ugrupowań nie głosował przeciw, ani nie wstrzymał się od głosu).
Tuż przed głosowaniem ustawy rayfikacyjnej, PiS wycofało poprawki do rządowego projektu, a prezydent – swój projekt, który miał na celu "zabezpieczenie" wynegocjowanej treści Traktatu Lizbońskiego. Ostatecznie - wyniku wcześniejszego porozumienia między prezydentem Lechem Kaczyńskim i premierem Donaldem Tuskiem - takie zapisy znalazły się w specjalnej uchwale Sejmu.
W środę nad ustawą umożliwiającą prezydentowi Kaczyńskiemu ratyfikację Traktatu Lizbońskiego będzie debatował Senat.
We wtorek wieczorem prezes PiS Jarosław Kaczyński usiłował przekonać senatorów swojego klubu do głosowania za przyjęciem nowego traktatu Unii. Po spotkaniu wyraził nadzieję, że nie zbraknie głosów „za”. Zastrzegł jednak, że ostateczna decyzja będzie należeć do senatorów i podkreślił, że w jego ugrupowaniu są dwa skrzydła. Tymczasem niektórzy senatorowie PiS otwarcie deklarują głosowanie przeciw ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Senatorowie PO opowiadają się z ratyfikacją Traktatu, podobnie jak marszałek Bogdan Borusewicz (niezrzeszony). Wszystko wskazuje na to, że Traktat poprą również inni senatorowie niezrzeszeni, czyli Włodzimierz Cimoszewicz (jako jedyny startował samodzielnie) i Lucjan Cichosz (który startował z listy PiS).
Przyjęcie tej ustawy w Senacie wymaga – podobnie jak w Sejmie - większości 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy senatorów. Oznacza to, że przy 100-procentowej frekwencji, potrzeba będzie co najmniej 66 głosów. PO ma w drugiej Izbie 59 przedstawicieli, PiS - 37. Łącznie z niezrzeszonymi, daje to 62 głosy.
Gdyby w Senacie udało się w środę przyjąć ustawę ratyfikacyjna, to trafiłaby ona do podpisu prezydenta, który ma na to 21 dni.
Lech Kaczyński zapowiedział, że podpisze tę ustawę nie wcześniej niż umowa zawarta z premierem "będzie wykonana". Dodał, że jest przekonany, że premier Donald Tusk tę umowę wykona.
Tymczasem szef klubu PO Zbigniew Chlebowski przewiduje, że – choć prace nad ustalonymi przez prezydenta i premiera zmianami w ustawie o współpracy rządu z parlamentem w sprawach członkostwa Polski w UE już się rozpoczęły – to na ich zakończenie trzeba będzie poczekać być może nawet kilkanaście tygodni. Nowelizacja tej ustawy jest jednym z elementów porozumienia między Lechem Kaczyńskim i Donaldem Tuskiem w sprawie ratyfikacji Traktatu z Lizbony.
W jego opinii, ta ustawa kompetencyjna może wejść w życie dopiero po zakończeniu procesu ratyfikacji Traktatu we wszystkich 27 państwach UE.
Prezydent uważa, że zmiany w tej ustawie, podobnie jak zapisy przyjętej we wtorek specjalnej uchwały Sejmu, mają gwarantować obowiązywanie mechanizmu z Joaniny (dotyczącego sposobu podejmowania decyzji w UE) i protokołu brytyjskiego ograniczającego stosowanie Karty Praw Podstawowych w Wielkiej Brytanii i w Polsce.










