Reklama
Yvo de Boer, sekretarz generalny Konwencji Ramowej Narodów Zjednoczonych ds. Klimatu, stwierdził, że na nowym traktacie musi pojawić się podpis przedstawiciela USA, które w kwestii emisji ponoszą największą historyczną odpowiedzialność.
W przemówieniu wygłoszonym 2 listopada, rozpoczynającym pięciodniowe negocjacje de Boer upomniał sie o określenie celów na rok 2020 w zakresie redukcji emisji. Zwrócił się szczególnie do Stanów Zjednoczonych, które jak dotąd nie były w stanie w czytelny sposób zaangażować się w tę inicjatywę, i gdzie Senat wstrzymuje wewnętrzne przepisy prawne dotyczące walki ze zmianami klimatu.
„Nie sądzę, by bez czytelnych celów USA wspólnota międzynarodowa doszła do porozumienia”, stwierdził de Boer. Jednocześnie duńska minister ds. klimatu i funduszy energetycznych Connie Hedegaard wezwała prezydenta Obamę, by nie przybywał do Kopenhagi z pustymi rękoma. Gospodyni konferencji klimatycznej w Kopenhadze, na której uzgodniona ma być treść nowego traktatu, podkreśliła, że USA nie powinny chować się za Senatem, zwłaszcza że nie są jedynym krajem, który boryka się z problemami związanymi z wewnętrznym prawodawstwem w kwestii walki ze zmianami klimatu.
Także Unia Europejska krytykuje Stany Zjednoczone i zamierza wywierać presję na Waszyngton, by wziął na siebie cześć obowiązków związanych przeciwdziałaniem zmianom klimatu.
UE przystąpiła do negocjacji w Barcelonie w uprzywilejowanej pozycji, gdyż podczas minionego szczytu UE uzgodniono kwotę, jaką unia zamierza wesprzeć walkę ze zmianami klimatu w krajach rozwijających się. Unia chce przeznaczyć na ten cel do 2020 między 22 a 50 miliardów euro rocznie. Żadne inne państwo uprzemysłowione nie podało jak dotąd otwarcie kwot . (tmw)
Dalsze kroki:
- koniec listopada: dodatkowe spotkanie unijnych ministrów środowiska
- 10-12 grudnia: szczyt UE
- 7-18 grudnia: klimatyczna konferencja ONZ w Kopenhadze.












