Reklama
Po zakończeniu czwartkowo-piątkowego szczytu premier Donald Tusk - który już wcześniej zapowiadał, że Polska przystąpi do paktu - powiedział, że jest to decyzja polityczna, by pozostawać w głównym nurcie UE, zwłaszcza wobec planów przyjęcia wspólnej waluty.
"Nasze uczestnictwo w Pakcie Euro Plus nie oznacza zobowiązań o charakterze finansowym – zapewniał cytowany w mediach szef polskiego rządu. - Dla nas obecność w tym pakcie jest neutralna, jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, bo nie stawia szczególnych wymagań".
Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość domaga się, żeby już na najbliższym posiedzeniu Sejmu, które rozpoczyna się 30 marca, rząd przedstawił informację o skutkach przystąpienia Polski do nowego, unijnego paktu.
"Niedopuszczalna jest sytuacja, w której tak poważna i skutkująca drastycznymi zmianami podatkowymi decyzja została podjęta bez dyskusji i debaty w polskim parlamencie" – argumentuje szef klubu PiS Mariusz Błaszczak, którego za PAP cytuje Onet.pl.
"Przedstawiciele rządu twierdząc, że taki ruch pozwala Polsce trzymać się głównego nurtu polityki europejskiej, zdają się ignorować fakty. Przystąpienie Polski do paktu sprawi, że nasza gospodarka stanie się mniej konkurencyjna, pakt bowiem, ma zapewnić konkurencyjność Francji i Niemcom" – utrzymuje poseł PiS.
Według Błaszczaka, rząd "z niezrozumiałych przyczyn” nie podjął publicznej debaty ani o pakcie na rzecz konkurencyjności, ani o planach przystąpienia do niego Polski. „Taka debata jest niezbędna, ponieważ konsekwencje przystąpienia do paktu będą miały decydujący wpływ na polską gospodarkę" - uważa szef klubu PiS.
Pakt Euro Plus zakładający zbliżanie narodowych polityk gospodarczych, jest efektem prac nad paktem na rzecz konkurencyjności, jaki wcześniej przedstawiły wspólnie Francja i Niemcy. Przewiduje koordynację m.in. w dziedzinie konkurencyjności, innowacji, zatrudnienia oraz stabilność finansów publicznych i koordynacja podatkowa.
"Dlatego plus, że pakt mówi o tym, co kraje strefy euro chcą zrobić więcej: dzielą wspólną walutę i chcą przedsięwziąć wysiłki ponad istniejące zobowiązania. A ponadto dlatego, że pakt jest otwarty dla innych" - wyjaśniał szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy nową nazwę paktu. Do 17 państw, w których obowiązuje wspólna waluta dołączyły oprócz Polski, także Dania, Litwa, Łotwa, Rumunia i Bułgaria.
Na czwartkowo-piątkowym spotkaniu w Brukseli przyjęto także pakiet środków gospodarczych, który ma wzmocnić wspólną walutę euro i zapewnić jej stabilność. Podjęto też formalną decyzję o zmianie Traktatu z Lizbony, by móc uruchomić stały mechanizm ratowania w potrzebie krajów strefy euro w sytuacjach kryzysowych.
Ponadto debata na szczycie dotyczyła wsparcia dla Portugalii, której grozi bankructwo: po upadku mniejszościowego rządu premiera Jose Socratesa agencje ratingowe obniżają oceny kredytowe kraju, a oprocentowanie portugalskich obligacji sięga 7,78 proc.
Szef eurogrupy Jean-Claude Juncker przewiduje, że pomoc dla tego państwa może wynieść 75 mld euro, choć zastrzegł, że Portugalia jeszcze się po nią nie zgłosiła. Socrates powtarzał w Brukseli, że jego kraj nie potrzebuje pomocy i zapewniał, że uzgodniony z Komisją Europejską radykalny plan cięć budżetowych i podwyżek podatków, który ma doprowadzić do redukcji deficytu budżetowego do 3 proc. PKB w 2012 roku - będzie wdrażany.
W związku z ostatnim trzęsieniem ziemi i tsunami w Japonii, unijni przywódcy zapowiedzieli też testy wytrzymałości elektrowni atomowych w UE. Już od jesieni, na podstawie wspólnych kryteriów, we wszystkich elektrowniach atomowych na terenie UE będą prowadzone testy bezpieczeństwa i wytrzymałości np. na trzęsienia ziemi czy ataki terrorystyczne. Wstępny raport KE ma być gotowy do końca roku.
Jednak testy nie będą obowiązkowe i są obawy, że nie wszystkie państwa członkowskie zgodzą się na badanie wszystkich swoich reaktorów. Według mediów, gotowość do przeprowadzenia testów wyraziły już: Francja (58 reaktorów), Niemcy (17) i Hiszpania (10), co oznacza, że badaniom poddana będzie ponad połowa ze 143 działających reaktorów w UE.
Na unijnym szczycie była też mowa o sytuacji w Libii. Przywódcy „27” przyjęli deklarację w tej sprawie, oceniając, że działania międzynarodowej koalicji, zgodnie z mandatem Rady Bezpieczeństwa ONZ, "znacząco przyczyniły się do ochrony ludności cywilnej zagrożonej atakami i pomogły chronić życie".
Podkreślili też gotowość podjęcia operacji humanitarnej z wykorzystaniem wojska do ewakuacji uchodźców, a także do "promocji dialogu" z libijskimi siłami opozycji, w tym tymczasową Libijską Radą Narodową w Bengazi.













