Reklama
Unijny szczyt poświęcony był kryzysowi gospodarczemu i protekcjonizmowi. Ten drugi temat pojawił się po decyzji rządu Francji dotyczącej pomocy dla krajowego przemysłu motoryzacyjnego kosztem pozostałych państw członkowskich Unii.
O przygotowanie planu pomocy o wartości 160-190 miliardów euro zaapelowała w czasie niedzielnego spotkania w Brukseli delegacja Węgier. Zwróciła przy tym uwagę na upośledzenie gospodarcze tych państw powstałe w wyniku podziału Europy po II wojnie światowej.
Jednak Mirek Topolanek - premier Czech, które w tym półroczu przewodniczą UE – powiedział (po tym jak media przedstawiły gospodarkę tego regionu jako „tonącą”), że państwa Europy Środkowo-Wschodniej nie potrzebują większej pomocy, niż pozostałe państwa członkowskie Unii. Dodał, że region odczuwa potrzebę solidarności, ale również wspólnej odpowiedzialności. „Unia Europejska nie powinna nikogo pozostawiać bez pomocy” – cytuje słowa czeskiego premiera EurActiv. Topolanek podkreślił jednocześnie konieczność przestrzegania reguł jednolitego rynku UE.
„Jest jasne, że sytuacja w poszczególnych krajach środkowej i wschodniej Europy jest różna. Przyjmowanie jednego, ogólnego założenia byłoby zupełnie bez sensu” – skomentowała pomysł specjalnego planu pomocy dla Europy środkowo-wschodniej kanclerz Niemiec Angela Merkel jeszcze przed rozpoczęciem szczytu.
Jej zdecydowane stanowisko podzielał polski minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz. „Jeśli doszłoby do utworzenia jakiegokolwiek specjalnego planu dla Europy wschodniej, to my go nie potrzebujemy” – zapowiedział. Podkreślił, że pomoc powinna być przyznawana rzeczywiście jej potrzebującym i nie powinno się w ten sposób „próbować wznosić barier czy nowych murów między nowymi i starymi państwami członkowskimi”.
Szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso przekonywał, że Unia Europejska przywiązuje olbrzymią wagę do finansowej i gospodarczej ewolucji we wszystkich państwach członkowskich. Zapewnił przy tym, że po to by odzwierciedlić istniejące zróżnicowanie, sytuację każdego kraju rozpatruje się oddzielnie.
W końcowym oświadczeniu niedzielnego szczytu unijni przywódcy zgodzili się, że Unia będzie w stanie stawić czoła obecnemu kryzysowi ekonomicznemu tylko wtedy, gdy będzie działać wspólnie i w sposób skoordynowany w ramach jednolitego rynku i Unii Monetarnej (EMU).
Przywódcy UE zajęli się pokrótce także ewentualnym skróceniem lub przyspieszeniem procedury wchodzenia nowych państw członkowskich do strefy euro po to, by ułatwić im rozwój gospodarczy w czasie kryzysu. Uczestnicy niedzielnego szczytu uznali, że przyjęcie wspólnej waluty musi być poprzedzone spełnieniem wszystkich kryteriów wejścia do eurostrefy.
Barroso przyznał, że euro postrzegane jest jako „czynnik chroniący” w czasie kryzysu. Podkreślił, że decyzja o ewentualnym zwołaniu specjalnego szczyty UE w sprawie euro należy do państw członkowskich Unii. Dodał jednak, że nie spodziewa się, by takie spotkanie mogło się odbyć w najbliższym czasie.
Według Merkel, „znacznie ważniejsze jest to, byśmy usunęli ze społecznego odbioru przekonanie, że Unia nie okazuje już solidarności”. „Nie możemy w żaden sposób dopuścić do rozwodnienia Paktu stabilności i rozwoju ani kryteriów przystępowania do strefy euro” – uznała.
Natomiast minister Dowgielewicz podkreślił, że Polska nie prosi dla siebie o żadne specjalne warunki i wytknął niektórym państwom strefy euro niespełnienie tzw. kryteriów wejścia. „ W strefie euro są kraje, które – delikatnie mówiąc – w rzeczywistości nie spełniają kryteriów wejścia do tej strefy” – ocenił. (bea)













