Reklama
Węgry, wspierane przez Bułgarię, Estonię, Łotwę, Litwę, Rumunię i Słowację, chciałyby, żeby rokiem odniesienia przy obliczaniu redukcji emisji CO2 był - podobnie jak w porozumieniu z Kioto - rok 1990, a nie - jak zaproponowała Komisja Europejska - 2005.
Według tych siedmiu państw, Komisja Europejska przyjmując za punkt wyjścia 2005 rok, faworyzuje bogatsze, stare państwa członkowskie UE, kosztem nowych i słabiej rozwiniętych. Siódemka zwraca uwagę, że cięcia emisji CO2, które miały miejsce w nowych państwach Unii po 1990 roku, jako efekt „postkomunistycznej dezindustrializacji”, lepiej odzwierciedlałyby się w ich narodowych planach redukcji gazów cieplarnianych. Podkreśla też, że państwa Europy środkowo-wschodniej już zmniejszyły limity emisji o ok. 7.9%, więc przyjęcie wobec nich 2005 roku, jako roku odniesienia jest krzywdzące.
Według metodologii zaproponowanej przez KE najbardziej obciążone byłyby Litwa, Łotwa, Bułgaria i Rumunia, natomiast przyjęcie propozycji siedmiu państw pod przewodnictwem Węgier najbardziej obciążyłoby takie kraje jak Luksemburg, Hiszpania, Włochy i Austria.
Jako atlternatywę, siódemka zaproponowała przyjęcie 18 proc. redukcji emisji dla wszystkich państw członkowskich. Takie rozwiązanie dawałoby niemal identyczny efekt jak propozycja KE. Głównym argumentem Komisji uzasadniającym przyjęcie 2005 roku, jako roku odniesienia jest to, że przedtem nie było systemu kontrolującego emisję gazów cieplarnianych (ETS), więc nie ma danych pozwalających precyzyjnie określić poziom ich wydzielania.
Eksperci z krajów Europy wschodniej powiedzieli EuroActiv, że nie bardzo wierzą, by propozycja KE była obecnie możliwa do realizacji. Wyrazili też nadzieję, że niesprawiedliwe traktowanie ich krajów stanie się oczywiste i w efekcie do planu Komisji zostaną wprowadzone daleko idące zmiany.
Źródło: EurActive.com












